Słowo o Bogu, O cytatach z książki, Podróże, Przypalanie papierosa, Psalm, Świt, Wczesne popołudnie - i inne wiersze

Kategoria: poezja Opublikowano: czwartek, 12, listopad 2009 Drukuj E-mail


Piotr Müldner-Nieckowski


Słowo o Bogu

Nie udało się tym razem, znowu, i
zapewne o Bogu znowu szerzej tylko myślę,
mówię zaś zdawkowo, że istnieje,
a we frazach bywa symbolem
bezpieczniejszym niż słowa świadome,
niż wadzenie się z czystą niepewnością.
Więc kiedy nagle padło to słowo,
nie nazwa rzeki, nie nazwa drzewa,
ktoś się okazał bliższy tej drogi,
którą od dawna mam w sobie.
Kto - obracam głowę, ale wokoło
już się zamknęły usta,
co wiedzą lepiej niż ja.


O cytatach z książki

Na dnie tej książki jest
kilka fraz, które warto
zapamiętać.
To cytat, z którym się noszę
od kilku miesięcy,
żeby cię przekonać. Jeszcze
dokonam rzeczy, które cię zdumieją!
A kiedy już się widzimy,
wciąż zapominam ci to powiedzieć,
tyle jest innych rzeczy
do wykrzyczenia
i okazania, że czas się robi
za późny i zmierzcha.


Podróże

To nie było takie jasne,
ani żadna prawda nie płynęła
z nostalgii; jeden dzień w Berlinie
i już chciałem wracać,
bo może przed domem stanie syn
z plecakiem na ramieniu,
tym razem wsparty ręką
dziewczyny.
Tak chciałem go zobaczyć
w większym towarzystwie,
anioły nie wystarczają.
Zapytać, czy jest głodny,
co napisał, co pije ostatnio.
Kto się na nim zemścił
za swoje porażki.
A przed bramą pusto,
nie było nikogo, tylko
pająk zasnuł skrzynkę na listy.
W kuchni pleśń na wodzie w czajniku.
Ale fotel ciepły,
jakbym się z niego nie zsuwał.

 


Przypalanie papierosa

Nic nowego, stał i patrzył na mnie,
tak jak ja chwilami, kiedy kogoś nie znam,
myślał, co czuję, zgadywał we mnie to,
co wiedział o sobie, aż poprosił o ogień.
Kiedy się nachylał, czułem zapach kwasu
ukryty we włosach, w swetrze i butach
złapanych wytartą klamerką.
Przez chwilę się zaciągał i odszedł,
unosząc obraz mojego spojrzenia
ujrzany z zewnątrz.
Daleki, niedostępny, ani słowa
nie chciał mi o nim powiedzieć.
Tak było lepiej, nic bym nie zrozumiał.
Tramwaj ze zgrzytem ruszył z przystanku,
zostałem sam.



Psalm

Teraz już nie można się zachwycać poezją,
tak jak się zachwycano jeszcze dziesięć lat temu.
Nie to pokolenie, które, przecież nasze,
potrafiło rozumieć tajemnice
nie w słowach, lecz w przemarszu wojsk,
dla których się pisze najprostsze strofy.
To oni kiedyś,
przeznaczeni, w ostatniej chwili sięgali celów
jak Ten, co w rozciągniętych rękach
miał gwoździe niezrozumienia pieśni.
W ostatniej chwili jeszcze szeptał
"Boże, czemuś mnie opuścił", słowami psalmu,
co nie wiadomo jak powstał.

 


Świt

Nie widziałem tej struny,
jednak drżenia coraz silniejsze
w szybach, w szyi, w całym pokoju,
dźwięki widzialne na wyciągnięcie dłoni,
to świt, ludzie zaczynali iść do dnia,
ulice już się roiły od rannych pogoni,
musiałem całą ręką dotknąć okna,
żeby to powstrzymać.
Jeszcze nie teraz,
jeszcze miałem do przemyślenia
to, co będzie po naszej rozmowie.

