Kolberg w kąpielisku morskim Sopot

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: środa, 28, luty 2018 Drukuj E-mail

Jacek Klimżyński

Zachwytów krajobrazem morskim nie odnotował, choć morza prawdopodobnie nigdy wcześniej nie widział. Podczas swej jedynej podróży na Pomorze w 1875 r. był już w zaawansowanym wieku, a sama podróż miała ściśle badawczy cel. Przez półtora miesiąca latem wspomnianego roku zbierał interesujące go materiały z rozległego obszaru kaszubszczyzny. Ich plon późniejszym badaczom folkloru i etnografii nie okazał się szczególnie przydatny, z wyjątkiem zagadnień dotyczących obrzędowości i jak zawsze pieczołowicie zbieranych teksów pieśni wraz z ich melodiami.

Oskar Kolberg (1814-1890) był gruntownie wykształconym muzykiem. Od wczesnych lat dziecinnych pobierał lekcje gry na fortepianie, a studia muzyczne kontynuował u Józefa Elsnera (1830), Ignacego Franciszka Dobrzyńskiego (1932-34), a w latach 1835-36 podjął studia kompozytorskie w Berlinie, równolegle z kursami buchalterii w akademii handlowej.

Zachęcony serdeczną opinią sędziwego J. Elsnera, który zaliczył go "do rzędu znakomitych artystów miasta Warszawy", podjął próby w dziedzinie kompozycji, na tyle chłodno przyjęte, że rychło ich zaniechał. Krytycznie oceniając swoje umiejętności pianistyczne, nie podjął działalności koncertowej. Poprzestał na udzielaniu lekcji gry na fortepianie, by pod koniec lat 30. XIX w. zainteresować się zagadnieniami folkloru muzycznego na tyle mocno i owocnie, że w tej właśnie dziedzinie zasłynął w historii kultury polskiej.
Wyjaśniając istotę swojej polskości, a będąc synem Krzysztofa Juliusza Henryka (1776-1831) urodzonego w Woldegk w Meklemburgii, na domiar w rodzinie o szwedzkich korzeniach, tak pisał: "Niemcy chcą koniecznie zrobić mnie Niemcem. Dowiodłem im jednakże, że skoro rodzina moja pochodzi z Pomeranii (dawnego lechickiego Pomorza), więc też nazwisko jej łączność ma z nazwą słowiańską pomorskiego Kołobrzegu."

Czy Niemcy akurat w tu uwierzyli, trudno wyrokować, tym bardziej że z równą pewnością obstawał przy polskości swojej matki, córki Gotfryda Mercoeur - Francuza, wychowanej w Warszawie, która - pisał - "była prócz nazwiska w całym znaczeniu tego wyrazu Polką." Nawet przy znacznej dozie sceptycyzmu trudno podważyć szczerość synowskich zapewnień. Kolbergowie naprawdę wielce się Polsce zasłużyli, a choć pochodzenia niepolskiego, byli przykładem asymilacyjnej siły środowiska polskiego reprezentowanego przez świat nauki i sztuki ówczesnej Warszawy. Dość powiedzieć, że spośród sześciorga rodzeństwa jeszcze dwóch braci Oskara zapisało się niezwykle pozytywnie w naszych dziejach. Najstarszy, Wilhelm Karol Adolf (1807-1877) inżynier i wydawca, kontynuator dzieła ojcowskiego, oraz najmłodszy, Antoni Karol (1815-1892) malarz obrazów o tematyce religijnej, scen rodzajowych i portretów (m. in. Fryderyka Chopina).

