Smaki z młodości, Przeczucie, Jak daleko spadają jabłka, Miejsca, w których dojrzewają owoce, dowody na istnienie umarłych, Elegia na odejście pięknych saren - i inne wiersze

Kategoria: poezja Opublikowano: czwartek, 04, marzec 2010 Drukuj E-mail


Dominik Piotr Żyburtowicz



SMAKI Z MŁODOŚCI

lato skończyło się wieczorem
wygiętym na naszym trzepaku
obok którego oparty rower
skradły pierwsze dziewczyny

o zmierzchu gasnącym jak wolny papieros
piliśmy wino – fale zmywały ostatnie skorupki
i pył, biały pył zlatywał z jabłoni i gruszy
w podbrzuszach ich spałem, a one kwitły

tak oto niewinność spłynęła nam słodko
jak smak jabłecznika z domu mej matki
w usta dziewczyny co zdjęła sukienkę
nad rzeką w niedzielę tam czas stanął w miejscu

lecz wcześniej gdy jeszcze nie miałem zegarka
wskazówki trzymałem na wieży kościoła –
komunia miała smak anioła co z krzyża spadł
jasnością błysnął w oczy, zniknął w świadomości

i stada jednorożców biegnące do szkoły
świat bajki wchodzący w świat nauki
gdzieś tam po drodze wiatr wyrwał nam lęk
gdzieś w naszych sercach rozkwitły nam kwiaty

najbardziej jednak pamiętam smak mgły
która sarny spłoszone za sny poniosła
ranek był inny, pachniał echem świata
zabrał w górę rzeki, puścił – został zapach





PRZECZUCIE

Za miastem milczą jabłonie, w ogrodzie jesień
senna babcia Anna ma liście we włosach
głodny wiatr jest wszędzie: pamiętaj
– mówi – tu, pomiędzy drzewami
jest cisza

kiedy mnie nie będzie
na cmentarz nie przychodź.

Tu siadaj.

Nic nie mów.

Nasłuchuj.

 



JAK DALEKO SPADAJĄ JABŁKA 

kiedy jesteś daleko (a tak jest teraz zawsze)
chłopiec biegnie do morza, chłopiec czeka w nim
na wszystkich sennych kutrach, tam, gdzie obracasz się
lekko dotykasz ust palcem, głaszczesz mnie jak śnieg
czuję niedzielny rosół, który jadłem jak zwierzę
i deszcz różany, spadający na dzień kobiet –
(twój płacz uśmiechnięty)

kiedy jesteś daleko (a tak jest teraz zawsze)
z każdej innej matki podkradam kawałek
i kładę wzdłuż brzegu którym odchodzisz
przed świtem zrywając jabłka –

zazwyczaj rano po twoim zniknięciu
budzi mnie w łóżku właśnie ich zapach




MIEJSCA, W KTÓRYCH DOJRZEWAJĄ OWOCE 

1.
Młodzieniec łowiący ryby nad brzegiem rzeki, dziwny
ciepły dotyk tej, która zdjęła sukienkę mówiąc: teraz
ty. I stado królików podchodzących pod krzaki.

2.
Papierowe statki nikną w morskiej pianie, dzisiaj
do portu zawiną żaglowce – lecz chłopiec o tym nie wie,
wpada w odrętwienie widząc duży okręt.

3.
Albo stara kobieta prosząca o pomoc, przez tydzień
przesuwam skrzypiące kośćmi meble (umiera
w niedzielę). Zamykam jej powieki. I dzwonię. I czekam.

4.
Z daleka od brzegu łowimy z ojcem ryby, nagle
oddaje mi Wędkę. Kiedy trzyma się za serce – wiem,
że życie mi mówi coś bardzo ważnego.

Są w nas takie miejsca, w których otwiera się świat
i nie ma innych wyjść, oprócz tych na wprost
więc musisz zgadzać się: ten owoc wewnątrz, Bóg

dojrzewa tylko wtedy, gdy spojrzysz, dotkniesz go.

 




DOWODY NA ISTNIENIE UMARŁYCH

Po długiej zimie nastąpiła odwilż
mgła odkrywa wilgotne zakamarki cmentarza
przy końcu drogi dostrzegam białą jabłoń
(dopiero co rozkwitła) – i ziemia pod nią
jest pełna przebiśniegów.

Dębowe kutry opuszczające w deszczu zatokę,
parasole jak serca na wietrze, milczenie
ciążące nad lasem po burzy
głębsze niż sen.

Późna noc na pustym placu
szelest czytający na ławce gazetę
dziwne, mrugające światło lamp
kiedy idziesz obok ulicą.

Dzień, w którym wszystko
staje się lżejsze, i ktoś
zupełnie nieobcy –
czeka na balkonie
porusza firankami, otwiera
stare albumy, dotyka zdjęć

i widzisz jasny pył na wszystkich swoich rzeczach
kiedy nagle,
w świetle słońca
– oni –
(pochowani w drzewach)

wychylają się na chwilę.