 


Wczesne popołudnie

Wiatr szarpie wciąż drzwiami,
przymyka, odmyka, uderza coraz silniej,
przeszkadza, rozprasza skupienie,
coraz mniej myślę o rachunku zdań
i znaczeniu słowa, z którym
od dawna się borykam,
coraz ważniejszy staje się
ten hałas, owo stukanie,
które zwiastuje burzę, to całkiem
zaprząta mi głowę.


Latarnia Morska nr 1/2006

 

 

 

GRANAT

To jest granat

W tym granacie

nie ma pestek

To jest granat wybuchowy

W tej mowie nie ma treści

To jest mowa dla mowy

To jest kłamstwo

Ten samolot nie spadł

Ten samolot

miał ludzi w sobie

którzy się wznieśli

w tumanach rozpylonego piekła

To jest prawda

W tej prawdzie nie ma pestek

To jest coraz większy strach

przed prawdą

Przed prawdą stoi człowiek

Prawda wydaje wyrok

Treść wyroku zawiera ludzi

Ludzie są wybuchowi

 

 

 

PANI ANIELA ADAMCZYKOWA

Jak będę starszy, to się zastanowię, czy z kartki czytać

Mickiewicza, czy może Norwida. Może Staffa i Leśmiana.

Czy też uczyć się ich na pamięć. Może będę miał dzieci,

wtedy dobrze by było im mówić pewne zdania przed snem

a cappella i a vista. Już teraz zbieram ryty Herberta

i obu Rymkiewiczów. Przyda się w wolnych chwilach

bajka z makatki na dzień dobry od baby Jadamcyka

z murowańca między Bukowiną a Poroninem.

 

Nie umie czytać, ale nie zsuwa wierszy

jak doradca prezydenta do zsypu,

śpiewa tak przejmująco, że sam owies się kładzie

niczym modlitwa, żeby ciałom było lepiej,

i flaga się wywiesza na chałupie pięć razy do roku.

 

 

 

KLOC

Okorujmy dębowy kloc

wyryjmy na nim

kilka nieprzyzwoitych słów

dodajmy parę dziwacznych

znaczków płciowych niech

naukowcy za tysiąc lat

mają poważny ból głowy

z sensacyjnym odkryciem

na górskich terenach dawnej Warszawy

 

„Być może jest to przesłanie

z kosmosu wiadomość o tym

że partia buraczanych

zwolenników kaszy po obiedzie

według uznanych sondaży

prędzej czy później przegrała

lub wygrała co jest dowodem na to

że tysiąc lat temu rządy

pomylonych gamet

były w swym egoistycznym orgazmie

wybitnie marionetkowe

na skutek czego śmieci biurowe

wypiętrzyły nad Wisłą

nowe pasmo wzgórz nie do zdobycia”

 

 

 

NAGŁY ZWROT AKCJI

Zatrzaśnięte na klawiaturze

ważne litery

nie pozwoliły opisać

pewnego zdarzenia

w którym byłaś tak szczęśliwa

Nie przestaję o nim myśleć

Chodzę po pokoju od drzwi do okna

próbuję odtworzyć zarys

twoich ramion

Twoja twarz twoje ręce wypiękniały

od dotyku w pościeli coraz mniej nieśmiałego

aż do wybuchu zapomnienia

 

Teraz ludzie nieświadomi

patrzą na nas z podziwem

choć nie wiedzą

dlaczego

sprawy nam idą tak od niechcenia

tak łatwo

 

 

 

JAK Z NIM ROZMAWIAĆ GDY NIENAWIDZI

Niech to będzie rzecz mądrze prawdziwa

zasięgająca pod błysk powierzchni

Wniknij do głębi gdzie w nim się gotuje

logiczny rozbiór fałszu i zmienna pleśni

On wie że wzór chaosu się w nim sumuje

jak całka ty zaś go różniczkuj do upadłego

aż się uśmiechnie i wyprostuje w lędźwiach

Niech tylko wyjdzie ze swojej trumny

i zmyje puder Gdy jego rogi zakwitną liśćmi

zobaczysz: jest piękny

 

 

 

DRZEWO

Ty chcesz żeby żyć bez trudności

Ja chcę trudności żeby żyć

Ty chcesz żeby pałka chroniła ciebie

przed trudnościami żebyś żył

lepiej niż drzewo

z którego zrobiono twoje krzesło

Wszystkie drzewa muszą stać

ty nie musisz stać

możesz siedzieć i pytać

jak żyć bez trudności

żeby pałka nie przetrąciła karku

 

 

 

TRZY CENTYMETRY

Nie wiem, co myśli ten człowiek,

kiedy mi patrzy w oczy.

