Jest, Cień popołudnia, Miłość to, ***(Jestem na planecie...), Pożegnalna wieczerza

Kategoria: poezja Opublikowano: wtorek, 12, styczeń 2010 Drukuj E-mail

Teresa Tomsia



JEST

spienione fale wypływają jedna za drugą
na brzeg sypkiej plaży
wir zagarnia je z powrotem w głębinę
harmonia absolutnej całości
machina perpetuum mobile
można wpatrywać się godzinami
w zamknięty obieg materii morza
nie umniejszy tego widoku start
kosmicznego zaprzęgu Columbia

na krawędzi podziału ciała płynne
utwierdzają swoją odrębność w sąsiedztwie
stałych widać idealnie zaprogramowaną linię
horyzontu z białym żaglem

przestępuję z nogi na nogę – przycumowana łódź –
grunt pod stopami osuwa się z wolna w grząską ciemność

wakacje są nie tylko dla ciekawskich
co próbują językiem granice dobrego smaku
szukają zakorzenienia w ruchomych piaskach
sprawdzają śliną ostrość trawy z wydm

jest: nie-rzeczywiste nie-wiadome
nie-skończone nie-obecne: Jest

 


CIEŃ POPOŁUDNIA

latawce zawisły wysoko w przezroczystym powietrzu; kolorowa
grupka dzieci kołysze się na pontonie; pokruszone białe muszelki
różowe kamyki wdeptane w mokry piach przy falochronie
zagarnia fala; na palach porośniętych zieloną rzęsą siedzą
mewy jedna przy drugiej; wydmy kołyszą leniwie cień
popołudnia; pies przyprowadzony do wspólnej kąpieli
nie chce wejść do wody zamoczył przednie łapy
szczeka nozdrzami wchłania orzeźwiający wiatr
pachnący rybami piórami łabędzi które tu
pływały przed chwilą nakarmione przez
plażowiczów popłynęły dalej jak
nadmuchane zabawki; od strony
nabrzeża dobiegają głosy
jedzących smażone dorsze
głośna muzyka wypełnia
przestrzeń między
parterowymi restauracyjkami niesie się aż do brzegu; jesteśmy
nad morzem opaleni łagodni lecz wciąż niepewni
jakie słowa poruszyć by opisać głębię;

Mielenko, w lipcu 2006



MIŁOŚĆ TO

wznoszenie się wzajemne ku sobie
z najwyższym trudem na jaki nas stać

pochylanie się nad źródłem życia
z ufnością niemożliwą do naśladowania

odwaga w wypowiadaniu słów znanych
więc banalnych a jednak stanowiących
o ożywczej mocy ducha i ciała

zagadka jaką może zadać każdy
jeśli nie chce swoich dni przeżywać
w niepewności

pokora wobec tajemnicy losu
wyrosła z nadziei
prowadzącej do wiary
w
nieśmiertelność



* * *

Jestem na planecie, gdzie tak często radość
miesza się ze smutkiem, skrucha stoi obok pogardy,
nie wiadomo, która pierwsza podejdzie, poda dyskietkę.
Gramy. Trzeba refleksu, żeby prędko oswoić się
z radością panowania nad sobą, bo już za chwilę
inna gra. Kod, którego nie znasz, a dekodery w drodze.
Więc graj, graj ze mną, oparłszy się o moje plecy
śledź ekran, moją rękę, bądź przez moment mną.

Jestem na planecie, gdzie tak rzadko pewność
spotyka się z przypadkiem,
a tylko Wielcy Nieobecni z reguły mają rację.



Latarnia Morska 2 (10) 2008





POŻEGNALNA WIECZERZA

                                                  w 10. rocznicę śmierci Michała Milbergera

W jesiennej mgle labirynt paryskich ulic.
Cień zbliża się do bramy w głębi rue Borromée –
powłócząc nogami sunie ciemnym korytarzem
prosto w świetlisty okrąg podwórza.
Świt ogarnia go nagle ze wszystkich stron
sześcioramienną gwiazdą:
ożywają gipsowe głowy proroków
popiersia umarłych polityków i poetów;
figury nagich kobiet połyskują jak skrzydła aniołów;
przesypuje się w klepsydrze suszony na czarną godzinę
chleb; drewniane stołki łaszą się do stóp.

Rzeźbiarz polski: Żyd-tułacz
artysta Michał Milberger
zna wielu podobnych sobie;
człowiek ciekawy duszy drugiego człowieka
każdemu z nas ma coś do powiedzenia
o tym co widział – ręką kreśli w powietrzu
kształty minionych osób i rzeczy
jakby chciał oszlifować powierzchnię bryły
dokleić garść szarej gliny odwrócić ku jasności
ostateczne pytanie.
Pożegnalna wieczerza dla gości z Polski.
Dzieli się winem z przyjaciółmi –
wokół pastelowe ściany obrazy książki na półkach;
Biała Sala w domu pallotynów przy rue Surcouf
ma twarz Apokalipsy.
Przed chwilą był tu Jan Lebenstein.
Noc patrzy na nas chłodno spod przymkniętych powiek. 
Na redakcyjnym stole księdza Marka pozostały już tylko
kamyki: niesiemy na cmentarz tę mistyczną rzeźbę.

Drzwi pracowni zatrzaśnięte.
Zbiorowa mogiła kombatantów
stała się jego nagłym przeznaczeniem
nieprzewidzianym pomnikiem
miejscem  opowieści.                                                                                    
                                                                      
                                                               Poznań, 18 grudnia  2007


Latarnia Morska 4 (8) 2007 / 1 (9) 2008