Poczta lyteracka (grudzień 2017)

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: niedziela, 03, grudzień 2017 Drukuj E-mail

Rafał T. Cz., Warszawa. Chciałbym wysłać do Latarni książki wydane w tym roku przez Fundację Duży Format. Czy mogę prosić o adres, na który można wysłać te pozycje?
Szanowny Panie (a także inni korespondenci zadający podobne pytania) – jakiż problem? Adres redakcji podany jest pod winietą portalu strony otwierającej. I skoro o nadsyłanych książkach mowa. Nie ma u nas automatycznego przełożenia na recenzję – czego zainteresowani się spodziewają (czasem rozmaitymi zabiegami wręcz usiłując „wymusić” opinię). Z oczywistych powodów. Podam dwa główne. 1: Spora część nadsyłanych publikacji to – mówiąc kolokwialnie – zwyczajne knoty literackich i okołoliterackich nawiedzeńców. Których omawianie wymagałoby skłonności sadomasochistycznych. 2: Ofert przychodzi tak dużo, że fizycznie – nawet przy najlepszej woli - nie nadążalibyśmy z recenzowaniem. Stąd konieczność selekcji.

Artur D., Poznań. "Adela" nie należy do tekstów grzecznych. Począłem ją z silnego, wewnętrznego impulsu, ale także z niezgody na to, co nazwiemy polskim dniem dzisiejszym. Rzecz jest wyznaniem (...) człowieka samotnego? Wyznaniem internetowej dziwki? Wyznaniem człowieka poszukującego własnej tożsamości? Wyznaniem Polaka, dla którego nie ma miejsca dla życia w prawdzie w jego własnym kraju?
(…) Jestem z zawodu pianistą. Obecnie pracuję fizycznie w fabryce w systemie trzech zmian. Piszę przede wszystkim prozę. Przeważnie są to drobne formy. (…) Pracowałem jako wartownik w Muzeum Narodowym w Poznaniu (wspiąłem się prawie na iglicę poznańskiego Ratusza, po czym, oczywiście, wyleciałem z tej pracy z hukiem); konserwowałem świetliki na fabrycznych halach Wrocławia; maszerowałem przez operacyjną salę banku z nabitą bronią palną u boku; zamiatałem ulicę Paderewskiego w Poznaniu i zbierałem poznański, ludzki kał ze ścieżyn Góry Przemysława; grałem na fortepianie i organach dla prostytutek, generałów, weselników, jubilatów oraz Bóg wie, kogo jeszcze; sprzedawałem ubezpieczenia... Literatura, przez ten długi czas, była moimi płucami.
Mieszkam w Poznaniu przy ulicy Czechosłowackiej. W samym istnieniu ulicy Czechosłowackiej jest jakiś historyczny dysonans. Być może tworzę głównie dlatego, iż wiodę swą cichą egzystencję przy ulicy, której nazwa odwołuje się do nieistniejącej już rzeczywistości.
Drogi Panie Arturze, pozwoliłem sobie na dłuższy cytat Pańskiego listu ze względu na barwność życiopisu. Już sam w sobie stanowi niezły materiał dla krojenia prozy. „Adela” zaciekawiła. Czy ma Pan inne, niepublikowane opowiadania? Jeśli tak, proszę o nadesłanie. Gdyż wiele wskazuje na to, że będziemy chcieli publikować.

Hubert Cz. Dzien dobry, czy byliby Państwo zainteresowani publikacją moich wierszy?
Szanowny Panie – sporo przemawia za publikacją, lecz i trochę wahań jest. Może przekona Pan ostatecznie następnymi utworami? Oczekuję przesyłki (wierszy dotąd niepublikowanych). I wtedy zobaczymy.

Andrzej W., Gdańsk. (…) Może nie jestem wielkim pisarzem, ale nie brakuje mi wyobraźni i ciągnie do pióra już od bardzo dawna. Myślę, że coś z tego będzie i nalegam w oczekiwaniu na publikację. (…) Wybrałem „Latarnię Morską”, bo na Pomorzu się urodziłem, tu pracuję i tu chciałbym jakoś zadebiutować.
Szanowny Autorze, napocząłem przysłaną prozę – ustając niestety po trzeciej stronie. Bo sił zabrakło na resztę. Dlaczego? Cóż. Niechaj czytelnicy ocenią sami, przyglądając się drobnemu fragmentowi Pańskiego tekstu, który – siłą rzeczy – jest „jakimś debiutem” (skoro tak bardzo Pan nalega)...:
(…) Piździło jak jasna cholera od północy. Sieć była za rufą, a kołowrót diabli wzięli. Kuter rył na fali i nas zalewało. W dodatku stary Dzieniak dał nura do ładowni, spietrał się dziadyga. I powiedział że do dupy takie pływanie. Tak jest jak się bierze na pokład emerytów, a przecież chętnych chłopaków nie brakowało. Więc teraz z Nosulem zostaliśmy sami ze trzydzieści mil od portu. Nosul warczał jak pies na mnie, że mu pecha przynosze. Że jak ostatnio szliśmy po rybę, to silnik padł. A teraz kołowrót. Jakbym czuł się winny, to bym mu powiedział. Niech się buja. (...)

Anna G., Bydgoszcz. (…) Jestem absolwentem Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy na kierunku filologia polska. Ukończone specjalizacje to edytorstwo komputerowe i redakcja wydawnictw oraz krytyka artystyczno literacka. Poszukuję pracy jako dziennikarz i chciałabym zapytać o możliwość podjęcia współpracy z Państwa redakcją. W załączniku przesyłam swoje CV.
Szanowna Pani Anno, dziękujemy za ofertę. Co pewien czas nadchodzą podobne. Szuka Pani zatrudnienia, jak wielu absolwentów rozmaitych uczelni. Zrozumiałe. Lecz u nas możliwy jedynie wolontariat. Nie stać nas na honoraria. Gdyby jednak – mimo zerowej szansy zarobku – zechciała Pani z nami współpracować, poproszę o próbki tekstów (wspomniała Pani m.in. o krytyce). Wszak na tym etapie niczego przesądzić się nie da, prawda?

I uwaga techniczna. Drodzy Autorzy, chyba już o tym wspominałem. Bardzo proszę: nadsyłając utwory opatrujcie je imieniem i nazwiskiem. Dotyczy to zwłaszcza poetek i poetów. I nie rozrzucajcie tekstów w wielu plikach (np. kilku wierszy w kilku osobnych załącznikach). Bo takie „anonimowe” pliki potrafią w redakcji się zawieruszyć lub wręcz zginąć.


Marcin L., Marianna W., Karol Ch., Władysław A., Radosław W., Natalia E., Stefan U., Paulina O., Ryszard R., Dorota L.-Z., Bohdan O., Łukasz Ch., Honorata A., Bożena B. - dziękujemy, nie skorzystamy.

Jan Chrzan