„Metamorfozy. wybrane” Łucji Dudzińskiej

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: sobota, 06, styczeń 2018 Drukuj E-mail

Leszek Żuliński

REFLEKSJE EGZYSTENCJALNE

Najnowszy zbiór wierszy Łucji Dudzińskiej – autorki znanej i cenionej – jest niestandardowy. Jest to wybór z siedmiu wcześniejszych tomików, ale na tym nie koniec, bowiem jest to tom dwujęzyczny: polsko-bułgarski. Znany poeta, prozaik i eseista, Łyczezar Seliaszki, przetłumaczył te właśnie wiersze na swój język – obok każdego polskojęzycznego wiersza Łucji widzimy tłumaczenie Seliaszkiego. Tak więc dzięki tej „kooperacji” książka jest dostępna i w Polsce, i w Bułgarii. Spuentujmy: ciekawy pomysł, spory wkład pracy i nieszablonowa dystrybucja. No i „eksport” polskiej poezji na Bałkany, co zawsze się liczy.

A teraz pozwólcie, że skupię się już tylko na wierszach Dudzińskiej, bowiem z moją znajomością bułgarskiego coś nie tak. Sytuacja jest nieszablonowa, bowiem wybór wierszy to coś innego niż kolejny tomik wierszy. Wszakże z tego powodu nadarza się inna okazja: spojrzenie na poezję Łucji „z lotu ptaka”.

Pierwsza refleksja: Dudzińska jest bardzo konsekwentna w swoim pisaniu. Wprawdzie warsztatowo urozmaica to pisanie; na ogół jest to szeroka fraza wersów, ale mamy tu wyimki z tomu Tupanie. ze sobą po drodze (2016) z frazą jeszcze szerszą niż inne cykle. Z drugiej strony czytamy tekściki z tomiku Miedziaki. Znalezione (2016) – niezwykle ascetyczne w swojej formule zapisu. Jednym słowem, Dudzińska nie trzyma się kurczowo konkretnego modułu, tylko pomysłowo „skacze” po formułach, jakie poezja nam stwarza. Jaka pointa? Ano taka, że warsztat tej poetki wciąż żyje pomysłami, szuka języka i dykcji wciąż formatowanej. Cały cymes w tym, że wszystkie tomiki Łucji jakoś wyraziście do niej przynależą.

Ale dajmy już temu spokój. Pora na sprawy ważniejsze, a więc na sens i sedno tej poezji. No i tu się zaczyna uczta – nie tyle u Lukullusa, co na przykład u Apolla. Tamci patroni wprawdzie już dzisiaj mało nas obchodzą, ale sedno pozostało.
Jakie więc sedno w tym przypadku jest najistotniejsze? Oto wiersz pt. Świadomość: Nie ma jak w domu. Tutaj nawyki i niezakręcona / pasta jest przyjacielem. Aby zapomnieć, można / powielić błędy. W końcu każdy spełnia jakąś rolę – / czasem pod dyktando. Wyłącznie samemu z siebie / się kocha, samemu z siebie nienawidzi albo pragnie / śmierci. Nie każda kreska, która dzieli, jest czarna. / Zwyciężam. W domu czuje więzy krwi nawet wtedy, / gdy kapie na umywalkę i myślę, że tonę w wannie.
Hm, osobliwy to wiersz… Dosyć konkretny w swym reizmie, w drobiazgach codzienności, a jednak bardzo introwertyczny i opowiadający „dezintegrację”, niepewność samej siebie, niepokój. Innymi słowy, Łucja jest „konkretna” w całej niepewności własnego behavioru.

W innym wierszu czytamy: To co mówię jest inne. Ktoś gniecie w kulkę, / chowa do ust / później nadmucha balon. Oto jak rozmijają się nasze rozmowy, jak słowa przechodzące z ust do ust obrastają w inne sensy.
Kolejny przykład – wyrwany z kontekstu: Zawiłość między światłem a cieniem – czy to ona daje uczucie udręki? Mój Boże, to przecież jest egzystencjalny bon mot warty całego eseju.
Łucja stała się zakładniczką refleksji egzystencjalnej. Prywatnej, własnej, ale jednak uniwersalnej. Bujania w obłokach tu mało, niemal każdy z Jej wierszy stąpa po ziemi i nagle zamienia się w „obłok filozoficzny”. Nawiasem mówiąc, prywatność tych refleksji staje się nam bliska, bowiem podczas lektury myślimy: „acha, chyba ze mną dzieje się podobnie”.

Jeszcze jeden cytat wyrwany z innego wiersza: Opowiedz się dziewczynko w poemacie, w czarnym / scenariuszu bezdomnych słów. W rykoszecie słońca, / – promienie po sobie pozostawiają cień (niby ciało / po spowiedzi). O! powiedz o przebaczanych śladach / – po nich wrócisz do siebie, bo ze sobą ci po drodze.
Proszę zauważyć, jakie to wszystko niekonkretne, a jednak przejmujące i ważkie. Ta refleksja, że „z nami jest nam po drodze” to niby banał, ale w tym kontekście opowiadający sporą mądrość życiową: być sobą, iść ścieżką mądrze wybraną, przebaczać pobłądzenie… „Filozofowanie” Łucji Dudzińskiej jest wielką siłą jej poezji.

W cyklu pt. Taki stan, wykrzesać ogień uderza nas w oczy szeroka fraza wierszy, ale w innym cyklu – Miedziaki. Znalezione – mamy haiku. Oto, chociażby takie: zajrzeć do środka / utonąć w żywicy / przetrwać na wieki. A ciut dalej takie: na grobie wazon / bez kwiatów puste miejsce / czeka na pamięć. Razem sześć wersów – trzy pierwsze o „ przetrwaniu na wieki”, trzy drugie o opuszczonym, zaniedbanym grobie. Oto antypody naszego losu ostatecznego. Na którejkolwiek stronie ten tomik otworzymy, tam Łucja nie daje nam odsapnąć od „kalibru refleksji”. Dawno nie czytałem książki aż tak konsekwentnie układanej przez lata.

Ten wybór zamyka projekt dopiero przygotowywany – będą tam wiersze z lat 1972-1997. Zachęcam do niego choćby tą oto strofą: widziałam upadek człowieka / będąc dzieckiem starał się podnosić z kolan / z donośnym płaczem szukał bezpiecznych ramion / w miarę dorastania nauczył się płakać cicho / nauczył się szybciej powstawać z kolan / nie szukać ramion – zaczął rozglądać się dookoła / aby sprawdzić jak dużo osób widzi upadek / spokój odzyskiwał wtedy gdy świadków było jak najmniej // w końcu otarcia i zranienia bardziej bolą w następnych dniach / a blizny bolą nawet po latach… Aj, Łucjo, cały ten wiersz bardzo mnie poruszył – nie będę mówić, dlaczego. Gdzieś w tyle głowy mam ten obraz Bruegla pt. Upadek Ikara

No cóż, moje chapeau bas dla takiej poezji!

Łucja Dudzińska „Metamorfozy. wybrane”, Fundacja Otwartych Na Twórczość (FONT), Poznań 2017, str. 120

Leszek Żuliński

 

Przeczytaj też w ‘porcie literackim’ recenzje wcześniejszych zbiorów poetyckich Ł. Dudzińskiej Z mandragory (2013), MeMbrana. Cyrkulacje (2014) autorstwa Leszka Żulińskiego i Edyty Kulczak oraz Tupanie. Ze sobą po drodze (2016) pióra Ewy Witke