Jak to było z Helikonem?

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: środa, 11, lipiec 2018 Drukuj E-mail

Jerzy Żelazny

Omówienie w portalu Latarnia Morska przez Leszka Żulińskiego książki o dość barokowym tytule: Relacje: Warszawa – Zielona Góra, Gdańsk, Jerzy Leszin-Koperski – Andrzej K. Waśkiewicz, korespondencja, dzieła zachęciło mnie do kilka uwag o mojej znajomości z Jerzym Leszinem-Koperskim. Oczywiście najpierw go znałem pod nazwiskiem Koperski. Potem przybrał pseudonim literacki Leszin. I zgadnijcie skąd się wziął ten pseudonim o dość zaskakującej pisowni? Cóż, w nazwiskach reguły ortograficzne nie obowiązują, czy dotyczy to również wymyślonych pseudonimów? Znając Jurka z tamtych czasów dość łatwo się domyślić genezy pseudonimu, zwłaszcza gdy pierwsze wiersze podpisywał jako Jerzy Włodzimierz Leszin. Ale dajmy spokój domysłom.

Jurka Leszina znam z czasów studiów polonistycznych na UMK w Toruniu. On był rok wyżej, mimo że ode mnie młodszy. Cóż, podjąłem studia z czteroletnim opóźnieniem – z powodu wojny rok później skończyłem podstawówkę, przepraszam, szkołę powszechną, bo tak się wtedy dzisiejsza podstawówka nazywała. A skończyłem ją ekspresowo – w przeciągu trzech lat i trzech miesięcy. Główne opóźnienia w rozpoczęciu studiów sprawiły peerelowskie przepisy – po maturze z powodu nakazu pracy musiałem zostać nauczycielem, po roku capnęli mnie do woja; odpękanie zasadniczej służby wojskowej uczyniło mnie wreszcie wolnym młodzieńcem i mogłem podjąć studia. Ale piszę to na marginesie.

A wracając do Leszina-Koperskiego – najpierw zetknęliśmy się w Klubie Młodych Twórców Literackich ( uwielbiano dęte nazwy), którego jednym z głównych organizatorów był Jurek Koperski, potem krótko znaleźliśmy się na jednym roku, gdyż Jurkowi coś się tam nie powiodło. Krótko byliśmy razem na jednym roku, gdyż Leszin przeniósł się do Warszawy.
Ideą fix Jurka było wydawanie pisma literackiego. Zaraził tą inicjatywą wiele osób. Czasy ku temu zaczęły nieco sprzyjać – działo się to bowiem w przełomowym roku 1956, zwanym powszechnie Polskim Październikiem. W PRL wydawanie przez taką grupę jak nasza pisma to raczej sprawa beznadziejna, wymagało wielu zezwoleń, a starania o nie raczej kończyły się niepowodzeniem.  Gdy raptem udało się zainicjować i wydać pismo o znowu dętym, można nawet uznać, że dosłownie, dętym tytule Helikon, wszak ma to słowo znaczenie co najmniej podwójne – w mitologii greckiej wzgórze stanowiące siedzibę muz, a wypływające z niego źródła wzmagały twórcze natchnienie; helikon to także największa blaszana trąba w orkiestrze zwłaszcza dętej. Nam, inicjatorom pisma, chodziło oczywiście o owe mityczne wzgórze ze źródłami natchnienia, natomiast jeden z dziennikarzy pomorskiej gazety uszczypliwie wykorzystał znaczenie słowa helikon jako nazwy dużej trąby. Nie była to przyjazna recenzja, lecz zniechęcająca.

Pieniądze na pierwszy numer wyasygnowało Zrzeszenie Studentów Polskich; dostaliśmy dzięki moim zabiegom. Drukarnię prywatną znaleźliśmy w jednym z miast powiatowych w Żninie a może Szubinie (?), chociaż to ja kontaktowałem się, co pamiętam, z drukarzem, w redakcji reprezentowałem bowiem sponsora pisma, czyli ZSP. Wydrukował nam periodyk poza cenzurą, co było przejawem odwagi. To marna drukarnia, dysponująca przestarzałymi maszynami, więc i szata graficzna była uboga, ale papier kredowy. Załatwienie druku w prawdziwej drukarni, a tych w Toruniu było kilka, to marzenie w tamtym czasie niedościgłe. Przed ukazaniem się pisma w toruńskiej rozgłośni Polskiego Radia nagraliśmy rozmowę, która następnie została wyemitowana. Dość szumnie zapowiadano ukazanie się pisma literackiego. 

W skład redakcji wchodzili Jan Jerzy Czarnecki, Jacek Głażewski, Jerzy Włodzimierz Leszin, Jerzy Żelazny, Janusz Żernicki. Niektórzy podają, między innymi zielonogórski literaturoznawca Andrzej Busk, w składzie redakcji Edwarda Stachurę. To pomyłka, owszem, spotykał się z nami, ale do naszej grupy nie należał. Jan Jerzy Czarnecki nie był studentem UMK, był od nas starszy, został zaproszony do redakcji przez Jerzego Leszina.
W artykule wstępnym krytykowaliśmy aktualny model literatury, którą nazywano wówczas w sposób dziwaczny socjalistyczną, zdecydowanie odcinając się od socrealizmu. Po zasygnalizowaniu niezgody na socrealizm w twórczości literackiej, narzucany przez władze państwowe, następowało samookreślenie się twórców Helikonu:
Jesteśmy młodzi. Chcemy tworzyć. Chcemy także, by nasza twórczość istotnie trafiała do ludu, lecz wiemy, że droga do ludu prowadzi przez człowieka.

