Zaraza i cholera czyli globalizacja

Kategoria: felietony Opublikowano: niedziela, 13, grudzień 2009 Drukuj E-mail

Anatol Ulman

Ze zgrozą, gniewem i złością przeczytałem w prasie rozmowę z Antonio Negrim, byłym rewolucjonistą przed ćwierćwieczem oskarżonym o współpracę z Czerwonymi Brygadami i skazanym na trzydzieści lat mamra, dziś głośnym włoskim filozofem, autorem znaczących w świecie książek. Ten drań twierdzi, że my, Polacy, jesteśmy reakcjonistami! Uosabiacie wszystko, co w reakcjonizmie najistotniejsze – katolicyzm, arystokratyzm, populizm. Łobuz ponadto opluwa nasz obecny ustrój, twierdząc, że Kiedy ktoś przyjeżdża do dawnych krajów socjalistycznych widzi przede wszystkim jedno - kapitalizm złodziei. A i tego mu mało, więc głosi opryszek, że europejskie poszczególne kraje nadal kurczowo trzymają się swej historii, swych przyzwyczajeń, które są bez wyjątku podłe i nędzne. I konkluduje ścierwo: czas skończyć z tym gównem – państwem narodowym. A wszystko dlatego, bo Negri (paskudny włoskojęzyczny komuch, umaczany w krwawym lewackim fundamentalizmie) jest teraz wrednym globalistą!
Gdyby kto zapomniał, co za świństwo ta cała globalizacja, to proszę: Globalizace je termin použivany k popisu změn ve společnosti a ve světové ekonomice, které jsou důsledkem dramatického vzrůstu mezinárodniho obchodu a sbližováni kultur. (Podaję po czesku, by pokazać, czym grozi globalizacja w dziedzinie komizmu).
Procesy globalizacyjne prowadzą nieuchronnie do uniformizacji o wymiarze planetarnym, zwłaszcza że następuje przerażająca homogenizacja (ujednolicanie) kultur.
Globalizacja niszczy (i być może całkowicie kiedyś wyeliminuje) barwny świat wielu cennych obyczajów różnych warstw społecznych oraz narodowości. Ot choćby tak cenny dla antropologów zwyczaj obrzezania niewiast afrykańskich (wyciachiwanie im w dzieciństwie łechtaczek, by jako kobiety nie odczuwały niestosownych przyjemności płciowych podczas obcowania z stękającym z rozkoszy dziarskim Murzynem lub innym chłopem). Być może po wiekach globalizacji muzułmanie i inni czciciele Inteligentnego Projektu niepotrzebnie przyznają swoim kobietom prawo bycia czymś znaczniejszym od oślic i zwyczajnych szmat, a nawet zrównają je w prawach z mężczyznami. Jest też możliwe, że albańscy górale, kiedy chwyci ich w swe szpony globalizacja, zaprzestaną pięknego procederu wystrzeliwania (ulubiony rodzaj tamtejszej wendetty) tych rodzin sąsiadów, które im w czymś zawiniły. Globalizacja może też nieszczęśnie spowodować zanik analfabetyzmu w różnych rejonach globu, a co gorsza wyeliminować prymitywny, ubogi, niepoprawny język przeróżnej dziczy, w tym jej przedstawicieli do parlamentu. Np. przestaną mówić szczelać, ućciwy, wziełem. Zabraknie wówczas argumentu na rzecz posiadania odrębnej narodowości z przyczyny mówienia odmianą dawnej gwary.
Generalnie bowiem globalizacja jest w stanie wykorzenić przeróżne odmiany jakże kolorowej i zabawnej ciemnoty, które się obecnie z troską kultywuje. W tym nawalania się na cepami (globalizacja przemysłowa już zniszczyła bezpowrotnie ten cenny wiejski przyrząd służący także do ręcznych omłotów). Już przecież widać postępujący brak na wsi sztachet tak niezbędnych do rachowania się parobków po tańcach i popijawie w remizach strażackich. Dawne, wygodne urządzenia zastąpiono płotami z metalu oraz betonu, materiałów trudnych do wyrwania w razie niezbędnej potrzeby nauczenia kultury mołojców z sąsiedniego sioła. Ba, z przyczyny postępu globalizacyjnego odczuwa się również brak samych parobków, których prace wykonują obecnie mechaniczne urządzenia albo nikt.
Już tych kilka przykładów dowodzi, jak strasznych spustoszeń dokonuje w kulturze wielu nacji, szczególnie polskiej, przeklęta globalizacja.
Szczególnie niebezpiecznym produktem globalizacji w sferze politycznej może być zaniknięcie tych różnic między narodami, które od tysiącleci dają powody do wzajemnego wyrzynania się, czyli do sprawiedliwych wojen. No bo wyobraźmy sobie ujednolicony świat bez konfliktów – o czym wówczas jazgotać będą wszelkie media?
Na szczęście przeciwdziałają globalizacji makroświata (w tym cocakolonizacji, makdonaldyzacji oraz makdisneyzacji) miłośnicy prostej fundamentami kultury islamskiej, starając się wyrżnąć, a zwłaszcza wybombić, wielbicieli cywilizacyjnych miazmatów Zachodu… Niestety, nie zdają sobie sprawy, że proponują tylko zamianę jednego rodzaju globalizacji na drugą, na którą składa się szariat czyli koraniczne prawo, jedyna słuszna religia, zniszczenie nauki, zbiorowe poniżenie babstwa, zastąpienie wódeczności przez psujące zęby słodycze, itp. Chińczycy w spóle z Koreańczykami północnymi szykują światu konfucjański komunizm, rodzaj globalizacji w oparciu o niekrytykowalną władzę autorytarną (jej posmak znamy z idei jednego wodza w sojuszu z ciemnotą, czy jednego narodowego narodu).
Globalizacja może nas tych bezcennych dóbr pozbawić!


Latarnia Morska 3 (7) 2007