„Długopis” Miłosza Waligórskiego

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: wtorek, 08, sierpień 2017 Drukuj E-mail

Jolanta Szwarc

CZY POEZJĘ MOŻNA UMYĆ, ŻEBY BYŁA CZYSTA?

Poezja, a co to takiego? Jaka jej definicja? Poezja to śliska natura, jak węgorz wymyka się z rąk, wije po piasku. Wypatroszona, smażona na patelni jeszcze drży, jeszcze podskakuje.
Po konsumpcji odpoczywamy, zbierając siły, by iść do księgarni i kupić nową rybę. Taaaką rybę. Płotki nas nie interesują. Wiem, że w śmietanie są znakomite, ale księgarnia to nie ten akwen, gdzie można je złowić.

Coś mi się wydaje, że się zagalopowałam. Oczywiście, w księgarni jak w monopolowym można kupić wszystko, co wprowadzi nas w stan odurzenia. Tylko po niektórych produktach będziemy odczuwać radość, a po wielu niesmak.
Przede mną leży „DŁUGOPIS” Miłosza Waligórskiego.

Darmocha. Egzemplarz recenzencki. Na okładce rysunek Wojciecha Koniuszka. Zdrowy, silny bobasek z rączkami wyciągniętymi do góry. Prawa rączka z zaciśniętą piąstką narysowana dokładnie, natomiast lewa to dopiero szkic. Artysta wykorzystuje kartkę i nad główką dziecka rysuje fragment ręki, właściwie samą dłoń. Kolor pracy sugeruje, że do jej wykonania wykorzystał długopis. To samo narzędzie, jakim może posłużyć się poeta.

Zastanawiam się, co wspólnego ma ten szkic, ta notatka malarza, z tomikiem Miłosza Waligórskiego. „DŁUGOPIS”. Proroczy to tytuł. Choć nie wiem, jak DŁUGO pis-ać, ile użyć słów, żeby zsunąć się z powierzchni języka i wejść w jego środek. Poeta w takim razie staje się wiertniczym języka, poszukiwaczem nowych źródeł dźwięków i znaczeń.
Poezja z głębi języka polega na wybieraniu odpowiednich słów, łączeniu ich z innymi, budowaniu – na przykład – czystego, lśniącego pojazdu, w którym przemieścić się można do stref pozacodziennych, przez które przelatują różne promienie i promyki. Budzi się też umysł do głębszego, mocniejszego i intensywniejszego rozumienia, do sztuki umytej i opłukanej z brudu powszedniości.

Jeśli jeszcze nie potrafimy odpowiedzieć na pytanie, co to takiego poezja, to zajrzyjmy do wiersza „wewnętrzny 01”. Tam znajdziemy do niej numer – napisałem go atramentem sympatycznym / sama najlepiej wiesz czym zwilżyć / by się uwidocznił - // zatem dobra poezja to taka, która / jeśli zadzwonisz pod ten numer // odbierze telefon i nie odbierze / ci nadziei. Autor obiecuje, że czytelnik będzie z poezją na linii, dogada się z nią i z otuchą spojrzy w przyszłość. A jeśli zadzwonisz / i zgłoszę się ja // to to / już nie będzie poezja // dobra?
No i jak tu wierzyć poecie? Kto podniesie słuchawkę? Gadająca lala stworzona na użytek wiersza. Stąd to pytanie czy ona „dobra?” Może mogłaby być lepszą. Ustalmy jedno /…/ dobra? Tak naprawdę, to po prostu przeciwieństwo prozy. Ach, jakie to proste. Na pierwszy rzut oka widać. I po co tyle zapoconych słów?

Tomik Miłosza Waligórskiego otwiera dwuwers zatytułowany „1”. Co oznacza tytuł? Jedynka to najgorsza ocena. Przykazanie byłoby zapisane cyfrą rzymską. A może numer jeden – najważniejsze słowo „kocham” – to tylko pięć dźwięków bez serca, to tak jak dzwon głośny, bo pusty jak cisza zakłócana czterema dźwiękami słowa „cisza”. Pewnie głośniej, czulej woła milczenie. Wtedy zakładamy, że ciszy w ogóle nie ma, bo gdy jest głucha, to słychać oddech, może szum w uszach, bicie serca, które czasem nagle ustaje.
Serduszko dziecka „9 grudnia 1928 roku” właśnie tak niespodziewanie zaczęło i przestało bić. Mały Andriska Hohol, właściwie jego grób, pozostawił trwały ślad w pamięci poety. Jedyny moment z programu wycieczki, w której uczestniczył 2 października 2016 roku. Andriska w tym dniu miałby 88 lat, gdyby… nie ma co gdybać. Nikt nie wie, jakie byłoby jego życie, czy jakiś poeta utrwaliłby jego imię i nazwisko w literaturze. Tylko dlatego, że zaraz po urodzeniu umarł, został uwieczniony. To jeszcze zależy, jak długo przetrwa pamięć o wierszu, jak będzie miał się świat, który znamy i dzień z nocą się mijający. Tego nikt nie wie i nie przewidzi. Coś bulgocze, bulgocze i wrze, gotuje się, kotłuje. Potem uspokaja się. Zasypia.

