Noc jest śpiąca, Dni, Za oknem deszcze

Kategoria: proza Opublikowano: piątek, 21, październik 2016 Drukuj E-mail


Daria Dziedzic


NOC JEST ŚPIĄCA

Jej zaczerwienione i opuchnięte powieki nie wyglądają zbyt sympatycznie. Cała trzęsie się jakby miała gorączkę. Ale to tylko jesienno - zimowe dreszcze, bo zimno. Noc jest smutna, bo nie ma, gdzie się schować przed swoimi myślami i mrozem. Myśli ma dziwne. Najczęściej kołacze w jej głowie ból, smutek i twórcza niemoc. Ma tak wielką ochotę wziąć ciepły prysznic, albo zanurzyć się w wannie pełnej wody, ale nie może, ot tak, wejść nieproszona do mieszkania. Noc wzdycha ciężko. Słyszę to i nie umiem jej pomóc.

Powoli oswajam się z myślą, że jednak noc nie może być moją przyjaciółką. Jest zbyt krucha. Tak jak ja. A dwie kruche istoty obok siebie, to już zupełne szaleństwo.

Noc zagląda mi przez okno. Czuję ją w ramionach, sercu, w głowie. I widzę. Jej twarz jest pociągła, szczupła. Jej wystające kości policzkowe ukrywają się pod makijażem z mgły. Ręce ma z alabastru. Nogi też. Nie tak dawno nauczyła się chodzić jak człowiek.

Nie wiem tylko - potrzebnie, czy nie.

Skoro zagląda nam w okna, tęskni, drży z zimna i lęku przed nadejściem świtu, może niepotrzebnie włożyła na stopy wysokie obcasy. Znów wzdycha. Wzdycha tak, aż ogień gaśnie w moim kominku. A może to tylko przez wiatr.

Noc ma już dość kurewskiego dnia. Szuka przystani. Fotela przed telewizorem, udomowienia. Odmówmy za nią zdrowaśkę. Niech znajdzie dom, w którym zamieszka.




DNI

***

Wtorek pod znakiem zapytania. Wygląda trochę jak James Bond, trochę jak Agent O7 zgłoś się, trochę jak detektyw Monk. Unosi się ponad czasem i przestrzenią. Gra z nami w kości i bierki. Bezbłędnie trafia do tarczy z odległości kilkuset metrów. Wtorek jest wielkim znawcą motyli i wszelkich latających owadów. Nie boi się pająków ani mrówek. Wtorek jest swój chłop, pachnie kawą i tytoniem. Uwielbia zagadki. Uwielbia strach.

***

Przez chwilę mignęło piątkowe słoneczko, a teraz znów deszcz. Ale deszcz jest też potrzebny. Niech lasy nawodnią się, niech rosną grzyby, jagody, borówki. Niech drzewa pną się do góry jak w zaczarowanym lesie. Niech ptaki się napoją i rosną, niech żaby mają uciechę z lipcowych kropel. Niech pada, ale nie za długo, urywkami, frazami cichymi jak maki. Niech rosną wiersze, napełnią się wodą, popłyną do morza. Niech pada, ale nie tygodniami, nie miesiącami. Wystarczy pół godziny solidnego deszczu codziennie, nie więcej.

***

Sobota będzie lawendowa. Jej mocny zapach przemówi do mnie głośno. Niech usłyszę ją z daleka. Zza rzeki, zza oceanu. Niech przybędzie w lawendowej sukience i usiądzie obok mnie na ganku. Zje ciastko i napije się kawy. Niech nie przypomina o poniedziałku, który przywita nas gradowym dzień dobry. Sobota ma być spokojna. Bez burz i drobnych spięć. Bez krzyku i gestykulacji. Sobota ma dać nam oddech, przejrzystość widzenia i chwilę zadumy. Sobota ma być tobą. Tobą o lazurowych oczach i włosach w kolorze dębowej kory. Przyjdź, zamknij za sobą drzwi, zamknij za sobą piątek.

***

Upalna, słoneczna niedziela. W taki dzień wiersze stają się ospałe, małomówne, śpiące. Nie przestępują z nogi na nogę. Nie gniewają się za niedociągniętą w pośpiechu metaforę. Osiadają na mieliźnie. Przykładają głowę do soczystej trawy i odpoczywają. Nie dają się zaprzęgnąć do pióra. Są daleko od nas. Leżą na trawie jak bezpańskie psy. Rzucam im piłkę, nie przychodzą, udają, że nie słyszą. Czasem trzeba od siebie odpocząć, mruczą pod nosem i zabierają się za maliny. Okraszają bitą śmietaną. Dzisiaj mają urlop od wszystkiego, co metafizyczne i ludzkie. Nie błąkają się w zaświatach, nie siadają na chmurze, nie śpiewają barytonem. Są ciche, leniwe jak pierogi. O drugiej idą na kawę, o trzeciej wychodzą na papierosa, a o czwartej snują się papierową łódką w stronę zachodu. Mają czas na wszystko. Teraz grają sobie na nosie, czasem grają w zielone, a czasem w duce. Strzelają z procy i plują na odległość. Totalna samowolka. Jesienią - nie popuszczę im tak łatwo.


portal LM, styczeń 2017





ZA OKNEM DESZCZE

Za oknem deszcze i Niepewność pukająca do serca. Nie, nie strach. Strach był już w wierszach. Nie chcę go. Niech pójdzie do kogoś innego i tam przerodzi się w mit. Ja nie chcę go już. Niech siada komuś innemu na ramionach i zmienia się w czarnego ptaka o długim dziobie i pstrokatych skrzydłach. Niech jemu szczebiocze o tym, o czym szczebiotał i mi w czasie długich, zimowych nocy. Kiedy sypało śniegiem w każdej linijce wiersza. Teraz zamiast Strachu jest Niepewność: co będzie jutro? Ja myślę, że to samo, co dzisiaj. Dzień kołyszący się na drutach wysokiego napięcia, Noc obojętna na Jego czułe dotyki i pocałunki dawane ukradkiem. W tajemnicy przed Ludźmi.

Będzie na pewno jakiś człowiek samotnie podążający przez park ogołocony z liści i przejechane gołębie na ulicy. Będzie milion drobnych spraw kryminalnych, rozwiązywanych w pośpiechu przez policjantów ze specjalnych jednostek, prywatnych detektywów. Będzie zupa pomidorowa z ryżem bądź makaronem. A na drugie filet z kurczaka i słodkie buraczki. Będzie Świt i najbardziej chujowy poranek pod słońcem. Będzie kolejny papieros i lampka czerwonego wina.
Tak będzie jutro. Pojutrze - też podobnie - ale trochę inaczej. Niepewność przygląda się swojej twarzy w kałuży. Pojutrze zmieni się w tatuaż na jej plecach. Plecy ma chude. Pod skórą widać kręgosłup i żebra. W nich śpią jaskółki i jeże. Obudzą się wiosną.
Zakwilą jak niesforne dzieci. Niemowlaki w pieluszkach. W wózkach spacerowych. Niepewność nie wie jeszcze, jaki będzie ten tatuaż, nie ma koncepcji. Ale wie, że go sobie zrobi wcześniej, czy później. Lecz niech już nie będzie Strachu. Niech będzie Spokój. Albo cały ocean spokojny! O, tak, tak - właśnie tak!

 

Daria Dziedzic

 

portal LM, marzec 2017



Przeczytaj też w dziale "poezja" wiersze Darii Dziedzic, a także w „porcie literackim” recenzję jej zbioru poetyckiego Crack (2014) – autorstwa Agnieszki Kołwzan