Marian Rębkowski - Księga z warstw ziemi

Kategoria: rozmowa latarni Opublikowano: wtorek, 22, grudzień 2009 Drukuj E-mail

Z profesorem Marianem Rębkowskim, archeologiem, odkrywcą średniowiecznego Kołobrzegu, rozmawia Halina Szczepańska

Księga z warstw ziemi

- Kiedyś, przy jednej z kolejnych rozmów o archeologii powiedział mi Pan, że Egipt jest nudny. Dla większości ludzi jest to stwierdzenie zaskakujące... Jak może starożytność przegrywać ze średniowieczem?
- Rozważania tego co jest pod względem badawczym bardziej atrakcyjne mogą rzeczywiście przypominać spór o wyższości Świąt Bożego Narodzenia nad Wielkanocą. „Nuda” wykopalisk archeologicznych w Egipcie w porównaniu ze średniowiecznym miastem pomorskim polega na tym, że eksploracja prowadzona tam wymaga niekiedy stosunkowo monotonnego odsypywania dużych ilości piasku, podczas gdy prowadząc wykopaliska na przykład w Kołobrzegu od początku napotykamy na skomplikowane układy warstw kulturowych. Praca tu wymaga ciągłego rozwiązywania zagadek – nieustannego podejmowania prób zrozumienia jak te warstwy po kolei narastały i odpowiadania na pytania jak powstały, jakich zachowań ludzkich są one pozostałością. Wymaga to od badacza stałej, powiedziałbym, „czujności intelektualnej”. Zaświadcza to mój kolega, który miał okazję uczestniczyć zarówno w wykopaliskach egipskich, jak też pomorskich. Poza tym średniowiecze działa jednak na moją wyobraźnię historyczną w sposób szczególny.

- Niedługo minie dwadzieścia lat od kiedy bada Pan średniowieczny Kołobrzeg.
- Pamiętam swój przyjazd, o 5 nad ranem w czerwcu 1987 roku. Wysiadłem z pociągu drugiej klasy po kilkunastu godzinach podróży. W miejscu Starówki zobaczyłem te zielone skwery... To nieporozumienie, pomyślałem, i w pierwszej chwili chciałem wracać. Ale szybko okazało się, że w ziemi są zachowane niezwykłe świadectwa historii, jakich wówczas nie mógłbym badać w innych miejscach, a do tego spotkałem ludzi, którzy widzieli w Kołobrzegu coś, czego sam początkowo nie dostrzegałem. Chyba dałem się przekonać, bo po jakimś czasie zacząłem wierzyć, że może istnieje genius loci tego miasta.

- Wykopaliska, którymi Pan kieruje mają charakter ratowniczy, nie wszyscy inwestorzy doceniają ich znaczenie.
- Ten okres badań Kołobrzegu właściwie powoli się kończy, bo niemal zakończona została rozpoczęta w połowie lat 80. ubiegłego wieku odbudowa Starówki. Natomiast w innych miastach Polski archeologiczne badania ratownicze dopiero w ostatnich latach nabierają tempa. My byliśmy w naszym kraju prekursorami.
Co do inwestorów – początki bywały trudne, bo musieli pokryć część kosztów badań, co wówczas było w Polsce pewnym novum, chociaż taki tryb obowiązywał we wszystkich cywilizowanych krajach europejskich. Dzisiaj to już standard także w naszym kraju, przestrzegany zazwyczaj dosyć rygorystycznie.

