Eros z Nekropolis, Voyeur, Przystanek, ***("A jednak..."),

Kategoria: poezja Opublikowano: czwartek, 29, październik 2015 Drukuj E-mail


Dariusz Patkowski


EROS Z NEKROPOLIS

 

Jesteś otwarte jak kobieta – przyjmujesz mnie

w sobie, gotowe spełniać wszelkie zachcianki.

Skutki wspólnych przygód bywają

brzemienne. Jednak kiepska z ciebie matka.

 

Nie potrafisz się przywiązać, choć zawsze jestem

przy tobie. Zbyt ruchliwe na czułość i zbyt

zaborcze by pozwolić zasnąć. Perwersyjnie

obojętne i apatyczne w nienawiści.

 

 

Jesteś jak dawna miłość koncentrująca

wokół siebie sens życia -

chociaż zostanę w tobie pochowany,

nie staniesz na straży naszej pamięci.

 

 

 

VOYEUR

 

Dwie stare kobiety

idą w stronę dworca

głośno rozmawiając.

Niedaleko stoją dwie

stare brzozy.

 

Drzewa rzucają cień

na przygarbione i rozgadane

sylwetki. Tak już będzie

do końca.

 

 

 

PRZYSTANEK

 

A jednak starcy przetrwali zimę. Teraz

panoszą się z godną podziwu werwą.

Wiosna jest mesjaszem młodych.

Nadchodzi wraz z zorzą. Zbliża się

po nas w zimnym wietrze.

 

 

 

* * *

 

Małe, poniemieckie miasto

zdaje się przebrzmieć. Jego

poeci złowieni przez marynistyczną

wyobraźnię, chcą mu postawić

trwały pomnik ze stereotypu.

 

Nigdy nie nęciły mnie morskie

klimaty, ani widok znużonych facetów

mających haczyk na okoliczne ryby.

Moje uszy, szczelnie zamknięte

na szanty, wybiegały gustem

 

w stronę Ameryki, leżącej w

zupełnie innym zbiorniku wodnym.

Jedyny raz, kiedy miasto

przybliżyło mi swoją naturę,

miał miejsce sześć lat temu.

 

Wtedy to pozostawiłem zeszyt

pełen dziewiczych strof w jego

zapiaszczonych łapach. Ewentualna

śmierć zajmowała zbyt wiele miejsca

w tamtych młodzieńczych rojeniach,

 

by pamiętać o jakimś

kajecie, przed godziną jeszcze

czytanym innemu cierpiętnikowi.

Lecz zeszyt leżał na miejscu

spokojnie czekając. Opalał się

 

wśród wrzasku mew

i jędrnych pośladków kobiet.

Morze nie zabrało naiwnych

wersów, ani nie oddało ich

w cudze ręce.

 

Ten jeden raz mieścina

nabrała wymiaru profetycznego

jak gdyby wiedziała, że spoglądając

we wzburzone, błękitne oczy

kiedyś wystawię świadectwo jej

 

życiu. Teraz, wracając pociągiem

w ramiona zobojętniałej

metropolii, daję słowne

zaświadczenie temu poniemieckiemu

zbiorowisku wspomnień, przemijających rodziców

 

i jednego litościwego gestu

wykonanego w moją stronę.

Poczęstuj mnie swoimi rybami.

Ponoć są dobre.

Na pamięć.

 

Dariusz Patkowski

 

 

portal LM, październik 2015

 

Dariusz Patkowski (pseudonim) debiutował u nas jako Tytus Kaleta w sierpniu 2013 r. opowiadaniem „Długa zima” (patrz dział „proza”), publikując później w „Migotaniach”, „Wyspie”, „eleWatorze” i „Fabulariach”. Uczestnik tegorocznego Połowu Literackiego wrocławskiego Biura Literackiego.