Trudno uznać, żeby dzieje rodziny Kolbergów zawierały w sobie pierwiastek typowości. Szczególną rolę odegrały w nich jednak dwa czynniki. Czas historyczny i godna podziwu osobowość ojca rodziny, Juliusza Kolberga. Syn radcy sądowego z prowincjonalnego miasteczka w Księstwie Meklemburskim, po ukończeniu gimnazjum podjął w latach 1794-96 studia w Akademii Budownictwa w Berlinie, które zaowocowały mianowaniem go inżynierem topografem przy pomiarze Prus Południowych, to jest części późniejszego Księstwa Warszawskiego. Podejmując decyzję przyjazdu do Polski w roku 1798, nie musiał zmieniać swojej państwowości, bowiem od jesieni 1795 r. część obszaru Rzeczypospolitej z Warszawą, w wyniku III rozbioru Polski, została wcielona do Prus, a stolica zeszła do rangi prowincjonalnego miasta w zaborze pruskim. Obcując z Polakami inż. Kolberg nauczył się języka polskiego, nie zaprzestając doskonalenia swej specjalności zawodowej w dziedzinie kartografii i geodezji. Po klęsce Prus w r. 1806 i po zajęciu Warszawy przez wojska francuskie stał się obywatelem Księstwa Warszawskiego przechodząc do służby jako inspektor cła przy Komorze na Solcu. Zgodnie ze swoją specjalnością już w roku 1808 powołany zostaje na stanowisko inspektora pomiarów przy Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych i Policji, by w krótkim czasie opracować wielką mapę Księstwa Warszawskiego, będącą podstawą podziału terytorium państwa na departamenty i powiaty.

Nie zaniedbywał bynajmniej spraw osobistych. W roku 1806 poślubił Karolinę Fryderykę Henriettę Mercoeur, wywodzącą się ze szlacheckiej rodziny emigrantów francuskich, która w następnym roku powiła wspomnianego już Wilhelma. Udzielał się równocześnie w stopniu mówcy w loży wolnomularskiej pracującej po niemiecku.
W roku 1810 opuścił służbę publiczną i wyjechał z rodziną do Przysuchy (Kieleckie), by objąć jednoczesne kierowanie kilkoma zakładami fabrycznymi, będącymi własnością warszawskiego bankiera Samuela Antoniego Fraenkla. W Przysusze w r. 1814 urodził się Oskar, późniejszy muzyk, folklorysta i etnograf; a w roku następnym późniejszy malarz, Antoni, których uzdolnienia matka w tak piękny sposób potrafiła przysposobić do polskości.

W omawianym czasie znów diametralnie zmieniła się sytuacja polityczna. Po klęsce Napoleona Księstwo Warszawskie zostało pod koniec 1813 r. zajęte przez wojska rosyjskie, by w wyniku Kongresu Wiedeńskiego w roku 1815 stać się w poszerzonych granicach, ale już bez Poznańskiego, Królestwem Polskim. Car Rosji Aleksander I, a jednocześnie król Polski, nadał mu konstytucję, która za sprawą sugestii ks. A.J. Czartoryskiego i łaskawości imperatora należała do najbardziej liberalnych w ówczesnej Europie. Kolbergowie w Przysusze, chcąc nie chcąc, stali się poddanymi Aleksandra I.

W nowej sytuacji Juliusz Kolberg w 1819 r. przeniósł się do Warszawy, korzystając z wcześniejszej propozycji Stanisław Staszica objęcia katedry geodezji, miernictwa i topografii dopiero co powołanego Uniwersytetu Warszawskiego. Wcześniej zasłynął wydaniem w 1817 r. "Mapy pocztowej i podróżnej Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Poznańskiego". Opublikowanie w 1822 r. sześciu rozpraw matematycznych, w tym (w oryginalnej tytulaturze) "Opisanie składu i użycia Planimetru nowo wynalezionego Instrumentu Mierniczego", przyrządu dzięki któremu można było szybko obliczyć powierzchnię płaszczyzn, przysporzyło mu rozgłosu i zaowocowało uzyskaniem stopnia doktora filozofii i magistra sztuk pięknych na Uniwersytecie Warszawskim. W r. 1821 został (wg ówczesnej nomenklatury) członkiem przybranym, a już wkrótce członkiem czynnym Towarzystwa Przyjaciół Nauk. Dziełem jego życia były prace kartograficzne i miernicze: "Atlas Królestwa Polskiego" (1827) i "Mapa Królestwa Polskiego" (wydana pośmiertnie w r. 1832). Znajdował przy tym czas na tłumaczenie z języka niemieckiego wybranych publikacji z dziedziny swych zainteresowań zawodowych, przekładał na język niemiecki utwory polskich poetów (m. in. "Wiesława" Kazimierza Brodzińskiego oraz poezje Franciszka Karpińskiego) i podejmował własne próby poetyckie w języku niemieckim, uświetniające okolicznościowymi utworami uroczystości rodzinne, kościelne i wolnomularskie. Za niekwestionowane zasługi został w roku 1829, w ramach uroczystości koronacyjnych Mikołaja I na króla Polski, nobilitowany wraz z rodziną, otrzymując herb Kołobrzeg.