- Wy, archeolodzy, jesteście tymi, którzy z punktu widzenia inwestorów opóźniają inwestycje.
- Zdaję sobie oczywiście sprawę z tego, że łatwo nas wskazać jako przyczynę ewentualnych opóźnień, także wtedy – a tak najczęściej bywa – gdy nie my je powodujemy. Ale właściwie chciałbym się nie zgodzić z „ustawianiem” archeologów i inwestorów po dwóch stronach barykady. Myślę, że nie jest to konieczne, czego dowodzą także doświadczenia kołobrzeskie. Naszą rolą jest w takiej sytuacji pomóc w uratowaniu tych reliktów przeszłości, które w trakcie budowy zostałyby bezpowrotnie zniszczone, a następnie na ich podstawie pisanie historii. Chcę zaznaczyć, że spotkałem także świadomych inwestorów, którzy rozumieją istotę i znaczenie tych badań, nie tylko dla nauki, ale także dla lokalnego środowiska. Oczywiście nie ma co ukrywać, że na początku lat dziewięćdziesiątych było wiele trudnych chwil i nie zawsze znajdowaliśmy zrozumienie. Dzisiaj z perspektywy czasu patrzę na to już z dystansem, chociaż nie wiem, czy teraz znalazłbym w sobie jeszcze tyle determinacji co kiedyś. Byłem zdeterminowany, bo miałem świadomość jak bardzo niezwykłe, jak świetnie zachowane są w kołobrzeskiej ziemi ślady historii, czyli źródła archeologiczne. I że nie wolno dopuścić do ich bezmyślnego zniszczenia! Dla osoby postronnej to tylko warstwy ziemi, skorupki naczyń, nikomu niepotrzebne starocie. W rzeczywistości to niezwykłe źródła informacji o przeszłości miejsca, w którym żyjemy. A co więcej, znajdują się tam także przedmioty o najwyższej klasie artystycznej.
Dzisiaj, kiedy tę świadomość chcę przekazać swoim studentom, uciekam się niekiedy to porównania, nieco na pozór szokującego, chociaż wydaje mi się że uprawnionego. Wyobraźmy sobie archiwum, w którym zgromadzono średniowieczne dokumenty – do niedawna były to podstawowe źródła wiedzy o naszej przeszłości. Następnie wyobraźmy sobie, że pewnego dnia ktoś chciałby z jakichś względów wyrzucić na śmietnik część z owych manuskryptów. Myślę, że bez względu na to, czym takie działanie byłoby motywowane, spotkałoby się z niezwykle ostrą reakcją, oburzeniem i sankcjami. Zasłużenie. Działanie koparki niszczącej warstwy kulturowe na stanowisku archeologicznym – materialne źródła wiedzy o przeszłości – wolno, a nawet trzeba, porównać do wyrzucenia na śmietnik jakiegoś zasobu źródeł pisanych! Obydwie kategorie źródeł są pod względem poznawczym równoważne. Co więcej, tu nie chodzi „tylko” o wiedzę, ale także o nasze dziedzictwo kulturowe.

- Kilkanaście tysięcy metrów kwadratowych średniowiecznego miasta, setki tysięcy zabytków ruchomych, w tym liczne bezcenne skarby, cztery tomy publikacji i ogromna wiedza, ale to ciągle jeszcze nie wszystko?
- Oczywiście nie. Co prawda coraz mniejsze są szanse na dalsze wykopaliska w centrum miasta, ale naukowe opracowanie i publikacja tego, co odkryliśmy dotychczas, potrwa jeszcze lata. Te kilka książek i około 100 artykułów publikowanych w różnych książkach i czasopismach naukowych w kilku krajach Europy, to ciągle zaledwie część tego, co o średniowiecznym Kołobrzegu możemy się dowiedzieć dzięki odkrytym dotychczas źródłom. Ta niezwykła skala wynika zarówno ze stosunkowo dużego zasięgu badań terenowych, jak też zasobności tej ziemi. Zadecydowała o tym historia miasta, które przez całe średniowiecze było jednym z najważniejszych ośrodków miejskich na południowym wybrzeżu Bałtyku i dobre warunki glebowe, które umożliwiły przetrwanie w ziemi w świetnym stanie tych materialnych świadectw przeszłości. Możemy ostrożnie szacować, że jesteśmy z opracowaniami wyników badań w połowie drogi.
Jednocześnie chciałbym zauważyć, że ten dorobek naukowy spotyka się z dużym zainteresowaniem archeologów i historyków, nie tylko zresztą w naszym kraju. To sprawia satysfakcję. Cieszę się, że mogłem tu pracować i że jestem postrzegany w środowisku naukowym jako odkrywca średniowiecznego Kołobrzegu. Przy okazji warto podkreślić nie zawsze doceniany fakt, że Kołobrzeg jest jednym z niewielu w Polsce miast tej wielkości, które ma „pierwszoligową” placówkę naukową.

