Wielka literatura

Kategoria: felietony Utworzono: niedziela, 11, grudzień 2016 Opublikowano: niedziela, 11, grudzień 2016 Drukuj E-mail


Marian L. Bednarek

Poszedłem za szopę po kawałek drewna do pieca, a znalazłem po drodze orzechy włoskie, już bez skórki leżały między liśćmi świecąc. Pomyślałem, że to wielka literatura, znaleźć takie orzechy świecące i grzebać w tych liściach zaciekawionymi jak dzieci paluchami. Wkrótce spostrzegłem też poziomki, jeszcze żywe i czerwone, choć już był półmartwy październik. Skosztowałem. Tak mnie wciągnęły, że zapomniałem o drewnie do kominka. Może znacznie większą literaturą byłoby właśnie w ogóle o tym nie pisać?  Ale ja nie jestem wielkim pisarzem, więc mnie pokusiło, by skrobnąć coś o tym.

W końcu Orzechy i Poziomki to dwa główne filary Łuku Tryumfalnego  (może tylko mojego?) , pod którym codziennie przechodzę jako ludzkość i prykam ze strachu.

Oficjalnie mówi się, że przechodzimy pod znacznie szlachetniejszym łukiem, łukiem z kamienia, bardziej artystycznym i tryumfalnym, patetycznym, pełni dumy, pychy, postępu, wolności, siły i innych wzniosłych uczuć, ale tak naprawdę przechodzimy pod nim prykając ze strachu, co ma akurat mało wspólnego z wyrafinowaną prostotą Orzechów i Poziomek. Łuk zbudowany na tych filarach wydał mi się bardziej sympatyczny i przekonujący, po prostu.

Wziąłem klocek i poszedłem tam skąd przyszedłem, ale już nie do przeszłości, bo jej już nie było, ani do przyszłości, bo jedyną przyszłością była otaczająca mnie jesień. Glina z której mnie ulepiono w przeszłości była teraz bardzo smutna i nasączona, jak zauważyłem w przepływającej rzece cywilizacji, toksycznymi właściwościami Apokalipsy, skrótowo rzecz ujmując. Więc taki nadwątlony tym wszystkim i przygnieciony, poszedłem  do  tego mojego kołopiecka, gdzie codziennie obserwuję własną fermentację i jej wyziewy podkoloryzowane tak zwaną sztuką. Nie chciałbym być jednak gliną zmieszaną z gównem, jak makabrycznie podsumował wielkość człowieka ostatnich 5 wieków w Polsce Henryk Bereza, pod koniec swego życia ( „eleWator” nr 17, 2016 ). I w sumie to imponujące, musze przyznać, że ja z gliny i z gówna wymieszany według ostrej krytyki tego zasłużonego pisarza, wracam do domu pod Łukiem Tryumfalnym z Orzechów i Poziomek.

Niestety, to szczęście nie trwało zbyt długo. Nagle dzwonek u drzwi. Otwieram. – Szambo do opróżnienia, tu było zamówione? - zapytał ponury facet w berecie.  – Tak, odpowiedziałem. Spojrzał na mnie jak na gówno i poszedł montować rurę. Faktycznie spojrzał na mnie jak na gówno, tak to odczułem  i również zobaczyłem w nim samo gówno. Dwa gówna jak się spotkają, to doprawdy umykają człowiekowi  wszystkie  horyzonty. Nie wiedziałem że ten wymiar egzystencji tak bardzo jeszcze może zaskoczyć. Czy to jest kara za to, że nie jesteśmy wierni samemu sobie?

Marian L. Bednarek

 

Przeczytaj też inne utwory M. L. Bednarka w działach „felietony” i "proza", a także recenzje jego książek – zbioru próz Sianoskręt (2012) – pióra Agnieszki Narloch oraz tomu wierszy Rozmowa z ptakiem (2014) – pióra Jolanty Szwarc