Powieść

Kategoria: felietony Opublikowano: wtorek, 04, wrzesień 2012 Drukuj E-mail


Lech M. Jakób
 
 Historia powieści, jako dojrzałego gatunku literackiego, jest krótka – liczy ledwie kilka setek lat (jeśli dzieło Cervantesa o Don Kichocie uznamy za punkt startowy). A jednak narosło i wciąż narasta wokół niej tyle nieporozumień, że bywa stałym przedmiotem ukontentowania. Przynajmniej dla mnie. Gdy śledzę pojawiające się dysputy na temat powieści lub próby nowych jej definicji. Gdy szerzą się apodyktyczne teorie krachu słowa pisanego. Na przykład wciąż rozbawia usiłowanie deprecjacji znaczenia powieściopisarstwa. A wręcz do łez śmieszy wieszczenie końca tego gatunku, w czym celują zwłaszcza kolejne awangardy.

 By serio o tym rozmawiać, nie unikniemy przynajmniej kilku pytań. A pierwszym z nich będzie: czym w ogóle jest powieść? Jakie postulaty winna spełniać? Czy może jest tak, jak sugerował B. Singer, że idzie w gruncie rzeczy wyłącznie o mniej lub bardziej udane zrelacjonowanie określonej historii, która to spełnia oczekiwania odbiorcy?
 Tylko tyle? A co - pójdźmy dalej - z moralnością? Stwierdził onegdaj Hermann Broch, że powieść nie odkrywająca nieznanego dotąd ułamka egzystencji jest niemoralna. Że jedyną moralność powieści stanowi poznanie.
 Z kolei Milan Kundera kładzie nacisk na ducha złożoności tej formy prozy, postrzegając powieściopisarzy jako wielkich penetratorów oryginalnych idei.

 Nie trzeba dużej spostrzegawczości, by dojść do wniosku, że wszystkie z trzech powyższych uwag mogą się dopełnić. I ewolucyjnie się dopełniają.
 Więcej. Trwająca od czasów nowożytnych (czyli od czasów Kartezjusza i Cervantesa) ewolucja powieści, niczym żywioł lawiny – anektuje i przysposabia dla swoich potrzeb inne formy literackie. Będzie też czerpała, jak czyni dotąd, z filozofii, z religii, z psychologii, z historii, z biologii i kosmologii, wypije soki z obserwowanych faktów, doda ostróg kobyle fantazji. Śmiało zatem można rzec, iż powieść jest tworem dynamicznym, wciąż poszukującym. Nic nie jest tu raz na zawsze dane. Co kojarzyć można z naturą rzeczy ludzkich, opartych na niepewności i ruchu: wiecznym przemieszczaniem się w czasie i przestrzeni. Także w czasie i przestrzeni idei.

 Nie wspomniałem dotąd o estetyce powieści, o języku, o typach narracji, o budowie. Nie wspominałem, gdyż są to dla obecnych rozważań sprawy drugorzędne. Natomiast niezaprzeczalnym faktem jest, iż wizje „wirtualnych” światów Cervantesa, Prousta, Joyce'a, Kafki, Flauberta, Manna, Musila, Haska, Tołstoja czy Gombrowicza wydają się paradoksalnie różne, wręcz nieprzystające. Lecz to tylko kolejny dowód żywotnej wielopostaciowości omawianej formy prozatorskiej. Gdzie intelekt miesza się z emocją i bajdurzeniem, woda wiedzy z ogniem wyobraźni, a sacrum z profanum.

 Jeszcze inaczej i kierując uwagę na ogólniejszy poziom. Powieść nie tyle identyfikuje nas  ze światem (choć bywa, że tak – w prostym wymiarze), co raczej pozwala na dociekanie jak możemy funkcjonować zachowując swoje „ja”. W tym kontekście powieść staje się szczególnego rodzaju narzędziem rozpoznawania rzeczywistości. Narzędziem albo i orężem umożliwiającym wewnętrzny podbój.
 Wreszcie dochodzi do niepokojów fundamentalnych, między innymi takiego: czy jest, czy istnieje coś, co nas, ludzi, uprawomocnia do stawiania pytań o byt? Czym jesteśmy nie tylko dla samych siebie, ale i dla tych, którzy być może obserwują nas z zewnątrz? Jakich wreszcie relacji spodziewać się należy (jeśli w ogóle) między rzeczywistością wykreowaną a światem realnym – i jak wpłynąć to może na nasze ego?
 Oczywiście, wyżej przytoczone pytania kryje w powieści płaszcz fabuły. I nigdy w dobrze napisanej nie wynikną wprost. Podobnie jak nigdy od razu nie da się dostrzec drugiego (lub trzeciego) dna.
 A bez pożądanej złożoności, obiecującej duchową przygodę, dzieło powieściowe będzie tylko prozatorską grzechotką.

 Reasumując. Nie widzę ani wielokrotnie przepowiadanego schyłku, ani – tym bardziej - śmierci powieści. A jeśli już ma nastąpić, to razem z kulturą, która ją stworzyła. Co możliwe jest chyba tylko z kresem cywilizacji, w ramach której istniejemy.

Lech M. Jakób


Felieton pochodzi z przygotowywanej do druku książki „Poradnik grafomana”, która wkrótce ukaże się nakładem Wydawnictwa FORMA