- Odkryciem, najmocniej przez Pana eksponowanym jest figurka świętego Jana Ewangelisty. Jakie jest znaczenie tej niewielkiej rzeźby.
- Rzeczywiście eksponujemy ją często, także na okładkach książek. Stała się poniekąd symbolem kołobrzeskich wykopalisk. Dzieje się tak dlatego, że jest to znalezisko niezwykłe pod względem naukowym, a jednocześnie jej unikatowe walory artystyczne pozwalają łatwiej uświadamiać także osobom postronnym znaczenie odkryć kołobrzeskich i źródeł archeologicznych w ogóle. Ta niewielka rzeźba w pełni zasłużyła na tak ulubione i niekiedy nadużywane przez media określenie - sensacja archeologiczna. Jest ona dziełem sztuki wysokiej klasy, jakich w trakcie wykopalisk prowadzonych w tej części Europy się nie odkrywa. Znaleziono ją 1992 roku, przy ulicy E. Gierczak, w nadrzecznym rozlewisku rzeki. Ze ściany wykopu wystawała tylko jej główka. Gdyby nie było w tym miejscu wykopalisk ratowniczych poprzedzających budowę, koparka wywiozłaby ją na wysypisko śmieci wraz z innymi zabytkami... Aż strach o tym myśleć.
Jest to jedno z najbardziej spektakularnych odkryć, jakie stały się udziałem archeologii kołobrzeskiej, i w ogóle archeologii średniowiecza w skali całej północnej Europy. Figurka była fragmentem nastawy ołtarzowej, ołtarza skrzydłowego. Mogła znajdować się w jego części centralnej jako element charakterystycznej sceny Ukrzyżowania lub też być umieszczona w skrzydle ołtarza. Są w niej wyraźnie widoczne wpływy sztuki skandynawskiej, a za jej pośrednictwem może nawet angielskiej. Została zrobiona z drzewa cisowego, co jest dla rzeźby późnoromańskiej nietypowe. Drewno cisowe jest trudne do obróbki, ale wyjątkowe, bo przypisywano mu niekiedy w przeszłości właściwości magiczne. Do dzisiaj zachowały się na figurce drobne, niemal niewidoczne gołym okiem resztki czerwonej polichromii. Wiemy, że wykonał ją wysokiej klasy snycerz, być może skandynawskiego pochodzenia. Powstała około połowy XIII wieku, najpóźniej w trzeciej ćwierci XIII w., co oznacza że jest jedną z kilku najstarszych rzeźb sakralnych, jakie mamy w polskich kolekcjach. Ołtarz, którego część stanowiła, musiał być przeznaczony dla najstarszego w lokacyjnym Kołobrzegu kościoła św. Mikołaja, lub też dla kolegiaty budowanej w jego miejscu wkrótce potem, po sprowadzeniu tutaj kapituły ze Starego Kołobrzegu, czyli dzisiejszego Budzistowa. Wiemy również, że wkrótce przed około 1370-1380 rokiem przestała być użytkowana. Niezwykłe jest to, że została wrzucona do nadrzecznego rozlewiska, skąd po ponad sześciu stuleciach wydobyli ją archeolodzy.

- Jak przestała być użytkowana?
- Nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć na pytanie co się stało, dlaczego przestała spełniać swoje sakralne funkcje, a zwłaszcza dlaczego znalazła swoje miejsce w rozlewisku Parsęty. Przedmiotów kultu, nawet tych już niewykorzystywanych, nie wyrzucano tak po prostu. Możemy się domyślać, że mogło to nastąpić przy okazji rozbudowy kolegiaty, jaka miała miejsce właśnie w trzeciej ćwierci XIV w. Ale to tylko domysł. Zapewne jej ówczesne losy na zawsze pozostaną tajemnicą, chyba że udałoby się odkryć resztę ołtarza, która spoczywa pewnie gdzieś w pobliżu miejsca odkrycia rzeźby.

- Czy ta wyjątkowa figurka została już opisana, przebadana tak jak na to zasługuje?
- Najpierw została poddana konserwacji w Muzeum Morskim w Gdańsku. Potem przeprowadzono szczegółowe badania dendrologiczne. W dalszym etapie studiów brał udział duński historyk sztuki Ebbe Nyborg. Wreszcie została zaprezentowana szerszemu gronu naukowców w postaci publikacji. Nie mam wątpliwości, że na stałe znajdzie miejsce w każdym kompetentnym podręczniku historii sztuki średniowiecznej. Takich znalezisk archeologicznych po prostu nie ma ani w Polsce, ani w innych krajach północnej Europy. Podobne rzeźby, nieliczne, zachowały się tylko w skandynawskich kościołach.

