Pytania, Ranny ptak, Pożądanie, W rojowisku, Spotkanie

Kategoria: poezja Opublikowano: czwartek, 19, maj 2016 Drukuj E-mail


Grzegorz Walczak


PYTANIA

Czy jest taki punkt we wszechświecie,

który na mnie czeka? Może to Bóg,

może styczna nieskończoności z materią,

może beznadziejne pragnienie

mojej dawno zmarłej matki?

Czy jakiekolwiek najlepsze uczynki moje

mogłyby mnie tam wynieść?

Czy moja nikczemność

mogłaby temu zaszkodzić?

Wiesz, Sokratesie, że pytania

nie prowadzą do odpowiedzi.

Podejrzewam też, że etyka

umiera razem z nami.

Po co więc jest to, co jest?

 

 

 

RANNY PTAK

Kiedy znajdziesz ranionego ptaka,

podnieś go i zanieś do czarodzieja,

który ponownie go uskrzydli.

A jeśli ptak cię nawet podziobie po drodze,

nadal ufaj, że współczuć znaczy współodczuwać.

A kiedy ktoś ci powie, że jesteś naiwny,

bo jesteś jednym z niewielu, a rannych ptaków bezlik,

odeślij go do wszystkich diabłów,

bo tam jego miejsce.

Zresztą niech spyta Papę Franciszka.

 

 

POŻĄDANIE

Położyć się na wodzie czystej,

być kładką między źródłem a ujściem,

przytulić się do pnia dębu,

czuć jego krew pod korą,

przez chwilę być drzewem,

pnącym się po horyzont,

stanąć na czele zgrai wilków

i zawyć z rozkoszy na widok

Księżyca , kiedy pełnia

wypełnia mlekiem wymiona

tych, które zaszły

i trwać, trwać w zgiełku

pożądliwych myśli,

spijać wszystkie soki czerni

z bezkształtnego nieba.

 

 

W ROJOWISKU

Suną pochody trumien

ich rozkołysane potoki

spływają w cmentarze

a te jeziora bez tamy

tłoczą się napierają zewsząd

porywają ze sobą płaskowyże

i lasy i pogórza zielone

płodzą po drodze szumy

i mlaski uległych brzegów

i warstwy czarnoziemu

żyzne kolonie rozrodu

życie się wspina na nich

pnie się wertykalnie ku słońcu

a rozlewiska śmierci

płasko układają jedno na drugim

całe pokolenia

Wykarczowani leżą

przez niemałą chwilę

na tych łysych polanach

moszczą się w swoich grobach

o zmroku który nie różni się

niczym  od świtu

jakby sen ich był wieczny

ale szybko się piętrzą

na sobie unoszą

w nowego życia szatach

w sosnach i dębach

w trawach niekoszonych

znów szturmują niebo

znów zapładniają horyzont

najświeższym oddechem ziemi

 

 

 

SPOTKANIE

Z nieszczęść, z cierpień i z zagubienia rodzi się pragnienie wiary

Jerzy Andrzejewski - „Bramy raju”

 

Szliśmy  krucjatą – my dzieci z gór francuskich –

by wyzwolić, dobry Jezu, Twój grób z rąk niewiernych.

A droga nasza wiodła w nieskończoność

przez pęcherze na stopach,

rany zadawane słońcem,

spiekotę w głodzie,

w malignie, w wierze, w szaleństwa uświęceniu.

Nad nami płynął krzyż, znak męki, co już była nasza.

Przetaczał się trzynasty wiek

i nikt z nas nie wiedział,

gdzie jest ta przeklęta święta Jerozolima.

I krwią spływała skóra nieba

przekłuta ostrzem minaretów.

Lecz jak je można było zmienić na świątyń naszych krzyże?

- Niewinnością dzieci chrześcijańskich,

ich drobnych ciał natchnionym umęczeniem?

A gdy z tysięcy nad morski brzeg

doszła nas tylko garstka, może to wczoraj było,

może przed wiekami, bo czas nam chyba figla spłatał;

zobaczyliśmy obcych o ciemnych włosach, ogorzałej skórze,

tonących z dziećmi w pontonach i łodziach,

słabych, bolesnych, całe ich przerażone mrowie,

co biegnie ku nam, by o życie prosić...

a może je nam odebrać.

 

Grzegorz Walczak

 

portal LM, maj 2016

 

 

Przeczytaj też utwór G. Walczaka „Kair” w dziale 'proza' naszego portalu