Poczta lyteracka LM 4 2006

Kategoria: poczta lyteracka Opublikowano: poniedziałek, 07, grudzień 2009 Drukuj E-mail

Jan Chrzan

 

Dariusz Ż. ze Słupska: „Zastanawiam się czy pisać, bo mam pomysł na taką powieść egzystencjalną. Na wskroś współczesną, jakby obyczajową i z zawiniątkiem kryminalnym. Byłoby to tak, w skrótowcu wielkim. On jest wziętym weterynarzem po pięćdziesiątce, nieśmiałym i pełnym kompleksów. Ma nieudane związki za sobą i w ogóle nieudane życie w społeczeństwie. Ma warsztat dla zwierząt na obrzeżu miasta. Ona jest samotną wdową z pieskiem i przejściami. Wdową dwukrotną, dwukrotnie porzucaną śmiertelnie przez byłych mężów. Jej piesek, marki pudel, suczka zresztą, choruje. Trafia do tego weterynarza. To znaczy ten piesek trafia do tego weterynarza. Oczywiście ta wdowa też. To znaczy stop!, ratlerek trafia tam jako pacjent, a ta wdowa jako osoba towarzysząca. No i ona wpada mu w oko. To znaczy nie ta suczka, tylko wdowa weterynarzowi. Kroi się namiętna miłość w średnim wieku z kocio-psim wątkiem w tle. (…)”
Szanowny Potencjalny Autorze. Wszystko jestem w stanie zrozumieć: intencje, pomysł, stopień komplikacji planowanej powieści, ale – na Boga – cóż to jest „zawiniątko kryminalne”? „Warsztat dla zwierząt”? Co oznacza „nieudane życie w społeczeństwie” Jak rozumieć „dwukrotnie porzuconą śmiertelnie”? Podobnych zagadek językowych i pojęciowych więcej w Pańskim liście.
Lecz pomijając wszystko: nie pomysły oceniamy, a literackie efekty tychże pomysłów.

Elżbieta V.-W. z Londynu pyta czy można nadesłać utwory w innych językach, na przykład zapisane w języku angielskim. Bo trzy czwarte życia spędziła w Wielkiej Brytanii i trudno jej się wyrażać w języku rodzimym.
Pani Elżbieto – w zasadzie wolelibyśmy w języku polskim. Jednak mogą być pisane i po angielsku. Ewentualnie po niemiecku. Lub rosyjsku. Byle nie po chińsku, bo jeszcze zabłądzimy w „krzaczkach”, a sinologa na podorędziu brak.

Sylwester K. z Kołobrzegu nadesłał list elektroniczny, pisząc m. in.: „Czytałem, czytałem, spoko! Koleś mi rzucił na konferencji. (...) Pismo git jest, ujdzie w tłumie. Ale tytuł kiepściasty, no, suchy jakiś. Samych latarni morskich jak gruzu. Jak kamieniem nad morzem nie rzucić, to zaraz latarnia. Może „Latarnia Zakręcona” albo „Latarniowiec Do Przodu”? Jeszcze czas, żebyście zmienili nazwę. No i pomyślcie o orientacji. Może do PO się przyłączycie? Ja dużo mogę. A PiS zaraz się wytenteguje i szukajcie kultury w polu.”
Zatroskany Panie Sebastianie. Tytuł jest, jaki jest. Nie ulegnie zmianie. Gdy o politykę idzie, to mało nas interesują zmieniające się opcje. Chłopcy z piaskownic politycznych mają swoje grabki i wiaderka, a kultura swoje. Jednak grabki i wiaderka kultury jakby z lepszych materiałów wykonane. I odmiennym celom służą. A z załączonych fraszek nie skorzystamy.

Roman M. ze Szczecina. „W nastrój liryczny wpadłem, bo maturę mi zaliczono ekstra (…). A że lubię przyrodę i ptaki, napisałem wierszyk o wróbelku.

Wróbelek
Wróbelek jest mała ptaszyna
Wróbelek istotka niewielka,
On brzydką stonogę pochłania,
lecz nikt nie popiera wróbelka.

Więc wołam: Czyż nikt nie pamięta,
Że wróbelek jest druh nasz szczery?!
Kochajcie wróbelka, dziewczęta,
Kochajcie, do jasnej cholery!”

Maturzysto Romanie – mama nie mówiła, że nieładnie jest kraść? Fakt, że Konstanty I. Gałczyński ten drobny utwór napisał sześćdziesiąt lat temu nie powoduje, iż o nim zapomniano.
Poza tym, nie dość że wiersz ukradziony, to jeszcze tytuł przekręcony. Nie „Wróbelek”, a – jak w oryginale - „O wróbelku” winno być.