„Filozofki” Cezarego Sikorskiego

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: niedziela, 15, kwiecień 2018 Drukuj E-mail

Leszek Żuliński

FILOZOF PISZE FILOZOFKI!

Cezary Sikorski – ur. 1957 – studia filozoficzne na Uniwersytecie Wrocławskim (1980). Doktorat z nauk humanistycznych na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza (1987) – oto początek notki biograficznej napisanej przez samego Sikorskiego. I taka właśnie droga zawodowa rozpoczęła jego dorosłe życie. W pewnym momencie Sikorski przeniósł się z Wrocławia do Szczecina, porzucił życie akademickie i przeszedł na religię zwaną biznesem. Ten naganny akt apostazji wyszedł jednak nam wszystkim na dobre – Cezary wkroczył do literatury z impetem i „nową dykcją”. W ciągu niespełna kilku lat wydał kilka zbiorów wierszy.
Przy okazji założył oficynę Zaułek Wydawniczy POMYŁKA, a więc własne wydawnictwo, które było czymś nowym i oryginalnym na naszym rynku edytorskim. Zajrzyjcie tam – dobre nazwiska (także nowe nazwiska), a poza tym książki „wypasione” edytorsko. Mój tomik pt. Totamea (2013) to książka tak cudnie wydana, że pod tym względem już nic lepszego mi się nie przydarzy.

Bez wątpienia można Sikorskiego zakwalifikować do kategorii poeta doctus, a nie poeta natus. Ale ten doctus był zawsze komunikatywny; ładunek intelektualny Sikorskiego nie kaleczył „aury lirycznej”. Osobliwy syndrom i amalgamat – wyróżniający Cezarego. Innymi słowy filozofia i poezja umiały tu podać sobie ręce. „Sokratesem tańczącym” Sikorskiego bym nie nazwał, ale w sumie zupełnie nie wiem jak to wszystko zdefiniować. I w tym być może cała osobność poety, który zaistniał swoim pierwszym tomikiem w 2009 roku.

Jakiś czas temu Sikorski pisał: Podobnie jak „moskaliki”, które mają w polskiej literaturze ustaloną pozycję, także „filozofki” posiadają swoją prehistorię. Wedle mojej wiedzy ich niepisane pierwowzory powstawały w trakcie filozoficznych biesiad, których spiritus movens przez długie lata pozostawał profesor Wacław Mejbaum. Prawdopodobnie pierwszą upublicznioną „filozofką” był jeden z erotyków pomieszczonych przez Wacka w kultowym dziś tomie wierszy i esejów zatytułowanym „Świnia na sośnie”. Było to w roku 1977.

Tak więc Sikorski „filozofek” nie wymyślił, ale cudownie odświeżył ten mało znany kanon. Prof. Mejbaum (1933-2002) był kimś bardzo ważnym dla Czarka, więc cały splot okoliczności złożył się na ten nowy tomik.
Sam Sikorski podkreślił: Ten krótki wierszyk ustalił kanon. Odtąd „filozofka” musiała spełniać przynajmniej dwa warunki. Po pierwsze, w sposób niezwykle syntetyczny, choć nie pozbawiony epickiego patosu, prezentować winna jakieś istotne zagadnienie filozoficzne lub zgoła całą teoretyczną koncepcję. Nie trudno zauważyć, że w tym przypadku Wacek skupił się na ontologicznej koncepcji prawdy, która redukowała prawdę do zagadnienia egzystencjalnego. Po drugie „filozofka” powinna mieć prosty rym 40 sylab ułożonych w osiem wersów, podział na dwie części, z których pierwsza przybliża podmiot do zagadnienia, a druga stanowi jego egzemplifikację.
Zatem wiemy już, kto filozofki wymyślił i kto obecnie przywołał ten jednak nowy i wciąż mało znany gatunek do życia.
A teraz przejdźmy do konkretów.

Sikorski swawoli cudownie, zabawnie, ale jednak podstępnie. Bo często możemy podczas lektury śmiać się do rozpuku, ale – hola!, hola! – chichot chichotem, a sens sensem. Na przykład taki wierszyk (pod tytułem: O dupie Mejbauma): Nie jesteś mistrzem / asertywności / Żyjąc jak dupa / bez cienia złości, // Co dzień odgrywasz / rolę ofiary. / A klęska ściąga / odia i kary.
Trzeba uważać!: wierszyk wesoło się zaczyna, a poważnie kończy. To częsta „metoda” w tych filozofkach. Bo one są pisane „na luziku”, lecz luzikowi zwieść się nie dajcie. Czarek gnębiony jest ciężką chorobą filozofowania, więc nawet gdy demonstruje swoje poczucie humoru, to i tak zmusi czytelnika do refleksyjnej puenty. Najpierw ha, ha, ha, a zaraz potem trzeba pomyśleć.

A oto inny, podobny „wygibas” pt. Dlaczego tak trudno być marksistą: Hej filozofie, / nie czas się lenić!, / By świat wskroś poznać, / trzeba go zmienić. // Lecz jak go zmieniać, / bez przykrej szkody, / skoro na dupie / ropieją wrzody?
Ale hola, hola… Spora część tych wierszy zostawia na boku humor i „zgrywę”. Dla przykładu filozofka pt. Mistyk i świat: Widzisz skończony / Świat wokół siebie? / Wszystkie drobiazgi, / Śmierć i kres w niebie. // Wiedz, że skończoność / jest twoim wrogiem. / Bóg jest człowiekiem / człowiek jest bogiem.
Jednak istniejąca tu też ta zabawa pour la hec (jak ponoć mawiają Francuzi) niech was nie zwiedzie. Ogromna część tych filozofek jest inspirowana lub dialogowana ze znanymi nazwiskami, toteż za kotarą filozofek stoją m.in.: Marek Aureliusz, Hegel, Immanuel Kant, Blaise Pascal, Baruch Spinoza, Józef Tischner, Tomasz z Akwinu czy Ludwig Wittgenstein
Gdy więc wmyślić się w te konteksty, to ciarki przechodzą po plecach, bo luzik luzikiem, humor humorem, a wygibasy Sikorskiego są intelektualnie fascynujące. Dlatego teraz odwołuję to zdanie z początku recenzyjki, że Czarek nie ma nic wspólnego z „Sokratesem tańczącym”. Bo ma!

Tyle mojej laudacji. Chcę jeszcze tylko zasygnalizować, że ta książka jest cacuszkiem edytorskim. Ona w waszym księgozbiorze może być cymesem.

Cezary Sikorski „Filozofki”, Zaułek Wydawniczy POMYŁKA, Szczecin 2018, str. 58

Leszek Żuliński

 

Przeczytaj też w „porcie literackim” naszego portalu recenzje książek C. Sikorskiego Wyimki z „Elegii duinejskich” (2011), Monadologia stosowana (2011), Pięćdziesiąt cztery sonety (2012), Według Józefa (2014), Południk (2016), a też Szkice przeciwko oraz w obronie pojęć (2016)