Fakt ten jest zwieńczeniem znamiennego ciągu zdarzeń: z urodzenia poddany książąt Meklemburgii, otrzymuje szlachectwo polskie z woli cara Rosji, ale jednocześnie króla Polski.
Nazwa herbu jest przy tym bodaj pierwszym oficjalnym polskim zapisem miasta nad Bałtykiem u ujścia Parsęty, które wówczas z trudem usiłowało przeistoczyć się z twierdzy pruskiej w kąpielisko morskie.
Czas imponującej kariery zawodowej ojca przypadł na lata młodzieńcze Oskara. W środowisku warszawskim czuł się chyba wyśmienicie. Po latach odnotował w odręcznych zapiskach:
"Od r. 1820 do 1825 mieszkałem przy rodzicach w prawej oficynie Kazimierzowskiego Pałacu na dole. Chopin z rodzicami mieszkał w tej samej oficynie na drugim piętrze. Widywaliśmy się i bawili razem prawie codziennie, a w ostatnich latach uczyliśmy się w tych samych klasach Liceum".
Mieszkali więc w centrum życia naukowego i kulturalnego Warszawy, o krok od siedziby Towarzystwa Przyjaciół Nauk, które od 1823 roku miało swoją siedzibę w Pałacu Staszica przy Krakowskim Przedmieściu. Dla Oskara codziennością były odwiedziny wybitnych przedstawicieli świata kultury i nauki. Bywali w domu rodziców i leksykograf Samuel Bogumił Linde, i ojciec Fryderyka Mikołaj Chopin, to po sąsiedzku oczywiście, a już nader często bywał przyjaciel ojca prof. Kazimierz Brodziński.

Kiedy indziej notował (ortografia oryginalna): " W r. 1829 mieszkałem na Krakowskim Przedmieściu w kamienicy na rogu ulicy Oboźnej - Chopin z rodzicami mieszkał w pałacu kazimierzowskim. Przychodził do mnie przez całą zimę trzy razy w tygodniu wieczorem na lekcje angielskiego języka, które wspólnie z Julianem Fontaną pobieraliśmy od znanego wówczas w Warszawie nauczyciela pochodzenia Jrlandzkiego Makartneja". Forma tej notatki znamionuje wielce swobodny sposób traktowania ortografii, nie tylko polskiej, ale też poczucie humoru.