W dalszym ciągu tego, można rzec nieco napuszonego manifestu twórczego, następowało odżegnywanie się od wszelkich wytycznych czy nakazów, deklarując niezależność twórczą. Postulowaliśmy też konieczność odzwierciedlania prawdy o tamtych czach, jak również wyrażać ideały młodego pokolenia.
Artysta – świadomy swej wysokiej godności i rangi, nie stanie się wężem prostującym się na dźwięk fujarki fakira.
Zamieszczone w nim utwory, wiersze Janusza Żernickiego, Jerzego Włodzimierza Leszina, a przede wszystkim Poemat o Poznaniu, czyli o buncie poznańskich robotników w czerwcu 1956 roku, a jako motto poematu posłużył cytat z przemówienia Józefa Cyrankiewicza, ówczesnego premiera, który ostrzegał: Każdemu, kto podniesie rękę na władzę, władza mu tę rękę odrąbie były utrzymane w tonie literatury rozrachunkowej z czasami stalinowskimi.

Taki charakter miało również moje opowiadanie Adam, dlaczego?, w którym przedstawiłem los młodego człowieka po wyjściu z więzienia, w którym odbywał karę w wyniku sfingowanego procesu politycznego. Była ta proza, jak to zauważył Andrzej Buck, utrzymana w duchu później napisanych Cmentarzy Marka Hłaski.

Helikon nie dokonał przełomu artystycznego w literaturze 1956 roku. Redagowany przez Klub Młodych (…) UMK w Toruniu zaznaczył obecność tworzącego środowiska literackiego – pisze Andrzej Buck w eseju Niektóre formy zastępcze czasopism literackich młodych w latach 40. i 50. XX wieku (ProLibris nr 4(33) str. 126 – 127)
Na następne numery pieniędzy zabrakło, a i nieprzychylne przyjęcie pisma, zwłaszcza przez prasę partyjną, nie sprzyjało kontynuowaniu Helikonu. Osobiście musiałem wysłuchać cierpkich słów na temat tej inicjatywy wydawniczej profesora Artura Hutnikiewicza podczas egzaminu z literatury neoromantycznej. Ukazał się więc tylko jeden numer, który wśród czytelników rozprowadzaliśmy sami, głównie właśnie Leszin-Koperski.

Po upadku inicjatywy z Helikonem nie wyrzekliśmy się własnego pisma. Leszin-Koperski podjął starania o przejęcie przez studentów redagowania Głosu Uczelni, pisma wydawanego przez władze uniwersyteckie. Zakończyło to się powodzeniem. Zmieniliśmy tytuł pisma na Nowe Żagary. Było to nawiązanie do powstałych w 1931 roku w kręgu Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie. Była ta próba kontynuowania tradycji żagarystów wileńskich dość ambitna, by nie rzec szpanerska – nie było wśród nas Miłosza.
Oczywiście toruński uniwersytet miał wiele wspólnego z uniwersytetem wileńskim – stamtąd rekrutowała się dość liczne grono profesorskie, przejęto sprzęt, zbiory biblioteczne. Funkcjonuje nawet anegdota – powstanie UMK miasto zawdzięcza toruńskim kolejarzom, gdyż zatrzymali, tuż po wojnie pociąg wiozący dobra uniwersytetu wileńskiego do Wrocławia. Zostały w Toruniu, zasilając tworzącą się szkołę wyższą.

Publikowano w Głosie Uczelni wiersze, artykuły na tematy literackie, o udziale młodzieży studenckiej w kulturze. Ogłosiłem tam swój pierwszy felieton. Był to jedyny mój tekst w tym piśmie. Artykuły publicystyczne zamieszczałem w bydgoskim dwutygodniku Pomorze. To pismo długo nie przetrwało, a głównie dlatego, że członkowie grupy Helikon rozjechali się różne strony – Janusz Żernicki (właściwie Janusz Kwiatkowski) i Jerzy Leszin-Koperski wyjechali do Warszawy, tam weszli w skład tworzącej się grupy Orientacja Poetycka Hybrydy powstała przy studenckim klubie Hybrydy. Jacek Głażewski wyjechał do Olsztyna, a ja w Koszalińskie.

Ewa Głębicka  w  artykule Grupy literackie regionu nadwiślańskiego ( Kwartalnik Związku Przyjaciół Pomorza, Gdańsk nr 1/88) pisze: Działalność Helikonu dopiero po latach doczekał się bardziej wnikliwych ocen. Andrzej K. Waśkiewicz jego dzieje rozpatrywał jako toruński etap kształtowania się programu warszawskiej Orientacji. Henryk Galus w programie widział „spontaniczną reakcję na okres kultu jednostki”, uważał też, że spełniła ona istną rolę w rozbudzeniu ruchu umysłowego w studenckim środowisku Torunia.

Jerzy Żelazny

 

Przeczytaj też u nas inne teksty J. Żelaznego, a także - w "porcie literackim" - recenzje jego książek: Duchy polanowskich wzgórz (2006), Ptaki Świętej Góry (2010), Za wcześnie do nieba (2010), 19 bułeczek (2011), Fatałaszki (2013), Tango we mgle (2014)