Zdrowy czy chory?

A właściwie trzy centymetry obok

moich oczu, które dziś pieką,

bo nie spałem w nocy z powodu

pewnego wiersza, co w końcu

poleciał do kosza.

Nie szuka żadnej metafory,

tylko stara się uniknąć kontaktu

z moją niewiedzą o nim.

Lepiej, by nie widział, że to wiem.

Lecz powoli dojdę do wszystkiego,

po cechach jego tatuażu,

zabrudzeniu rąk i butów,

po uzupełnieniach zębów, wszystko

zaczyna się układać w całość,

układ włosów to system jego myśli,

jakiś odruch, gest, który dopełnia

obrazu czynności serca,

wargi, wiele mówią wargi,

zapięcie marynarki nie na ten guzik,

wtedy mówię dzień dobry

i mogę dopytać o to,

co nie jest tajemnicą.

 

 

 

NA ŚMIERĆ ANDRZEJA BURSY W 1957 ROKU

Co by było gdyby Andrzej Bursa żył siedemdziesiąt trzy lata

nic by nie było Andrzej Bursa nie żył siedemdziesiąt trzy lata

Andrzejowi Bursie do niczego nie było to potrzebne

miał żyć tylko dwadzieścia pięć o czym świadczy

akt jego zgonu i definicja przyczyny wszystko co napisał

było przeciwko tej śmierci po to aby się zdarzyła

jako prowokator naciskający spust przeszył mi szyję

aż chlusnęło prosto w twarz Leopolda Lewina i poetów

podobnych do Lewina Leopolda i Bohdana Drozdowskiego

i poetów podobnych do Drozdowskiego Bohdana

oni też nie żyją ale nic z tego nie wynika

nikt nie został przeszyty ich jad zabił ich samych

nie wiem też co zrobić z mistrzem bo ten jako Władysław

pisał prawdę w którą wierzył jeżdżę ulicą jego imienia

i wysługiwał się komunistom jako Broniewski

nie wiem to strasznie trudne to tak jak podziwiać

malownicze płomienie pożaru który na twoich oczach

od tyłu pożera dom gdy sąsiad dziećmi nabija armatę

 

 

 

SCHODY

Zaczynają się schody

mówi polskie powiedzenie

ale schody nigdy się nie kończą

należałoby po polsku rzec

 

Wisła płynie krzywo Nic nie jest

jak w piosenkach pięknoduchów

Dzieci przebrane w mundur dorosłości

leciały nad Morze Śródziemne po kropelkę wody

Dlaczego by rurociągu z tym źródłem

znów nie pociągnąć do Polski?

 

Tak marzą lecz maleje

poletko zachodniego Wschodu

na którym ledwie się trzyma zszargana stolica

Chcą już wracać do wschodniego Zachodu

zasnąć u siebie ale boją się schodów

z których staczają się głowy z okrzykiem niechęci

 

Nie ma powrotu Język zastyga

Twardy jak beton nie chce tego opisywać

 

Piotr Müldner-Nieckowski

 

Wiersze z tomu Schody, który ukaże się w 2015 r. nakładem Oficyny Wydawniczej VOLUMEN

 

 

portal LM, styczeń 2015

 

Przeczytaj też na naszym portalu opowiadania P. Müldnera-Nieckowskiego (dział „proza”), zapisy radiowych słuchowisk Przepustka do nieba oraz Bliżej niż myślisz (dział „dramat”), esej „Czy język młodzieży jest poprawny?” (dział „eseje i szkice”), a także recenzje jego książek Park (2011) Piórko. Dramaty radiowe (2007), Raz jeden jedyny. 53 opowiadania z nieustannego stanu w. (2007)