„Agape” Tadeusza Karmazyna

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: wtorek, 15, maj 2018 Drukuj E-mail

Leszek Żuliński

POEZJA SKARGI I MIŁOŚCI

Mamy garść poetów porozrzucanych po świecie. Zapewne Tadeusz Karmazyn jest jednym z ciekawszych. Cytuję z Internetu: Tadeusz Karmazyn, ur. 1946 r. w Wilnie. Wysiedlony z rodziną zamieszkał w Gdańsku, gdzie ukończył szkołę podstawową, ogólniak i Politechnikę Gdańską (inżynier mechanik) oraz podyplomowy kurs wiedzy o teatrze, filmie i TV na Uniwersytecie Gdańskim. Ukończył teologię na Uniwersytecie w Hamilton, Virginia. W 1972 r. zdobył II nagrodę na Festiwalu Piosenki Studenckiej w Krakowie. Jest laureatem „Śpiewajmy Poezję” w Olsztynie, 1975, 1976 i Targów Estradowych – „Czterolistna Koniczynka” w Łodzi, 1975. Był członkiem zespołu muzycznego „Styk” z którym występował m.in. w programie poezji Rafała Wojaczka z muzyką Jacka Stama, „Biała róża na jej piersi”. Śpiewał również wiersze Leśmiana, Gałczyńskiego, Reynoldsa. Mieszkał w Pruszczu Gd. W latach 1976-1981 był dyrektorem Miejskiego Domu Kultury w Pruszczu Gd. Od 1982 r. jest mieszkańcem Gainesville na Florydzie.

Zatem – jak widzimy – Karmazyn jest „artystą totalnym”, choć nie za bardzo w Polsce znanym. Nic to! Mamy (nie po raz pierwszy) swoich poetów także za oceanem i trzymajmy za nich kciuki.

Za Karmazyna chyba trzymać można, azaliż mam do tego tomiku pewne zastrzeżenia. Przede wszystkim niezbyt „profesjonalnie”, a wręcz amatorsko, napisany jest wstęp Haliny Goral-Rybakowskiej. Zdanka w rodzaju Poezja Karmazyna jest poezją duszy to po prostu sztubacki banał. A różnych tego typu „ptaszków” jest tu sporo.
Garść wierszy musiała zostać napisana w języku angielskim, bowiem figuruje pod nimi tłumaczka Hanna Glok-Lejk. Czy dobrze przetłumaczyła? – tego nie wiemy. Zakładam, że dobrze. Jednak dziwię się, że nie zrobił tego sam autor. Przecież przekład własnych tekstów to najlepsza ich autoryzacja.
Ale machnijmy na te „drobiazgi” ręką (choć wydawca też zgrzeszył zaniechując solidnej redakcji).

Po tym moim marudzeniu zajrzyjmy in medias res. Otóż Karmazyn jest wcale niezłym poetą. Przeczytajcie na przykład wiersz pt. Pytania: Chichot dzieci w ogrodzie. / Blisko antycznego rozłożystego dębu / porywy wiatru – żołędzie spadają na ziemię jak / zbitki bomb. Głodne wiewiórki, dzięcioły / obserwują z napiętą uwagą. // Mżawka opada. Ziemia łapie wilgoć / w swój pył. Słońce za chmurami czeka. / Siwowłosy mężczyzna na drewnianej / ławie popija malinową herbatę / małymi łyczkami. Jego wierzba-żona / wita dzieci na werandzie wystrojonej kwiatami. // Jak mogę ignorować pragnienie aby być tutaj / wśród tych cudów? / Czy wszystko co robię jest grą z uciekającą rzeką? / Wrażeniem rozkoszy? / Pierścień mądrości nawołuje do przemyśleń – / Gwiazdy świecą we mnie, przypominając mi: / Wieczność czeka.
Proszę zauważyć, że ten przyziemny i „arkadyjski” z początku obrazek w ostatniej strofie zamienia się w refleksję egzystencjalną i zgoła metafizyczną. Cenię takie wiersze – proste, ale refleksyjne i coś ciekawego mówiące.

Zastanawiałem się, dlaczego ten tom nosi tytuł Agape. Cytuję za mateczką-wikipedią: Agape (starogrecki ἀγάπη, agápe) jest to miłość: najwyższa forma miłości, zwłaszcza miłość braterska, dobroczynność, miłość Boga do ludzi i ludzi do Boga. Czy w całym zbiorze ten tytuł znajduje swoje uzasadnienie? No i na ile kojarzy się z inną formułą: apage, Satanas, co znaczy: odejdź, Szatanie. Ładne – przyznacie – skojarzenie: Agape kontra Apage. A więc spór przeciwieństw. Znowu metafizycznych, ale to już moja konfabulacja…

Jednak wiersze w tym zbiorze umieją – i to w sposób istotny – stąpać po ziemi. Przeczytajcie na przykład ten niemały wiersz pt. Raport ze świata: Mężczyzna na cyfrowym ekranie nawołuje / widzów do polityki. Z uśmiechem wartym miliony, / kobieta sprzedaje szczęście za dolary. Nie czekaj. Dzwoń. // Wiadomość z ostatniej chwili przerywa serial / oglądany przez tysiące. Liczba zabitych przeraża. / Smutek i łzy zalewają pokoje. Rosną fale szczodrości. // Inny kanał: odważni ludzie podejmują decyzja / co jeść, jak myśleć, jak kochać. / Dzwon znowu. Nie czekaj. Pomoc = My. // W swoim kondominium poeta wysławia swoje poglądy. / Sportowiec finalizuje kontrakt. Piwo i wysoki obcas / wysyłają bąbelki w cyberświat. // Wirtualne cuda urzekają ludzi, cyfrowe klaksony / obwieszczają splendory / gadające radio konkuruje z ciszą. // Rozmowy o seksie stymulują. Publiczna sypialnia / otwarta dla każdego – Przyjemność bez granic / łatwa do sprzedania. Kup jedną, druga gratis. // Na lokalnej TV wiadomość bije na alarm: / nastolatka rodzi, zostawia baby / w pojemniku na śmieci. Słychać płacz. / Co ja, ty, on, ona my, wy, oni na to?
Ten wiersz uważam za ważny i znakomity. Przed laty takie wiersze społeczne i interwencyjne uprawiała generacja Nowej Fali. Jak widać, jest na nie miejsce i teraz; jest zawsze!

Tomik roi się od ważnych tematów i problemów. Tadeusz Karmazyn zrobił nam krzywdę emigrując. Na szczęście niezupełnie, jak widzicie. Powraca tutaj i uniwersalizuje chorobę świata. Znajduję tu na przykład takie wersy: Rabbi, otwórz moje pióro, zanim zniknę / w brudzie.
Hmm, znowu i właśnie dlatego potrzebna jest nam taka poezja. Interwencyjna, lecz także pełna agape, czyli miłości.

Tadeusz Karmazyn „Agape”, Wydawnictwo AGNI, Pruszcz Gdański 2018, str. 82

Leszek Żuliński