Słoń

Kategoria: felietony Utworzono: wtorek, 09, kwiecień 2013 Opublikowano: wtorek, 09, kwiecień 2013 Drukuj E-mail


Lech M. Jakób

Co o nich wiemy? Słoniowate (Elephantidae) należą do rodziny ssaków z rzędu trąbowców. W kłębie osiągają do 4 metrów, ważą do 5 ton. Żyją do 80 lat. Roślinożerne. Potrafią przebyć do 100 kilometrów na dobę; dobrze wspinają się po górach i nieźle pływają.
Dalej to już mity, bajki i duby smalone.

W Azji słoń uważany jest za alegorię mądrości, władzy i pokoju. W Indiach i Tybecie słoń dźwiga cały wszechświat. Ponoć Budda przed swoim narodzeniem wszedł - jako biały słoń właśnie - w łono swej matki, księżniczki Maji. W Afryce słonia czci się jako symbol siły i długiego życia.
Wysoko cenił inteligencję tych zwierząt Arystoteles. Zaś u starożytnych Greków panowało przeświadczenie, iż oddech słonia potrafi leczyć choroby. Że troszczą się wzajemnie o siebie, a w przypadku zranienia, trąbami nakładają glinę na rany.
Rzymski pisarz Pliniusz podtrzymywał nawet, że gdy umiera członek stada, pozostałe - w szlachetnej żałobie - głaszczą go trąbami i przykrywają ziemią, chowając na specjalnych cmentarzach.

Również w rodzimym piśmiennictwie sporo znajdziemy o tym stworzeniu. Skrobał coś Sławomir Mrożek, strofy o zapominalskim słoniu są u Juliana Tuwima, a popularny niegdyś zespół „Czerwone Gitary” w jednej z piosenek wsadził słonia na drzewo. Przykłady można mnożyć.
Jednak infantylne kawałki o słoniu zawiązującym trąbę w supeł (i tym podobne) tylko zaciemniają obraz. Bowiem prawda o słoniach niewiele ma wspólnego z liryzmem; przeciwnie - jest wręcz brutalna.  Powiedzmy sobie jasno: największe z żyjących ssaków lądowych są jednocześnie największymi szkodnikami.

Na przykład ewidentnym fałszem jest mówienie o mądrości tych zwierząt. Słonie bywają co najwyżej pamiętliwe i złośliwe. Straszliwie cuchną. Lubią tarzać się w błocie. Ich pomarszczona skóra jest siedliskiem rozmaitych insektów.
Nie tylko niszczą przyrodę, łamiąc drzewa i zadeptując trawy. Ogromnymi stopami rozgniatają tysiące stworzeń drobniejszych. Powszechnie znane są też przypadki, gdy w morderczym amoku tratowały całe wioski - łącznie z ich mieszkańcami. Bo uwielbiają się „upijać” fermentującymi owocami.
Grubym przesądem jest twierdzenie, że ze słoni najlepsza jest słonina. Mięso słonia też jest trujące. Skóra nie nadaje się do niczego. Jedynie z kłów mamy jaki taki pożytek. Ale nikły wobec strat innych.

Dalej. Słonie przyczyniają się do trzęsień ziemi. Biegnące stado wprawia podłoże w rezonans - amplitudy drgań nakładają się i kolejna tragedia gotowa.
Jeszcze dalej. Toksyczne odchody słoni palą wszystko, co żywe. W miejscach dotkniętych odchodami nic nigdy już nie wyrośnie. To główny powód pustynnienia obszarów zajętych przez słonie. Oprócz tego, że - pijąc nad miarę - systematycznie osuszają naturalne zbiorniki wodne.
Zaś najnowsze badania naukowe dowodzą, iż wydzielane przez te stworzenia gazy biologiczne powiększają dziury ozonowe.

Również pod względem estetycznym słoń to nic ciekawego. Nieforemna, zwalista bryła; łopianowate uszy, karykaturalne kły, ogon prawie jak u świni, no i ta ruchliwa część ciała, zwisająca z głowy - niczym przerośnięta glista. Obrzydliwość.
Reasumując: słoń jest pomyłką natury, a dla nas nieszczęściem. Same biedy wynikają z istnienia słoni.
Jak temu zaradzić? Radykalny sposób jest tylko jeden: eksterminacja. I nie baczmy na larum mięczaków z Towarzystwa Przyjaciół Słoni.
Gdy zlikwiduje się słonie, być może ocalejemy.

Lech M. Jakób


Felieton pochodzi z przygotowywanej do druku książki „Poradnik grafomana”, która wkrótce ukaże się nakładem Wydawnictwa FORMA