Leżymy na ziemi / odzyskanej z lasu. Na kresach mówi się na to lewada // tutaj się nie mówi / tu się leży / i słucha /…/ świerszczy bez nazwy / bo taki świerszcz jaki słuchacz. Mickiewicz by powiedział – „Zrywam struny i w Letę / ciskam bardon głuchy. / Taki wieszcz jaki słuchacz.” Czyżby był taki czytelnik jaki poeta? Czytam i jak woda z chińskich ziół ciągnę treści. Jest tych aromatów bardzo dużo. Mamy coś z romantyzmu, ocieramy się o Słowackiego i Mickiewicza. Później ostro wkraczamy w XX wiek z sześcioletnim Iwaszkiewiczem, w trzecim roku nowego wieku urodzi się Czechowicz. Wszyscy związani z kresami. Wiersz „zatom, niedołęgi” autor dedykował Pawłowi Swobodzie, myślę, że nie zadziałał przypadek, ponieważ w kręgu jego zainteresowań naukowych znaleźć możemy onomastykę i socjolingwistykę. Nazwy miejscowe, jak sama nazwa wskazuje, na ogół nie przemieszczają się z miejsca na miejsce jak ludzie.

Dwudziesty wiek widział wiele ludzkich tragedii związanych z przesiedleniami, z nakładaniem się kultur swoich na nieswoje. Języki też traciły swoją klarowność, już nie przeprowadzi się destylacji, gdzieś będą się kręciły fuzle. Z czasem język sam się oczyści i nie będzie fałszywie brzmiał na odzyskanych ziemiach. Polany czy lewady w końcu zarosną i jak łęgi, bory, puszcze zdominuje je wspólna nazwa „las”. Przecież język dąży do skrótu. Do ujednolicenia. Mało słów, dużo treści. Drzewa tworzą las, zarastają polany. Nie ma lewad, nie ma łęgów, nie ma puszcz – jest las.

Rosną drzewa, trwa pamięć o poetach.
W wierszu „mniej – więcej (z Czechowicza)” autor przypomina nam poetę, który przeżył zaledwie 36 lat. Zafascynowany śmiercią, nękany egzystencjalnymi lękami, dochodzi do katastroficznych wizji świata. Przepowiada zagładę w wierszu „Żal”. Miłosz Waligórski „nic więcej”, tylko idąc śladami eliptycznych skrótów Czechowicza kontynuuje katastrofizm – chleb posmarowany niebem / niebo kitowane chlebem // dzisiaj verdun / a jutro dunkierka. Na szczęście to już było. Wiek XX się skończył i z hukiem rozpoczął się wiek XXI. Wiadomość o zamachu 11 września 2001r. w Stanach Zjednoczonych obiegła cały świat. Zabobonnie nie będę wskazywała zagrożeń. Jest się czego bać. „Nic więcej” – tyle co za Czechowiczem – „niczego nie rozstrzygną / słupy płomienne w rzędzie / kładą się / jest kosa / będzie wicher”.
Dlaczego będzie?
Postaram się odpowiedzieć, posługując się krótkim wierszem, który przytoczę w całości.

niedobór

- A ty dokąd, niewierny? –
wrzasnął pies do człowieka
na skraju losu.

W lesie za nimi hukały puchacze.