ELEGIA NA ODEJŚCIE PIĘKNYCH SAREN

Jeżeli po śmierci miłość istnieje to na pewno
jest to wiosna, światło, które tak silnie świeci w tobie
istnieje na zewnątrz rozległe i wolne, kiedy umierasz

kochając mocno. Dlatego kwitną kwiaty, pąki
na wzniesionych w górę drzewach, larwa, która była ciszą
krzyczy nagle pękając na wietrze –

Więc teraz odchodzisz w pyle rozwianego mleczu, gdy topi się słońce
na zboczu wzgórza znikasz, a trzciny wygięte są mocno, i patrzę
na ciebie znad zamkniętej księgi, ten deszcz, który pada

to twój pocałunek nadający tempo ziemi, i tak musi być zawsze.
Rodzimy się po to, żeby kochać, w miłości umierać, przenosić
tę miłość na drugą stronę
. Tu serce jest środkiem, Ktoś

cichym napędem. Przestrzeń wchłania światło i żyje. Tak,
ty sam zielenisz lądy, czeszesz wiatrem morza. Bo cały ten świat,
energię ma w tobie, w twoim wnętrzu, w nas.



Latarnia Morska 2 (10) 2008




PIERŚCIENIE SATURNA

Dla Ilony Jas


1.

Przyszłość nie leży w gwiazdach,

ale w naszych oczach.

 

Gwiazdy są w nas.

W oczach płynące galaktyki.

 

Z mgławic wychodzą dni,

z dni wychodzi codzienność, życie.

 

Gdy odjeżdżam stąd na zawsze – wiem,

nasza przyjaźń przetrwa.

 

 

Na mlecznej drodze miast,

domów i rodzin. Szkół. Różnych prac.

 

Ludzie mijają się obojętnie,

ale nie my. Nie nasze

 

cząsteczki. Ponieważ została

otwarta kosmiczna

 

przestrzeń w nas.

 

2.

Co pozostaje mi zrobić dziś?

Wyjść przed oblicze

tych naiwnych gwiazd,

napisać marzenie?

 

Jeżeli je przyjmiesz,

w naszych snach

(złotych, diamentowych)

zamarznie Saturn.

 

Zamarznie i powie:

 

Będziecie tutaj

spotykać się czasem.

 

3.

Pamiętasz, pewnej jesieni

wyśniliśmy ciepłą zjawę.

 

W moim i twoim śnie

pojawiła się ciepła zjawa.

 

Mówiliśmy: - widziałaś ją dzisiaj?

- widziałeś ją dzisiaj?

 

A był czas listopada i czarne były wszystkie ulice.

 

Ciepła zjawa tuliła nas: stworzenie

z naszych przeczuć, z naszych nadziei,

szacunku, opieki.

 

Bo gdy dwoje ludzi zna się tak dobrze, jak anioł z aniołem,

w ich snach pojawia się zjawa o duszach dwóch,

przez wszystkie wilgotne jesienie,

przez wszystkie mroźne zimy,

wypędza wilki z drzew,

kosą przecina diabły.

 

Ach, skoro mowa o czułych istotach o duszach dwóch,

wspomnijmy o wiosno-letniowłosej z wiru głodnych zbóż.

 

Gdy wjeżdżaliśmy w wieś

wir otwierał się,

wiosno-letniowłosa ścieliła złoty dzień.

 

I drżały łąki

– wir wchłaniał dwa słońca

ściśnięte w zbożu.

 

4.

W ciężkich chwilach miłość pełni rolę szczególną.

Niegroźny jest wiatr, który wieje w zakochane oczy.

To szczęście ma skromną, lecz prawdziwą twarz:

kawalerka w bloku, bezrobocie. Lecz gdy przyjrzysz się

zobaczysz, jak nora zamienia się w rakietę

i startuje w gwiazdy.

 

Niechaj złota kulka leci

w szczęściu przez tysiąclecia.

 

5.

Jeżeli jesteś teraz mieszkanką Saturna,

obudź się i spójrz w stronę ziemi.

 

Na całej półkuli, jak wiersze, płoną pochodnie.

Podpaliły tę noc dla Ciebie.

 

2014

 

 

 

BOJA

Dla Piotra Prokopiaka

 

Podobno przez łzy dobrze wychodzi alkohol

– powiedział Piotr Prokopiak. A ponad chmurami

tykała zegarowa boja, przy której trwał anioł.

 

Dwadzieścia siedem lat temu, w czasie komuny,

biegł tam po chmurach z długimi piórami:

Aniele! – zawołał – Niech zatrzyma się zegar

 

napowietrznej boi. Lecz zegar się nie zatrzymał.

Zmieniła się świadomość, przestrzeń, polityka,

zmienił się kraj, zmieniła się kultura, oraz – ach,

 

ci się zmienili najbardziej – ludzie. Wiec postanowił

włożyć w zegar pióro i we śnie się zegar zatrzymał.

Są tacy, którzy nie należą do naszego czasu, jakby pomylili

 

lustra, za późno skacząc z kosmosu. Jak ich zrozumieć?

