Poetycki debiut Zbigniewa Jankowskiego w świetle jego dalszej twórczości

Kategoria: eseje i szkice Utworzono: sobota, 08, październik 2016 Opublikowano: sobota, 08, październik 2016 Drukuj E-mail


Agnieszka Kołwzan

Zbigniew Jankowski, twórca urodzony w 1931 roku w Bydgoszczy, jest autorem ponad trzydziestu zbiorów poezji, które powstawały nieprzerwanie przez ponad pięćdziesiąt lat. Mimo, że tomiki te wypełniają wiersze o różnorodnej i bogatej tematyce, można wyróżnić w nich powtarzalne motywy, mające swe źródło w debiucie literackim. Dotyk Popiołu (1959), bo o nim mowa, stał się zatem kamieniem węgielnym całej twórczości Z. Jankowskiego, podstawą, na której zbudował swe poetyckie uniwersum. Rzecz jasna, pewne wątki zostają zarzucone, kolejne podlegają znaczącym modyfikacjom, jeszcze inne pojawiają się później. Jednak istnieje pokaźna grupa tematów, z którymi poeta nigdy się nie rozstał. Należą do nich m.in.: rodzina, Bóg, natura i metapoetyckie rozważania.

Dotyk popiołu zawiera kilka wierszy poświęconych rodzinie. Żona, Teresa Ferenc, pojawia się np. w Chwilce lirycznej, będącej refleksją o sile miłości. Podmiot liryczny, przemierzając w deszczu oświetloną aleję, przywołuje echa chwili, w której poznał Teresę, swą przyszłą żonę: „Powiedziałaś: moje imię nie nadaje się do poezji, jestem Teresa i… I odwróciłaś oczy. / A lekki wietrzyk przez zwiewne złoto latarń przesiewał migotliwe ziarno chmur. / I była w tym wszystkim właśnie poezja” [1].

Także i Poranek Sokratesa ukazuje szczęście podmiotu lirycznego, którego żona obdarza pocałunkiem przed wyjściem do pracy. Z kolei Łyżwiarka, wiersz poświęcony córce Ani, zawiera w sobie duży ładunek czułości. Utwór bowiem ukazuje tańczącą na lodzie dziewczynkę, której jazda pełna dziecięcej energii i radości staje się dowodem na to, że poezję można znaleźć wszędzie, trzeba tylko umieć ją dostrzec („Skoczna sprężynka, wibracja stu sprężystych śmigieł” [2]).

Obraz rodziny ukazanej tu jako źródło prawdziwego szczęścia i opoka zostaje konsekwentnie powielany w kolejnych zbiorach poetyckich Z. Jankowskiego. Obok utworów: ***Rozkołysałaś morze, *** Twoje dłonie (Rozmowa z ogniem, 1965), czy O żonie (Psałterz bałtycki, 1974), w których podmiot liryczny wyznaje, że miłość żony odczuwalna każdego dnia była stałym bodźcem do rozwoju duchowego, a przede wszystkim pozwoliła poznać morze jako źródło metafizycznych refleksji, znajdują się także wiersze poświęcone wspólnemu starzeniu się i dojrzałej miłości np. Erotyk pod siedemdziesiątkę (Wielkie tło, 2001), Erotyk na starość (Zaraz przyjdzie, 2011). Co ciekawe, w żadnym z przywołanych wierszy podmiot nie wraca do wspomnień z młodości, nostalgia jest mu obca, mając u swego boku żonę, czuje się szczęśliwy tu i teraz. Jednym z najciekawszych wierszy poświęconych Teresie jest Danse vital z tomu Zaraz przyjdzie (2011). Podmiot liryczny obiecuje w nim żonie, że powstrzyma nadchodzącą śmierć:
„Nie bój się, nie pozwolę ci umrzeć / Zabłagam, zamęczę / twoją śmierć. / Nie doznała jeszcze / takiego przyjęcia, nie dostała / takiej garści życia w oczy” [3].
Pokaże śmierci wyjątkowe, bo pełne tragicznych zdarzeń, cierpienia, ale też i miłości, wiary, radości życie ukochanej. Wobec tak bogatej w doświadczenia egzystencji śmierć będzie musiała pokornie odejść. Jej danse macabre zamieni się w danse vital, czyli taniec stanowiący apoteozę życia. Wiersz ujawnia nie tylko lęk samej jego bohaterki przed śmiercią, ale też strach podmiotu lirycznego przed utratą najbliższej mu osoby. To przejmujący wyraz głębokiej miłości i szczerego przywiązania do żony.

