Pokora douczona

Kategoria: felietony Utworzono: poniedziałek, 01, czerwiec 2015 Opublikowano: poniedziałek, 01, czerwiec 2015 Drukuj E-mail


Magdalena Tarasiuk

Pokorę trzeba mieć, a przynajmniej warto.

I dobre towarzystwo. Marzyłam, by latem wyjechać do samotni. Nie zdawałam sobie sprawy, jak stadne ze mnie zwierzę. Popiszę, marzyłam, nareszcie uporządkuję ten cholerny bałagan myśli, tematów, pomysłów. Jeśli gadać, to tylko z sobą – na głos, bo to systematyzuje myśli. Gadanie do siebie na głos w domu pełnym ludzi prowokuje dyskusję, burzliwą i, bynajmniej, nie z sobą.

W działkowej samotni towarzyszył mi pies – było z kim pogadać o życiu, pies dawał jednoznaczne sygnały behawioralne: jeść, spać, siku, oraz inne, nazwałabym je metafizycznymi – „rzuć mi piłkę, a ja ci za chwilę pozwolę napisać jeden rozdział”.

Nasze współżycie wakacyjne byłoby bez zarzutu, gdybym nie musiała schylić się do psiej michy w celu dosypania suchej karmy. I zsunął mi się dysk. W kręgosłupie. Złamać go miałam dopiero za dwa miesiące.

Gdybym posiadała odrobinę pokory, nie pojechałabym samotnie na ten cholerny przedłużony weekend. Nie zachłysnęłam się wolnością, czekałam niecierpliwie na przyjazd najbliższych i to nie było twórcze czekanie. Starałam się dotrwać.

Potem było tylko gorzej, bo spotkałam się z wiadomym schodkiem. Ale ta lekcja pokory na pewno się przyda.

Trzydzieści siedem lat wcześniej brak pokory miał zaważyć na całym moim życiu. Bo kto po klasie biologiczno-chemicznej zdaje na italianistykę? Nie mając w ogóle pojęcia o języku włoskim (który ma być za chwilę językiem wykładowym), poza tym, że śpiewnie brzmi i pisownia nie jest daleka od fonetyki. To nie wystarczyło, żeby dostać się na wydział filologiczny Uniwersytetu Warszawskiego.

Natomiast nie zaszkodziło w studiowaniu handlu zagranicznego w szkole pomaturalnej z językiem francuskim i rosyjskim. Skończyłam handel zagraniczny. I skończył się handel zagraniczny. Zaczął się handel indywidualny z zagranicą. A tu wykształcenie tak naprawdę nie miało znaczenia, bardziej brak lub posiadanie pokory w optymalnej dawce.

W czasie pamiętnego egzaminu na italianistykę weszła za mną na salę moja imienniczka – Pokorówna, przez przypadek córka znanego aktora.

Ja, Okoniówna, stanęłam okoniem. Ona znalazła się na liście przyjętych. Dobrze mieć w sobie dość pokory!

*

Pokora w optymalnej proporcji mogłaby mnie ustrzec przed kompromitacją. Byłam tak pewna „Mojego” (wyboru), że uwierzyłam w sugestywne zachowania i swoistą mowę ciała ulubionego dziennikarza z ulubionej stacji informacyjnej Telewizji Polskiej. Nie ustrzegła.

Muszę ją przećwiczyć! Mam na to pięć lat.

Magdalena Tarasiuk

 

 

Przeczytaj też opowiadania M. Tarasiuk w dziale „proza”, a także omówienia jej książek prozatorskich Tara (2011) autorstwa Wandy Skalskiej oraz I nie mów do mnie Dżordżyk (2014) autorstwa Jolanty Szwarc (dział „port literacki”)