- Dla wielu figurka świętego Jana, który prawą dłonią wykonuje gest błogosławieństwa, kojarzyć się będzie z ołtarzem Wita Stwosza...
- Z tamtym ołtarzem różni ją wiele, także czas powstania – bo nasza jest znacznie starsza, ale także wielkość. Jeśli zaś chodzi o ten gest błogosławieństwa zaakcentowany przez podniesioną dłoń – to też jedna z przyczyn, dla której tak chętnie ją eksponujemy i stała się symbolem kołobrzeskich wykopalisk. Może w ten sposób święty Jan Ewangelista trochę nam też patronuje?

- Mimo dwudziestu lat wykopalisk nie wszystko, a raczej najważniejsze, jeszcze nie zostało w Kołobrzegu odkryte. Niejednokrotnie powtarzał Pan, że Pana marzeniem ciągle są wykopaliska w Budzistowie, na terenie Starego Kołobrzegu. Chce Pan odkopać dla potomnych kościół biskupa Reinberna...
- W Budzistowie miałem już okazję przeprowadzić wykopaliska w 1997 r., ale były to bardzo niewielkie, sprawdzające badania, mające charakter sondażu. Przyniosły jednak bardzo ważne wyniki, a pozwoliły m.in. na dosyć dokładne ustalenie czasu powstania kołobrzeskiego grodu. Trzeba jednak powiedzieć, że zakres wszystkich dotychczasowych badań w Starym Kołobrzegu był bardzo niewielki, wręcz minimalny w stosunku do rozległości tego grodowo-miejskiego kompleksu osadniczego, funkcjonującego pomiędzy końcem IX w. a połową XIII w. Im częściej myślę o Budzistowie, tym bardziej dociera do mnie jak niezwykłe miejsce tam się znajduje, jakie niesamowite relikty wielkiej historii kryje tam ziemia. Pewnie nie pora, aby je tutaj wszystkie wyliczać. Posłużę się zatem tylko jednym przykładem.
Na początku 1125 r. Kołobrzeg odwiedził misjonarz Pomorza, późniejszy święty, biskup Otto z Bambergu. Konsekrował wówczas na kołobrzeskim podgrodziu kościół pod wezwaniem NMP, bo po katedrze z 1000 r. wówczas nie było już zapewne śladu. Jak dowiadujemy się z żywotów św. Ottona, w czasie jego pobytu utonął w Parsęcie towarzyszący mu diakon, którego pogrzebano, jak zapisał to autor żywota: in medio ecclesiae, a więc pośrodku tego kościoła. Wydaje mi się, że wiem, w którym miejscu szukać tej świątyni. Gdyby do badań kiedyś doszło, moglibyśmy wręcz „dotknąć” śladów Ottonowych, odkryć grób jego towarzysza, i w jakiś sposób dopowiedzieć tę historię. Jest to tym bardziej kuszące, że archeolog w swoich studiach zazwyczaj bada i opisuje długotrwałe procesy, ale gdzieś głęboko tkwi w nim chęć uchwycenia faktu jednostkowego, śladów wydarzenia, które dokładnie można osadzić w czasie. W tym przypadku jest to wydarzenie związane z chrystianizacją Pomorza, oświetlone trochę źródłami pisanymi. Ich konfrontacja z odkryciem archeologicznym byłaby wielką naukową przygodą.
Budzistowo kryje jednak w sobie znacznie więcej takich niezwykłych rzeczy. Mam coraz głębsze przeświadczenie, że jako lokalna społeczność nie do końca zdajemy sobie sprawę z wagi tego miejsca. Mam tu na myśli nie tylko znaczenie historyczne, naukowe, dalece przecież wykraczające poza regionalne, pomorskie sprawy, ale także kryjący się tam potencjał, jaki może mieć wpływ na kształtowanie kulturowej i historycznej tożsamości współczesnego Kołobrzegu i jego mieszkańców. Kołobrzeg to nie tylko morze, to także niezwykła historia!
Dlatego z wielkim bólem obserwuję zmiany jakie postępują na tym terenie. Na zdjęciach Budzistowa sprzed 50 lat widać jeszcze dość wyraźnie kształt starego grodziska. Dzisiaj fosa wokół niego jest już zasypana śmieciami i niewiele osób jest w stanie je wskazać. Na naszych oczach tracimy krajobraz kulturowy, nasze historyczne skarby. Nie doceniamy jego wartości i znaczenia, a co więcej nie potrafimy go ochronić, także przed dołkami fundamentowymi niszczącymi strukturę zabytkową znajdującą się w ziemi. Nie chodzi o to, że ktokolwiek musi teraz rozpoczynać tam badania archeologiczne. To może poczekać nawet na przyszłe pokolenia archeologów. Ale powinniśmy dołożyć starań, aby to niezwykle ważne świadectwo historii przetrwało.