Fascynuje mnie u tego poety zdolność odkrywania możliwości języka i wykorzystywania ich. Kiedy zaczęłam dopasowywać „niedołęgi” z wiersza „zatom, niedołęgi” do sugestii znaczeniowych, przypomniałam sobie wyraz z powieści Igora Newerlego „Wzgórze Błękitnego Snu” – „niedopies”. W słowniku znalazłam „niedolisek”, czyli niedojrzały lis, niedorosły pies. W ten sposób potraktowałam „niedołęgi”. Przestały funkcjonować jako niezdary, łamagi, a nabrały znaczenia położonych w Zatomiu, w pobliżu Drawy niewielkich lasów liściastych, czyli małych łęgów. Teraz spotykam „niedobór” – co, mały stary las iglasty, czy jakiś brak czegoś, może deficyt?
- A ty dokąd, niewierny? –
wrzasnął pies do człowieka
na skraju losu.
No i role się zamieniają. Pies krzyknął do człowieka. Pies nie szczeknął. Nazwał człowieka niewiernym. To człowiek zdradził. Kończy się psi żywot. Czytając, łatwo pomylić los z lasem. Bestia człowiek przywiązał psa i zostawił. W lesie za nimi hukały puchacze.

Zupełnie jak w „Liliach” Mickiewicza. „Zmrok pada, wietrzyk wieje; / Ciemno, wietrzno, ponuro. / Wrona gdzieniegdzie kracze / I puchają puchacze.”
Groza, strasznie okrutna żona zabija męża. Okrutny człowiek zostawia na pewną śmierć psa. Pies okazuje się bardziej ludzkim od zezwierzęconego człowieka. Jeśli takich zezwierzęconych ludzi jest dużo – a twierdzę, że jest – to można myśleć katastroficznie. Chyba że zajrzymy do „obiegu otwartego”, gdzie trzykrotnie powtarzają się czynności – po byku byczek / po byczku sto / bysiąt / małe błędy/ gonią duże ofiary // winę może zmyć tylko bóg / hekatomba i od nowa, aż w końcu po byku byczki biegną po bycie / za róg / tymczasem ono jest w rogach.

Czasami trzeba sobie uświadomić, że nie warto być kozłem ofiarnym, Nie warto uciekać i chować się za rogiem, by ocalić „bycie”. Najprawdopodobniej dopadną. Trzeba sobie uzmysłowić, że „bycie” jest w rogach i zrobić z nich użytek. Wtedy można zwiększyć szanse przeżycia, bo nie każdy potrafi chwycić byka za rogi i skręcić mu kark. W końcu lepsza obrona niż ofiara całopalna.

To wszystko takie skomplikowane jak dwuwers – dziura w serze bóg / jest bo go nie ma. Każdy wiersz w „DŁUGOPISIE” mnie zaskakuje. Przeskakuje z długopisu na kartkę i – mówiąc po poznańsku – staluje się, pręży, udaje nie wiadomo co. Świadczą o tym „dziewczyny, przejścia” – mężczyzna stoi jak baletnik w rajtuzach, a one wszystkie zupełnie powariowały / w kółko mnie obchodzą / przewracają oczami. Chciałoby się, by Czajkowski użył „dziadka do orzechów”. Czajkowski nie zmiażdżył, za to podmiot liryczny zrozumiał i mówi: „próbując określić zawód jaki sprawiłem córce” // Mileva / na pół etatu. Nie życzę, żeby odwzajemniła.
Więcej nie będę, bo przestraszyły mnie „zęby (krytyka krytyki)” – ostrz / ostrz / a nuż ci się uda. Hamuję. Nie będę pisała o rzeczach dla mnie ciekawych, może nawet ciekawszych. Wszystko zależy od tego, jakie narzędzia się przyłoży.

Resztę zostawiam czytelnikom. Nie będę myła poezji. Trochę brudu jej nie zaszkodzi. Posłużę się słowami poety, choć jemu o co innego chodziło, niż mnie w tym miejscu.
Dwie dziurki w nosie, / mina jak z komina. / Święty brud.
Wszystko to nic przeciw wiekom. Myślimy, że już pogrzebane, a tu przez szpary wychodzi.

świętokrzyski (spadek formy)

e tam
raptem kilkadziesiąt wierszy
w bólu pociętych w paski –
- wzmocnienie opraw cenniejszych ksiąg.

Tak introligator wykorzystał uznane za najstarszą prozę kazania ukryte na Łysej Górze. W klasztorze strzegły Dziejów Apostolskich i Apokalipsy. Nie śmiem podejrzewać Łysej Góry o jakieś konszachty z tomikiem.
Mam nadzieję, że po wiekach znajdzie się profesor, który ponownie go odkryje.
Póki jest – czytajmy.

Miłosz Waligórski „Długopis”, Wydawnictwo FORMA, Szczecin- Bezrzecze 2017, str. 64

Jolanta Szwarc

 

Przeczytaj też w „porcie literackim” recenzje książek M. Waligórskiego 32 ślady ku (2015) autorstwa Anny Łozowskiej-Patynowskiej oraz Kto to widział (2016) pióra Irminy Kosmali