Względną beztroskę lat młodzieńczych całego pokolenia młodzieży warszawskiej tamtego czasu zakłócił tragiczny w wydarzenia rok 1830. Rodzina Oskara miała dodatkowy powód niepokoju spowodowany niedomaganiami zdrowotnymi ojca. Z pewnością Oskar musiał przeżyć wyjazd Fryderyka Chopina kilka tygodni przed wybuchem powstania listopadowego, sam wybuch powstania i początek wojny polsko-rosyjskiej, a także represyjne zamknięcie przez władze carskie Liceum Warszawskiego. Śmierć ojca w dwa lata po paśmie szczęśliwych zdarzeń musiała ugodzić w sferę emocjonalną siedemnastoletniego człowieka. Okazał jednak siłę charakteru. Podjąwszy jeszcze za życia ojca pracę zarobkową jako księgowy w kantorze bankowym Fraenkla poświęcił się dodatkowo wykształceniu muzycznemu. U Fraenkla pracował w latach 1830-33 i ponownie 1841-44 stwarzając sobie materialne możliwości rozwoju artystycznego.
Od lat czterdziestych zaczął publikować zebrane pieśni i artykuły, w których wyjawiał swoje poglądy na temat znaczenia melodii w pieśni ludowej, słusznie uważając za konieczne równorzędne traktowanie tekstu i melodii, choć twierdził - a tym ściągnął sobie na głowę krytykę nawet Chopina - że melodię należy "przyozdobić i ubrać w przygrywki, przystroić w harmonię". W wydanych w częściach w latach 1842-46 i 1846-47 "Pieśniach ludu polskiego", przychylnie przyjętych przez prasę za przeznaczenie do muzykowania domowego, z racji opracowania na głos i fortepian, zastosował tę właśnie metodę. Karol Libelt natychmiast jednak rzecz skrytykował za naruszenie prostoty melodii ludowej, niewłaściwe opracowanie harmoniczne i wprowadzenie przygrywek. Chopin zaś w liście do rodziny z 19 kwietnia 1848 r. kąśliwie zauważył: "dobre chęci, za wąskie plecy (...) wszystkie te piękności zostaną z przyprawionymi nosami albo na szczudłach i pośmiewiskiem będą".
Uznał te racje i w późniejszych zbiorach dbał o zachowanie autentyzmu melodii, czego dowodem może być wydany w 1857 r. kolejny zbiór "Pieśni ludu polskiego", w którym zaniechał opatrywania melodii ludowych akompaniamentem fortepianu. We wstępie pisał: "Oddaję nutę w nieskazitelnej prostocie (...), tak jak wybiegła z ust ludu, bez żadnego przystroju harmonijnego, bo mam przekonanie, że najdzielniejszą jest w samorodnej, niczym niezmąconej czystości, jak ją natura natchnęła."

Przemiana ta, o ile w ogóle nią była, a nie zawróceniem z błędnie wybranej kalkulacji estetycznej w dobie "nocy paskiewiczowskiej" (1832-1856) boleśnie odczuwanej w patriotycznych kręgach polskich, nie sprawiła mu większej trudności. Po latach bowiem, w innym miejscu wspominając swoje bliskie kontakty z Cyganerią Warszawską, pisał: "W roku 1840 (...) u zarania prac naszych etnograficznych wzgląd na muzykę ludową przeważał i stanowił główne dociekań naszych podścielisko. Wtedy to wychylaliśmy się często za miasto w porze letniej, by świeżym, ożywczym na wsi odetchnąwszy powietrzem, zaczerpnąć też i świeżej melodii i tryskającego tam nieustannie muzyki narodowej źródła."

Wspomniany wyżej zbiór, rozszerzony informacjami o zwyczajach i obrzędach łączących się z poszczególnymi pieśniami, stał się zaczątkiem podjętego przez Kolberga monumentalnego dzieła "Lud. Jego zwyczaje, sposób życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni, muzyka i tańce"; razem 23 "serie" wydawane w latach 1865-90. Dzieła te, a także publikowane od 1885 r. równolegle "Obrazy etnograficzne" (10 tomów do 1890 r., pozostałe 3 wydano pośmiertnie) wraz z obfitym materiałem badawczym pozostawionym w rękopisach, zawierały plon zbieranych przez pół wieku podczas wędrówek po kraju bezcennych materiałów tworzących podstawy polskiej folklorystyki i etnografii.

Wszystko to z godnym podziwu zmysłem organizacyjnym i angażowaniem własnych środków finansowych uzyskanych z absorbującej go czasowo pracy buchaltera w zarządzie nowo budującej się wówczas Drogi Żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej (pracował w latach 1845-1857), a potem Dyrekcji Dróg i Mostów przy Komisji Skarbu (do r. 1862). Nieobce były mu również i upokorzenia przy pozyskiwaniu subwencji na działalność badawczą. Feldmarszałek Iwan Paskiewicz (1782-1856), pogromca powstania listopadowego, z woli cara Mikołaja I namiestnik Królestwa Polskiego, i z tej samej woli książę warszawski, bezwględnie tłumił wszelkie przejawy polskości. Jego dziełem było rozwiązanie polskich szkół, uczelni i stowarzyszeń naukowych. Jako nieprzejednany rusyfikator szczególnie był wyczulony na wszelkie inicjatywy narodowe Polaków. Podnosiło to stopień trudności w budowaniu przychylnej atmosfery wobec ukierunkowanych patriotycznie badań naukowych, choćby folklorystycznych.