- Czy pracując nad opracowywanym materiałem widzi pan w wyobraźni tamtych ludzi.
- Fizycznie nie, na pewno nie twarze, ale mentalność ówczesnych ludzi możemy jednak, przynajmniej w pewnym zakresie, śledzić. Rejestrując ślady zachowań ludzkich, konfrontując je z wymową źródeł pisanych, dużo się jednak o ich wyborach i życiowej aktywności dowiadujemy. Refleksje, o które Pani pyta, najłatwiej pojawiają się w trakcie badań cmentarzysk, kiedy rejestrujemy biologiczne pozostałości grup ludzkich. Trudno wówczas nie myśleć i nie próbować wniknąć np. w świat ich wyobrażeń eschatologicznych. Ostatnimi laty prowadzę badania w Białobokach pod Trzebiatowem, gdzie wreszcie udało nam się zlokalizować miejsce jednego z najważniejszych średniowiecznych klasztorów Pomorza. Niejako przy okazji odkryliśmy także pochówki zmarłych pochowanych na przykościelnym cmentarzu.

- Stwierdził Pan, że epoka żelaza, którą mieliśmy po epoce kamienia i brązu, kiedy to żelazo było podstawą wyrobu narzędzi, już się zakończyła...
- Dzieje ludzkości dzielimy od XIX w. na trzy wielkie epoki: kamienia, brązu i żelaza, a jednym z kryteriów takiego podziału jest surowiec wykorzystywany powszechnie w danej epoce do produkcji narzędzi. Na naszych ziemiach epoka żelaza rozpoczęła się gdzieś w połowie VIII wieku przed Chrystusem, a z pewnością trwała jeszcze przez znaczną część ubiegłego wieku. Miałbym już jednak wątpliwości, czy nadal żyjemy w epoce żelaza, czy nie skończyła się po połowie XX w. Zostawmy jednak przyszłym badaczom nazwanie epoki, w której żyjemy teraz.
Na marginesie warto zauważyć w jakim niesłychanym tempie postępuje cywilizacyjny rozwój w ostatnich dziesięcioleciach. Pędzimy strasznie szybko. W przeszłości przedmiot o określonej funkcji zmieniał powoli swój kształt przez setki, a nawet tysiące lat. Dzisiaj zmiany następują tak szybko, że niekiedy nie jesteśmy w stanie za nimi nadążyć. Popatrzmy chociażby tylko na to, jak bardzo zmieniał się w ciągu jednego tylko stulecia samochód. A przecież niemal codziennie jesteśmy wręcz zasypywani nowymi wynalazkami. Świat przyśpieszył w tempie nieznanym dotychczas ludzkości.

- Wykopywane w ziemi zabytki trafiają do najnowocześniejszych laboratoriów. Niemal nie ma dziedziny, która by nie była angażowana do pisania historii na podstawie wykopalisk. Czy i na ile archeologia należy jeszcze do nauk humanistycznych?
- Archeologia jest nauką o człowieku, o jego przeszłości, dlatego musi być traktowana jako nauka humanistyczna. Tym co ją jednak charakteryzuje i odróżnia od innych nauk humanistycznych jest wykorzystywanie w wielkim stopniu osiągnięć innych nauk: przyrodniczych, chemicznych, czy fizycznych. Współczesne badania archeologiczne muszą mieć charakter interdyscyplinarny, co zresztą jest oczywiste dla samych archeologów.

- Co przetrwa po nas, żyjących dzisiaj?
- To rzeczywiście ciekawe, jak archeolodzy z przyszłości patrzeć będą na to, co zastawiamy po sobie. Jak będą klasyfikować, opisywać i nazywać naszą kulturę. Możemy snuć domysły, ale to byłoby chyba dość jałowe zajęcie. Poprzestańmy zatem na przypomnieniu jak Juliusz Machulski wyobrażał sobie działanie przyszłych Służb Archeo w swojej, ciągle zabawnej, „Seksmisji”.

- Dziękuję za rozmowę.


Latarnia Morska 3/2006