Europa galante, Dobre Patrycje, Kasia Sendecka, Przy, ***("Sobota, pół do siódmej rano..."), Szczęściarz

Kategoria: poezja Opublikowano: niedziela, 14, kwiecień 2013 Drukuj E-mail


Mariusz Cezary Kosmala



EUROPA GALANTE

Amorka, fagot, rogi, oboje i skrzypce,
barokowa teorba niby korab w porcie -
już klapa klawesynu muzyką łopoce
i Fabio Biondi zręcznie dźwięk nacina smyczkiem:

allegro, largo – potem znowu coraz szybciej
pulsują instrumentów soczyste owoce:
amorka, fagot, rogi, oboje i skrzypce,
barokowa teorba niby korab w porcie,

i wiolonczela, której jędrna fraza kwitnie
jak warkocz zapleciony na plecach violone,
a zaraz jeszcze wszystko w skrzypcach powielone
i to już koniec, całość instrumentów cichnie -
amorka, fagot, rogi, oboje i skrzypce,
barokowa teorba niby korab w porcie.

                          11 V 2008 – 11 VI 2009

 


DOBRE PATRYCJE

Więc nareszcie nadzieję straciłyśmy całkiem,
chociaż i tak byłyśmy beznadziejnym ciałem.

Niedokarmiane, nawet nie miałyśmy siły,
nawet, żeby wam napluć w twarz, zabrakło śliny –

lecz przecież to drobnostka, wy wiecie, jak pieścić,
jak głaskać tam, gdzie trzeba, jak używać pięści,

jak całować nas w usta na środku ulicy
lub sprawnym ruchem ręki zęby nam policzyć.

Więc nareszcie przepadła z kretesem i wiara,
zresztą i tak podobna do zwykłego wiadra,

mogliście tam nam wrzucać jałmużnę, łaskawie
wykasłaną słowami, które kłamstwem krwawiąc,

ściekały z naszych sukien i spódniczek nagich.
Mogliście nam bezkarnie wyrywać też nogi,

ażeby nasza wiara, i tak już kulawa,
nie dość, że ślepa, zwykłym była wiadrem dla was.

Więc póki można było, żeście korzystali:
nadmiernie, do rozpuku, całymi ciałami.

I krzyczeliście w gniewie, że to tylko litość,
a myśmy, głuche, brały to za trudną miłość.

Lecz wy wiecie, jak kopać nas, kiedy leżymy,
jak robić, żeby nam się otwierały żyły,

i umieliście tak nas sobie przysposobić,
że ani od was uciec, ani w was się schronić.

                                      27 X – 9 XI 2006

 


KASIA SENDECKA

Kiedyś na pewno była ładna. Jak łozina
w noc letnią. Bo to nawet jeszcze widać: ta twarz,
jej wyraziste rysy, włosy, zamaszystość
warg gibkich, jak też ciętych na plasterki mowy.

Kiedyś na pewno była ładna. Może jeszcze
siedem lat temu budziła zachwyt foremną
figurą, idealnie połączoną z kostką
wyważonej inteligencji skrytej w mózgu.

Kiedyś musiała być ładna. I te jej oczy.
I dziecko. Tak, bo ona ma córeczkę, której
jej zazdroszczę. Ona, kiedy się poznałyśmy,

powiedziała mi, że jej mąż jest poetą. Oj,
biedna dziewczyna - pomyślałam sobie wtedy. -
Co innego, gdyby był finansistą - i żal

mi się jej... Ojej...

                                        3/4 VIII 2005

 

PRZY

A sklepy zamykane są przed osiemnastą,
za pięć, za dziesięć, czasem nawet za piętnaście,
dziewczyny drzwi ryglują i pędzą. Przez miasto
jedzie autobus, biegnie dziewczyna, na stację

wjeżdża pociąg Kolei Mazowieckich. Obok
postój taksówek, przejście dla pieszych i parking,
Księżyc przykryty ciemnią zwisającą stromo
nad Rynkiem, skwer, dwa rzędy stylowych latarni.

Dokąd wy tak pędzicie, dziewczyny, o zmierzchu
tupiecie chodnikami, byle prędzej. Wasze
myśli włożone w nogi jak amen w pacierzu
bujają już przy mężach, oddanych na zawsze,

a jeśli nie przy mężach, to przy dżentelmenach
znających się na rzeczy lepiej niż ktokolwiek,
wtedy zapominacie o zamkniętych sklepach
aż do jutra i, mając świat głęboko w oknie

podmiejskiego pociągu albo autobusu,
znikacie za zakrętem. A sklepy czekają,
przyczajone w pierzejach, pełne dóbr i usług,
i manekinów, które nic nie widzą. Płaczą.

                              7 X 2009 – 18 I 2010

 



***

Sobota, pół do siódmej rano, wolne. Można
dłużej pospać, powiercić się w łóżku, powzdychać.
Można, gdyby nie drobiazg, po prostu połowa
tego łóżka jest pusta wciąż. Target: mężczyzna.

Niedospane kobiety wstają, chcąc powstrzymać
dojmujący brak. Windows z wolna uruchamia
procesy, w filiżance stygnie kawa, zwyczaj
jest taki, że każdego dnia z samego rana,

lecz w soboty na luzie, no, i symultana.
Niektóre są od tego już uzależnione,
choćby nie wiem co. Jednak nie ma to jak randka
gdzieś w realu, przy kawie czy w pubie, a potem

rozejść się w szwach i płakać znów do monitora?
I znowu puste łóżko, Windows, noc. I ona?

                                            23 I – 9 II 2010

 

SZCZĘŚCIARZ

Łykasz białe, maleńkie połówki pastylek,
zawsze rano, mniej więcej o tej samej porze,
łykasz i przypominasz sobie tę postyllę

lekarza, to kazanie proste i klarowne
zarazem, bo bez zbędnych słów dotykające
sedna problemu, który ciebie dotknął. Owszem,

wiedząc już, co jest grane, chcesz temu zapobiec,
zawsze to przecież lepiej jakieś plany mieć na
przyszłość i o iks czasu niewiadomą odwlec.

I myślisz, będzie dobrze, niewydolność mięśnia
sercowego czy nerek to nie twoja bajka,
ty masz obrońcę: biała, maleńka i śmieszna

tabletka, zmyślna hostia chemicznego ciała
codziennie po śniadaniu popijana sokiem,
herbatą albo wodą mineralną, działka

niewielka, lecz skuteczna. Najprawdopodobniej
jednak ból i zawroty głowy, zaburzenia
snu i duszności, czasem biegunka lub obrzęk

błon śluzowych czy kończyn, to właśnie ta cena,
którą już będziesz płacił do końca. Szczęściarzu,
u innych mężczyzn może jeszcze impotencja

głos podnosić, małżeństwo malując w pejzaż złud.

                                          20 – 22 X 2008

                                          Mariusz Cezary Kosmala

 

portal LM, kwiecień 2013