Sławomir Majewski "Mój Gdańsk. Ruda i inne opowiadania", Wydawnictwo MARPRESS, Gdańsk 2013, str. 142

Kategoria: port literacki Utworzono: niedziela, 12, maj 2013 Opublikowano: niedziela, 12, maj 2013 Drukuj E-mail


Szymon Prowacki

CZYTA SIĘ, ŻE HEJ!

Sławomir Majewski, z urodzenia gdańszczanin, swoimi utworami gości na naszym portalu od przeszło dwóch lat. Życiorys ma bogaty i twórczość niebanalną. Oto kilka wybranych faktów tyczących autora. Drukarz, ceramik, prozaik, poeta. Wychowanek poety i malarza Mieczysława Czychowskiego, uczeń ceramika Bronisława Buniego Tuska. W latach 1969-1989 - jak przeczytamy w nocie na okładce nowej książki - uczestnicząc nader aktywnie w kulturalnym, a szczególnie biesiadnym, życiu cyganerii gdańskiego Starego Miasta, na stałe wpisuje się w pejzaż Trójmiasta. Działacz "Solidarności". W 1982 r. osadzony w obozie internowanych, zwolniony dzięki interwencji Episkopatu Polski i organizacji międzynarodowych.

Z początkiem lat osiemdziesiątych wydał tomiki wierszy Altamira i Schody. Jego teksty często publikowano w prasie solidarnościowej. Znaleźć je można także w wydaniach zbiorowych - m. in. w książkach Hrycwa. Opowiadania wybrane (1992) i Antologia. Bez tytułu (2009). Sporo publikuje w Internecie, m. in. na portalu Pisarze.pl. Współpracuje z kwartalnikiem "Migotania".
I doczekaliśmy zbioru krótkiej prozy S. Majewskiego, ogłoszonej przez Wydawnictwo MARPRESS. Nosi tytuł Mój Gdańsk. Ruda i inne opowiadania.
Jak podaje edytor książki - to opowiadania ukazujące dekadencką atmosferę artystycznej cyganerii gdańskiego Śródmieścia epoki schyłkowego Gomułki i wczesnego Gierka. Są ubarwione przekazem wydarzeń i rozmów oddając charakterystyczny język gdańskiego półświatka, rozmów prowadzonych w studenckich klubach, kawiarniach i zakamarkach barów przesyconych oparami dymu papierosowego i alkoholu.

Opis trafny. W rzeczy samej, mamy tu do czynienia z utworami macerującymi środowisko specyficzne, dla postronnych (zwłaszcza "dobrze ułożonych"), choćby z przyczyn obyczajowych, niedostępne.
Książkę, zawierającą osiemnaście opowiadań, poprzedza znamienne motto z Ernesta Hemingwaya: Inteligentni ludzie są często zmuszani do picia, żeby bezkonfliktowo spędzać czas z idiotami. Wykładnia tego dla prozy S. Majewskiego jest taka, że narrator snutych historii tyleż bywa obserwatorem, co uczestnikiem przedstawianych zdarzeń. Dystansuje się, podkreślając swoją "inność", ale jednocześnie powiada: identyfikacja jest możliwa. Przez nawrócenie odwrócenia choćby.
Żartuję tu sobie trochę, lekturowo uwolniony od dosłowności skojarzeń. Lecz jasność po przeczytaniu opowiadań mamy/mieć będziemy, że przygoda ta wiedzie nas, czytelników, w rewiry egzotyczne, napędzane używkami (alkoholowymi, bo inne, poza fajkami i wąchaniem kleju, na on czas raczej niedostępne były). U bohemy miewały znaczenie ponadfizyczne (choć niekoniecznie). Lub były zwykłym pretekstem do tego, by kontestować rzeczywistość. Albo też pić bez podtekstów, dla samej radości odurzenia. Tak czy siak, "się działo", męt szedł, opowiastki spod sufitu sznurowały kluczami nawiedzonych żurawi.

Dobrym przewodnikiem (wskazówką) jest tu ostatni fragment książki, zatytułowany "Certyfikat autentyczności". To obszerny cytat z tekstu "Moje Miasto", którego autorem jest Janusz Waluszko. Nasz autor dał jedynie wprowadzenie: Myślę, że moje opowiadania nie znajdą lepszego certyfikatu autentyczności od wspomnień kolegi z ząsiedztwa, brata z antykomunistycznej opozycji, legendarnego papieża polskiego Anarchizmu, Janusza P. Waluszko, który w swoich wspomnieniach napisał m. in.
Tu wyimek z tychże wspomnień. Starsi kolesie gardzili wówczas pracą (czasy były inne, bezrobocie było aktem buntu), więc głównie pili (ci, co jeszcze żyją, o ile nie siedzą za jakiś kryminał, robią to nadal). Nie było wówczas jeszcze zasiłków dla pijaczków (podobnie jak wśród nich - niemieckiej mody na psy). Kasę na picie brali na ogół od Oczkosi (było ich ponad dwudziestu, poza najstarszym - sami uczniowie szkoły specjalnej, handlowali nielegalnie "Wieczorami Wybrzeża" w tunelu przy dworcu, na ich motywie powstał film "Dzieci śmieci"). To, co tamci zarobili na sprzedaży, ci starsi wygrywali potem od nich na podwórku w dołek lub w ścianę.  Nie gardzili też kradzieżą, jak legendarny Rybak, który łapał kury na spinning. A pili i rozrabiali ostro, jak stukrotny nieudany samobójca Mirek (...) czy Buracy z sąsiedztwa - w któreś zimowe święta trafili do izby wytrzeźwień, ale zbiegli z niej w samych gaciach i boso, po śniegu.

To element tła materii opowiadań S. Majewskiego, swoistej mozaiki czasów w pamięci przepadłych - zda się - bezpowrotnie.

Zatem jaka jest proza autora Schodów? Mięsista, pisana ze swadą, momentami dosadna, żywa, barwna, przesycona autentycznymi smakami i zapachami, działająca również na zmysły inne. Też sposób budowania opowiadanych historii jest ważny. Owe opowiastki korzeniami tkwią w realiach tamtych czasów. Lecz ich struktura i przesłania mówią nam, iż rzekomy tzw. "margines" (kontestujący zastaną rzeczywistość dla zasady lub bez), pogrążany etycznie przez "prawomyślną" część społeczeństwa, zawsze miewał się dobrze i na swój sposób twórczo...

Jedno w tym wszystkim pewne. To nie lektura dla panienek wychowanych na lekturach w rodzaju Wichrowych wzgórz Emily Jane Brontë czy grzecznych chłopców zaczytujących się w dziełach typu Winnetou Karola Maya. To zdecydowanie rzecz dla lubicieli książek Marka Nowakowskiego i jemu w sposobie mówienia (a też treści) podobnych. Co tu więcej gadać. Proza S. Majewskiego czyta się, że hej!

Sławomir Majewski "Mój Gdańsk. Ruda i inne opowiadania", Wydawnictwo MARPRESS, Gdańsk 2013, str. 142

Szymon Prowacki

 

Przeczytaj w dziale "proza" naszego portalu opowiadania S. Majewskiego, z których kilka ("Ballada o Łukaszu", "Filozof na fortach czyli szable wykute z powietrza", "Jego prywatny ananas", "W poszukiwaniu Ryśka utraconego") weszło w skład zbioru przedstawionego wyżej. A w dziale "poezja" znajdziemy jego wiersze.