Usiąść przy lunecie, odkręcić osłonkę księżyca,

przez milion lat świetlnych, na drugą planetę

 

przenosić uśmiechy, mówić: To przyszłość,

przyjacielu. Więc jeśli pozwolisz,

ruszmy się z tej nory i żyć chodźmy.

 

2015

 

 

 

SYGNAŁY, TAM

Dla Marcina Pierzchlińskiego

 

Twarz przy świecy,

odbita w szybach okien,

 

podwójnie,

potrójnie,

poczwórnie…

ostatnia

odwraca wzrok –

 

gdzie patrzy?

 

Czy jest jeszcze sobą, będąc niebem nad Europą,

 

gdzie jak węgiel płoną

satelity?

 

Gdy zgaśnie świeca,

sygnał będzie tutaj.

 

2015

 

 

 

BEZ POŻEGNANIA

umarł na wylew krwi

do mózgu rozległy jak mgła

co zalała miasto po pogrzebie (mgła

utrzymuje się przez tydzień) wciąż nie mogę znaleźć

śladu po tobie ani w snach

ani w przyrodzie żadnego

przeczucia żadnych

duchów jakbyś wskoczył

w pustkę w nic w niepamięć

spowodowaną

zalaniem

krwi

mgły

 

2015

 

 

 

ŚLAD

Za wsią, w rezerwacie przyrody

rzeka z czarną wodą.

W tym roku wiosna zaczyna się w lutym.

Nic nie wskazuje na powrót śniegów.

W czarnej wodzie odbicie

jeszcze czarniejszych drzew.

Miesiąc mija od świtu,

kiedy powiesiła się tu

osiemnastoletnia dziewczyna. Spokój,

kiedy wmiażdżał się w rozdygotany, przerażony umysł

– był ukojeniem, czuć

to nawet w tej chwili, wiatr

wywiewa puch z szerokolistnych pałek,

puch jest ciepły i miękki.

Jak włosy. Spokojnie,

spokojnie – szeptał do nich, a teraz

niesie je w sobie, nad rzeką,

rozwiane.

 

2016

 

 

 

W RODZINACH

1.

Konstanty, lat 67, zmarł 17 sierpnia 2011 roku.

Jego wnuk, Kacper, urodził się 17 września 2011 roku.

 

Kiedy mały przyszedł na świat,

tylko przez chwilę nie oddychał.

 

2.

Przeżyli razem pięćdziesiąt lat,

i oto została sama. Pogrzeb

odbył się w głębokiej zimie.

Dopiero na wiosnę zeszła do piwnicy.

 

Gdy zapaliła światło,

skoczył na nią przestraszony

szczur i ugryzł ją w pierś.

 

Lato było lekkie i jasne jak dar.

Przed śmiercią miała uśmiech na twarzy.

Gdy przychodziła rodzina, żartowała,

że w młodości dziadek

poleciał głównie na jej dorodny biust.

Że od początku o tym wiedziała.

 

3.

Te sny, w których przychodzą umarli.

W których członkowie twojej najbliższej rodziny

stają naprzeciw –. (Jakby rząd wraków

budził się w mroku, ciągnął z dna oceanu). Przybywają

rzadko, przed czyjąś śmiercią, czasem się mówi:

po kogoś. Czasem się mówi:

z powodu pogody.

 

Albo w przeddzień naszego szczęścia. (Matury, śluby.

Ważne wydarzenia). Kiedy nie ma ich

wśród nas – ale migoczą

 

w snach,

uśmiechnięci.

 

2011 / 2012

 

 

 

MUSZLA

W twoim wewnętrznym kosmosie

bezustanne myśli.

Na plaży, pod stopami

miliardy kamyczków w miliardach barw.

Nieskończone uderzenia fal

o brzeg, którym idziesz – to

się nie skończy, dopóki

żyjesz.

 

Odsłonięte ucho morza,

odsłonięte ucho nieba,

małżowiny wydm, różowe, rozwarte.

 

Zamyślony podejdź do drzew,

a usłyszą iskry mewie i twoje.

 

Luty, odwilż

jak muszla,

przezroczysty cień

na całym wybrzeżu.

 

Czy słyszysz

jak szumi

w niej marzenie?

 

Jakie marzenie,

lustrzaninie?

 

Na plażach świętego Brendana

twoje myśli

przez wydmy przewiewają.

Słyszane.

 

2016

 

 

 

PODUSZECZKA

jesień

nad jeziorami deszcz

 

szybko

szybko

do lasku na polanie

 

byle omdleć

w trawie

 

poczuć oddech wzniesienia –

jest tak

 

że to mógłby być koniec

 

na zawsze w utuleniu

latającej kropli

 

w kropli planeta

ciepła

 

ziewamy razem

 

podnoszą się płuca

i polana

 

2015

 

Dominik P. Żyburtowicz

 

 

Wiersze pochodzą  z przygotowanej do druku książki Drugi brzeg jeziora

 

 

Przeczytaj też w dziale „port literacki” naszego portalu recenzję zbioru poetyckiego Dominika P. Żyburtowicza Żaglowce (2015) autorstwa Jolanty Szwarc


portal LM, kwiecień 2016