Poza żoną i córkami w poezji Z. Jankowskiego pojawiają się także rodzice. Np. w tomie Żywioł wszelki (1978) znajduje się cykl czterech wierszy opatrzony tytułem Spotkanie z matką, który mówi o metaforycznym powrocie do matki, do tego wszystkiego, co ofiarowywała mu od momentu jego narodzin do chwili swej śmierci. Ojcu natomiast poświęca poeta sześciowierszowy cykl znajdujący się w tym samym tomie nazwany paralelnie Spotkanie z ojcem. Naznaczony jest cierpieniem i rozpaczą podmiotu lirycznego, który żałuje, że nie był przy śmierci ojca. Odczuwa ból i samotność umierającego:
„Ojcze bez mojej ręki na czole, / bez twarzy otartej moim uśmiechem, / bez pocieszającego kłamstwa na drogę” [4].
Oczywiście to nie jedyne świadectwa pamięci o rodzicach, jakie spisał Z. Jankowski; na kartach tomów jego poezji pojawiają się wielokrotnie. Jednak te dwa swą poruszającą otwartością szczególnie przykuwają uwagę.

Za podsumowanie przemyśleń autora Dotyku popiołu na temat rodziny niech posłuży wiersz Dom z tomu Żywioł wszelki. Podmiot liryczny rozważa bowiem w nim, na czym polega dojrzałość domu, rozumiana jako zdolność do tworzenia ogniska domowego. Dom ma być otwarty jak morski ptak nad skalną przepaścią, ma roztaczać wokół siebie aurę miłości, „rozdając się po drodze” [5], a wreszcie „[…] jak mewa/ osiąść w dowolnym miejscu oceanu” [6], ma być azylem, miejscem, w którym rodzina może się zakorzenić. Dojrzały, czyli w pełni wykształcony dom, istnieje nie wtedy, gdy ma ściany, dach i drzwi, ale wtedy, gdy przepełniony jest miłością, a drzwi są zawsze dla wszystkich otwarte.

Kolejnym lejtmotywem poezji Z. Jankowskiego jest Bóg. Myliłby się jednak ten, kto sądzi, że Stwórca pojawił się w jego twórczości dopiero po nawróceniu. Wręcz przeciwnie – Dotyk popiołu zawiera dwa wiersze będące świadectwem religijnych poszukiwań. W obu Bóg jawi się nie jako uosobienie nieskończonej miłości, lecz słabości, której konsekwencją staje się ludzka tragedia. Żadna z tych miniatur nie podważa istnienia Wszechmogącego, poddają natomiast w wątpliwość Boską doskonałość. W Post factum Ziemia jest kulą przytwierdzoną więziennym łańcuchem do nóg Stwórcy. On sam jawi się więc jako więzień ubrany, co ciekawe, w pasiak z wyblakłych tęcz. Jego dłonie spływają krwią – eufemistycznie nazwaną „czerwienią zachodu”, zaś na jego twarzy rysuje się obłąkanie. Czuje się winny ludzkich zbrodni, i dodajmy – wojennej hekatomby. Jak zrozpaczony skazaniec dostrzegający swoją winę powtarza: „Co moje ręce zrobiły… co moje ręce…” [7]. Obraz Boga nieczułego powtarza się w Modlitwie do Chrystusa, gdzie Bóg zostaje ukazany jako demiurg, w którego mocy nie leży okazywanie miłosierdzia. Kolekcjonuje bowiem dusze nakłuwane w piekle na szpilki. Ewidentnie skontrastowano tu wizerunek wszechmogącego Boga, „przed którym sam szatan pierzcha” [8] z rzeczywistością, w której nie potrafi On zniwelować choćby dziecięcych nocnych lęków.
Taka postawa podmiotu lirycznego wynika przypuszczalnie z jego niezgody na zło, którego był mimowolnym świadkiem. Dodam, że spotkał je w najczystszej postaci –  Z. Jankowski dorastał bowiem w czasie drugiej wojny światowej, naocznie poznał jej okrutną naturę, ożenił się z kobietą, która jako jedna z nielicznych przeżyła spalenie rodzinnej wsi Sochy przez hitlerowców w 1943 r.

