"Nieprzysiadalność. Autobiografia" Marcina Świetlickiego

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: sobota, 02, grudzień 2017 Drukuj E-mail

Leszek Żuliński

IMPONUJĄCY ŚWIETLICKI!

Ta książka jest wydarzeniem! Przekracza ona wszelkie edytorskie standardy. Kawał solidnej roboty! Bo oto Rafał Księżyk namówił Marcina Świetlickiego na wywiad-rzekę. Co to znaczy? Miedzy innymi to, że książka ma ponad 650 stron. I na dodatek jest klarownie podzielona na prawie 30 rozdziałów. Ponadto luksusowo wydana – w twardej oprawie, pełna zdjęć, ilustracji, no i końcowych didaskaliów, które dokumentują i porządkują skrupulatnie twórczość poety (kalendarium, bibliografia, dyskografia, filmografia). No, muszę przyznać, że nikt z mojego pokolenia takiej książki się nie doczekał i nie doczeka.

Ładna rekomendacje tego dzieła została umieszczona na plecach okładki: Rozmowy o życiu, książkach i płytach. A także o osobistych i artystycznych wyborach, miejscach i ludziach. Najważniejsi twórcy pokolenia „bruLionu”, muzycy zespołu Świetliki, dziennikarze i redaktorzy „Tygodnika Powszechnego”, malarze Grupy Ładnie, legendarne postaci sceny muzycznej, artyści, z którymi Marcin Świetlicki przyjaźnił się, wadził, współpracował. Polska ostatnich czterdziestu lat. Portret środowisk i pokolenia.
Nic dodać, nic ująć.

Kto czytał li tylko osobliwe wiersze Świetlickiego, ten chyba nie zdaje sobie sprawy, że jest to „artysta totalny” i energetyczny na wielu niwach. Ja urodziłem się w roku 1949, on w 1961. Ja debiutowałem tomikiem wierszy w roku 1975, on w roku 1992. A więc dzieli nas niewielka różnica wieku, ale pojawienie się Świetlickiego było podobne do wystrzału, który podrywa z drzewa chmarę śpiących wróbli. Tak spektakularne, że i krytyków mojej generacji zafrapowało. Z jego zaś roczników chyba nikt go nie przeskoczył. Innymi słowy Świetlicki był bardzo „przysiadalny”, choć stawiał na nogi czytelników i kolegów po piórze.
Ten mój tekst nie jest recenzją. Nie wiedziałbym jak to opasłe dzieło krok po kroku zrecenzować. Ten wpis jest entuzjastycznym zdziwieniem, że to dzieło jest aż takie. I dokumentujące naprawdę imponujący, wielowarsztatowy dorobek.
„Wywiadowca”, Rafał Księżyk (dziennikarz i krytyk muzyczny), napracował się solidnie, skrupulatnie, ale i mądrze. Chapeau bas dla obu autorów.

Oto, dla przykładu, wyimek rozmowy:
Księżyk: Bywa, że w życiu poza mentorami pojawia się kusiciel. Trafił pan pod zły wpływ jakiegoś?
Świetlicki: Zły wpływ? To ciekawe, ale nie. Jestem odporny. Próbowano ze mną robić różne rzeczy, próbowano mi mózg prać czy przekonać do idei, których nie łykałem, ale ja się nie dałem. Nie mogę sobie przypomnieć, aby ktoś zrobił mi krzywdę psychiczną. Twardy jestem pod tym względem. O. była bardzo zła kobieta od literatury staropolskiej. Najwyraźniej społeczna psychopatka. Nienawidziła mężczyzn, znęcała się nad nimi. Widziałem dużego, twardego chłopa, który mówił, że jak zajęcia są we wtorek, to już w niedzielę zaczynał czuć niepokój, a przez cały poniedziałek się trząsł. Wielkie chłopisko, a to była mała, wściekła baba. Później ją zwolniono. Była zbiorowa petycja studentów…
Taki, a nie inny cytat, z brzegu wzięty, by uświadomić wam, że książka jest pisana „na luziku”. Czyta się! Aczkolwiek ogrom tu refleksji, wyznań i wspomnień poważnych, także intelektualnych. Nie mówiąc o aurze czasu, minionej literaturze i warsztacie pisarskim. Oraz o życiu literackim.

Furorę swego czasu zrobiło – jak zapewne pamiętacie – cudne powiedzonko Świetlickiego: jestem w nastroju nieprzysiadalnym. Ja spuentuję to wszystko parafrazą tego zdania: po lekturze jestem w nastroju przysiadalnym! Wysyłam wam ten tekst, ale z dalszej lektury nie rezygnuję.

Książka kosztuje 46,67 zł – jak na takie dzieło, to tanio. Można ją kupić m.in. poprzez witrynę krakowskiego Wydawnictwa Literackiego. Moim zdaniem w naszej literackiej branży jest to księga imponująca i frapująca. Absolutnie niestandardowa.

Marcin Świetlicki „Nieprzysiadalność. Autobiografia”, rozmowa-rzeka prowadzona przez Rafała Księżyka, WYDAWNICTWO LITERACKIE, Kraków 2017, str. 652

Leszek Żuliński