Zamiar wyprawy badawczej na Pomorze powziął dość późno, bo po zakończeniu prac w Poznańskiem, gdzie od roku 1867 przebywał kilkakrotnie. Wcześniej zapoznawał się z literaturą dotyczącą Pomorza, a był to czas zainteresowania się Kaszubami. Szczególna rola we wzbudzeniu tych zainteresowań przypadła Krzysztofowi Celestynowi Mrongowiuszowi (1764-1855), pastorowi ewangelickiemu, popularyzatorowi języka polskiego, pisarzowi i tłumaczowi, leksykografowi i gramatykowi, który w latach 1790-97 był profesorem języka polskiego w szkole katedralnej w Królewcu, a od r. 1797 do 1817 lektorem języka polskiego w Gimnazjum Akademickim w Gdańsku. Był nadto członkiem Towarzystw Przyjaciół Nauk w Warszawie i Krakowie oraz Towarzystwa Historyczno-Literackiego w Paryżu. Spuścizna literacka i naukowa Mrongowiusza (Mrągi) obejmuje kilkadziesiąt pozycji z zakresu gramatyki, leksykografii, pieśni religijnych i kazań, a także przekładów Homera, Epikteta, Ksenofonta, Teofrasta, Platona i Kanta. Właśnie on zwrócił uwagę na istnienie odrębnego języka kaszubskiego, czym szczególnie zainteresował uczonych rosyjskich i carskie władze oświatowe, które nawet finansowo wsparły badania Mrongowiusza nad słownikiem kaszubskim. Uczeni rosyjscy spodziewali się, że w przypadku Kaszubów i Słowińców mają do czynienia z odkryciem nieznanego dotąd narodu słowiańskiego, którego język miał być podobny do języka rosyjskiego. Akademia Petersburska w r. 1839 zorganizowała podróż naukową na Kaszuby uczonemu lingwiście P.J. Preisowi.

W tym samym celu w roku 1856 podjął prace badawcze rosyjski etnograf i historyk slawista Aleksander Hilferding (1831-72). Ten niezwykle uzdolniony uczony młodego pokolenia miał już za sobą wydanie pracy naukowej "Historia bałtyckich Słowian" (1855), a w roku podjęcia badań na Kaszubach stał się członkiem Petersburskiej Akademii Nauk. Plonem jego pracy badawczej w około 100 wsiach Kaszubszczyzny było dzieło "Ostatki Słowian na południowym brzegu Bałtyckiego Morza" wydane w Petersburgu w 1862 r. Wart podkreślenia jest fakt, że w czasie swych badań terenowych Hilferding korzystał z pomocy kaszubskiego językoznawcy i etnografa Floriana Cejnowy (1817-1881), z wykształcenia lekarza.
Kolberg znał w oryginale dzieło Hilferdinga, ale trud jego przekładu na język polski podjął dopiero po roku 1877, nie mogąc jednak po zakończeniu pracy opublikować dzieła wobec braku środków finansowych. Obydwaj uczeni korespondowali ze sobą, mieli się nawet spotkać w Warszawie w 1856 r., a uhonorowany członkowstwem Cesarskiego Rosyjskiego Towarzystwa Geograficznego Kolberg przesłał na ręce Hilferdinga list z podziękowaniami wraz z egzemplarzem 1. tomu swego świeżo wydanego dzieła "Sandomierskie".
Znękany bezowocnymi staraniami o pozyskanie środków finansowych na wydawanie swych dzieł, skorzystał z propozycji rocznej zapomogi Towarzystwa Naukowego Krakowskiego, opuścił w r. 1871 Warszawę i przeniósł się na stałe do Krakowa, by nigdy już nie przekroczyć granicy Królestwa Polskiego. W nowo wybranym środowisku zyskał życzliwość, zrozumienie i konkretną pomoc. Miał ułatwiony dostęp do bibliotek, archiwów i życia kulturalnego miasta cieszącego się znaczną autonomią i znacznie liberalniej traktowanego przez austriackiego zaborcę niż terroryzowana przez władze rosyjskie po powstaniu styczniowym Warszawa.

