Najważniejsza litera świata

Kategoria: felietony Utworzono: środa, 30, październik 2013 Opublikowano: środa, 30, październik 2013 Drukuj E-mail


Wojciech Czaplewski

0.

Najważniejsza litera świata to litera „B”. I to wcale nie dlatego, że na „B” zaczyna się Byt, Bankowość, Bojaźń Boża i Bruksela. Najważniejsza litera świata to litera „B”, bo z niej właśnie Jahwe niebo i ziemię zrobił. Na pamiątkę tamtego Wydarzenia od niej właśnie rozpoczął Księgę Rodzaju. Od słowa „Bereszit”. A „Bereszit” znaczy po hebrajsku „Na początku”.

1.

Na początku zdziwienie było. Brwi wzniosły się z dolnego na górny margines czoła. Ta cenna umiejętność jest warunkiem możliwości filozofowania, o czym wiadomo było już przed Arystotelesem.

Dziwienie się samo w sobie jeszcze myśleniem nie jest, tekstu nie tworzy, co najwyżej krótkie okrągłe „o!”. Ale bez uprzedniego zdziwienia nie powstanie ważne pytanie, mądra myśl, twórcze słowo ani piękny wiersz.

Trzeba się uczyć od dzieci, uczyć się dziwić. Że słońce świeci. Że ludzie są dobrzy. Że ludzie są źli. Że raczej jest coś niż nic.

2.

Na początku był chaos, powiedzieli Grecy („zatem najpierwej powstał Chaos” – tak w Hezjodowej „Teogonii” czytamy). Nerwowe turbulencje mętnej zawiesiny w wieloskładnikowej gęstej cieczy. Ciemność zmiksowana ze światłością, duch z materią, Legia z Wisłą. A potem chaos się skończył i nastał ład? Żadną miarą!

Czy to nie zdumiewające, że odstępy między wybuchami supernowych opisuje ta sama matematyka, co interwały czkawki? A wykresy wahań populacji biedronek lądujących w lipcu na kołobrzeskiej plaży wyglądają tak samo jak wzrosty i spadki notowań lewicy. Liczba plam na słońcu cechuje się tą samą nieregularnością, co fluktuacje cen śledzi na japońskiej giełdzie.

Matematycy mówią na to: chaos zdeterminowany. Nerwowe turbulencje mętnej zawiesiny w wieloskładnikowej gęstej cieczy. Najcelniejszy obraz świata.

3.

Na początku jest „ja”. „Ja”, które dominuje, rządzi i zwycięża w tej naszej narcystycznej cywilizacji. A wszystko przez filozofię.

Czterysta lat temu jeden Francuz odbył intelektualną wyprawę w poszukiwaniu czegoś, czego mógłby być pewien. Zostawiwszy za plecami wszystkie niepewne przypuszczenia, przekonania i mniemania, dotarł na koniec do niewzruszonego fundamentu pewności, do tego swojego „myślę więc jestem”. Podróż okazała się powrotem, koniec – początkiem.

Ale czym jest owe fundamentalne „ja”? Rzeczą myślącą, podmiotem zdolnym powiedzieć „jestem”? A cóż to za jestestwo, co bez żadnej pomocy, ani wiedzy o czymkolwiek, potrafi pomyśleć „jestem”?

Bóg jeden raczy wiedzieć.

4.

Na początku jest spotkanie. Bo czyż może zdarzyć się coś bardziej początkowego niż poczęcie? A czyż poczęcie nie jest najintymniejszym sensem najintensywniejszej formy spotkania?

Francuski (na tyle, na ile Żyd z Kowna może być francuski) filozof Emmanuel Lévinas pozwala mniemać, że w dobrym spotkaniu „ja” znika w „ty”, bo dobre spotkanie to akt miłości, ofiary i odpowiedzialności za Innego. A francuski (ale to zupełnie francuski) filozof Emmanuel Mounier mówi, że podczas spotkania „ja” przegląda się w „ty”, siebie w Innym odkrywa. Dzięki spotkaniu dowiaduję się, że jestem.

A znowuż francuski filozof (już niestety nie Emmanuel) Jean Paul Sartre spotykać się nie lubi, bo „ty” to zawada dla „ja”, Inny to piekło. Stwarzamy się nawzajem w tym spotkaniu, gęby nawzajem przyprawiamy, wolność zabieramy, już lepiej nic nie poczynać, w tej nicości lepiej zostać.

Ech, ci Francuzi.

5.

Na początku jest Słowo. Nawet pomijając to osobowe znaczenie owego przedwiecznego Logosu, o którym u świętego Jana czytamy (bo Jan po grecku pisał), i tak coś ważnego w tym dostrzec trzeba, coś, co do myślenia nam daje.

Słowo z dwóch elementów jest zrobione, jak człowiek z duszy i ciała. Ciałem Słowa jest dźwięk, a duszą – sens, inaczej znaczeniem zwany. Lecz dźwięk to akustyczna fala, drżenie powietrza – więc nie może być na początku, bo jeszcze wcześniej musiałoby być to powietrze, co drży.

Wnioski z tego dwa płyną: naprzód że na początku jest sens i że życie bardziej go ma niż to by wydawać się mogło, po wtóre zaś że najpierw jest duch, a potem dopiero materia.

Czego i Państwu życzę.

Wojciech Czaplewski

 

 

Tekst pochodzi z tomu esejów filozoficzno-literackich Pochwała niezrozumiałości, który ukaże się nakładem Wydawnictwa KAMERA na przełomie listopada i grudnia 2013 r.