W zupełnie nowej dla siebie sytuacji, już jako poddany cesarza Austrii Franciszka Józefa I, znalazł się na Pomorzu. Od końca lipca 1875 r. do połowy września przemierzył imponujący obszar Kaszub intensywnie zbierając materiał badawczy. Nawet 12-dniowy pobyt w Sopocie potraktował niezwykle poważnie, nie pozwalając sobie na dłuższe wytchnienie. "Z Gdańska udałem się przez Oliwę do Zopotów, które równie jak i sam Gdańsk leżą na gruncie kaszubskim. W miejscu tym, po wzięciu z rana kąpieli morskiej przez 12 dni, miałem w ciągu dnia sposobność robienia stąd małych wycieczek w głąb Kaszub, mianowicie do Oksywia, Wielkiego Kacu, Wejherowa itd., najczęściej w towarzystwie dobrze z obyczajami tamtejszego ludu obeznanego ks. Masłowskiego". O morzu nic więcej, o obyczajach morskich w materiale badawczym też nic. No, może w załączonym do materiału etnograficznego artykule z wydawanego w Pelplinie "Pielgrzyma" z r. 1874, a więc rok przed własnym pobytem nad morzem (autor tekstu nieznany): "ponieważ właśnie po to przyjechałem i sobie uważałem, że wielu śmiertelników z bardzo daleka zjeżdża się do morza, by w jego falach pokrzepić swe grzeszne cielsko, więc kąpałem się. Oj, bałwany mnie tęgo przetrzepały; dzielna, nie do zapłacenia była kąpiel, aż mi się z wody wyjść nie chciało, chociaż ks. proboszcz nalegał, iż pierwszą razą najwięcej z dwie minuty tylko w wodzie zostać wolno, nie chcąc się zanadto osłabić." O sobie, o swoich wrażeniach ani słowa.

W oznaczonym numerem 39 tomie "Pomorze", wydanym w 1965 r. tekst włączony do materiałów przez Kolberga, autorstwa ukrytego za inicjałami E. K. "O żegludze i panowaniu Polaków na Morzu Bałtyckim", "Przyjaciel Ludu" Leszno 1837 T. 3 nr 40 wyjawia takie prawdy: "Od najdawniejszych czasów mieszkali ponad Morzem Bałtyckim, z lewej strony Wisły, Pomorzanie, lud z pokolenia Słowian (lechickich), a historycy następnie ich posady dzielą: od Odry aż do Persanty były wtedy tychże miasta: Szczecin, Wolgart, Uzedom (Usedom), Wolin i Kamin, które, jako miasta niepodległe, rząd osobny składały; kraj od Persanty aż do rzeki Łeba, gdzie dziś Rugenwalde i Stolpe, miał nazwisko Kaszubów."
Cytat może zrodzić przewrotne pytanie, a gdzie jest Kolberg u Kolberga herbu Kołobrzeg.
Na cmentarzu Rakowickim w Krakowie na pomniku wzniesionym ze środków uzyskanych z koncertów organizowanych przez wybitnego kompozytora i pedagoga Władysława Żeleńskiego (1837-1921) umieszczono napis: Oskarowi Kolbergowi, zasłużonemu Ojczyźnie - rodacy. Polskę całą przeszedł, lud poznał i ukochał. Zwyczaje jego i pieśni w księgi złożył".

Jacek Klimżyński

 


Przeczytaj też w dziale „eseje i szkice” inne teksty J. Klimżyńskiego o tematyce historycznej i morskiej