Wraz z upływem czasu zmieniał się jednak jego stosunek do Boga. W licznych wierszach z późniejszych tomików jak: Argument, Teilhard – miłość przestrzenna, (Ciążenie morza, 1970), W słonecznej przystani (Wiązanie tratwy, 1976), Powołanie Jonasza (Spokojnie, wodo, 1991), Ale ja Cię wskrzeszę (Powiedz, Rabbi, 1999), Oczekiwanie (Odpływ. Sztuka ubywania, 2005), Modlitwa ze śmiercią (Przypływ. Jednanie, 2009) można zobaczyć, jak podmiot liryczny przechodzi metamorfozę – z postawy jawnej kontestacji – do postawy pełnej zawierzenia i pokory. Miłość do Boga wyraża się jednak w nieustannym pokonywaniu własnych ułomności, w stałych odejściach i powrotach, w zwątpieniu, które nie zaprzecza istnieniu Stwórcy, ale jest ciągłym Jego poszukiwaniem:
„Oto mój kościół, w którym / nawet posadzka nie jest pewna, / stopnie ołtarza jak skrzydła ptaków / zanurzają się czy wznoszą? / Oto mój kościół, im bardziej chwiejny, / tym bliższy prawdy” [9].
Podmiot liryczny postrzega siebie jako nieustannie błądzącego syna marnotrawnego, oczekiwanego przez cierpliwego, miłosiernego i wyrozumiałego Boga [10]. Z drugiej strony, wyznaje, że trzeba lat, aby pojąć istotę i dostrzec wielkość Bożej miłości. Z perspektywy czasu zauważa, że nawet utwory będące wyznaniem niewiary, jak te z Dotyku popiołu, zawierają podświadome znaki poszukiwania Boga. Dlatego w wierszu Twoje ślady dziękuje Stwórcy za prowadzenie po krętych ścieżkach życia: „Dzięki,/ że gdy stąpałem omackiem,/ Ty drogę mi kładłeś pod nogi” [11]. Pomimo odejść i powrotów podmiot liryczny nie zatracił wiary: „Teraz wracam tą drogą/ i do ust przybliżam/ Twoje ślady na wodzie” [12].

To tylko wyimki z całej, bogatej, przesyconej poszukiwaniem Boga twórczości Z. Jankowskiego. Tak naprawdę w późniejszych tomikach niewiele jest wierszy o innej tematyce, każdy z nich to doskonałe poetycko świadectwo odnalezienia wiary, jak słowa  z wiersza Ciało i fale: „Nareszcie domarłem/ do mojego Boga na krzyżu” [13].
Niejednokrotnie w wierszach sopockiego poety refleksja religijna łączy się z rozważaniami o naturze. Sama zaś przyroda, jako temat, pojawiła się już w debiucie. Flora i fauna funkcjonuje w kontekście filozofii franciszkańskiej. Przykładowo w Granicy dobroczynności podmiot liryczny ironicznie opowiada o efemerycznym i powierzchownym humanitaryzmie ludzi, wyrzucających kocięta z powodu pcheł, w Kwiecie – personifikując miłka (wiosenny kwiat) pokazuje jego cierpienie spowodowane zerwaniem. W postać miłka wpisana jest kwiatowa symbolika, zatem morderstwo dokonane na roślinie staje się równoznaczne z uśmierceniem piękna.

Kolejne zbiory poezji stanowią kontynuację myślenia o przyrodzie w kategoriach braterstwa z nią. Drugi z kolei tom miniatur lirycznych, Wejście w las, wydany w 1964 r., koncentruje się na opisywaniu doświadczeń zdobytych poprzez zetknięcie się z lasem i jego mieszkańcami. Przykładowo w wierszu Komary, w którym podmiot liryczny, wyznaje, że pozbawił życia owada tylko ze względu na jego rozmiar, kryje się ważna refleksja o istocie wojen prowadzonych z dystansu: „Teraz wiem, jak można zabijać z odległości lądów, chmur lub z oczami przesłoniętymi nocą” [14].

Wraz z odkryciem morza jako źródła inspiracji na kartach poezji Z. Jankowskiego zagościło mnóstwo morskich zwierząt, a przede wszystkim ryby i ptaki. O współodczuwaniu cierpienia z rybami opowiada m.in. wiersz Nad lastą [15]. Podmiot liryczny zastanawia się nad tym, co może łączyć istotę ludzką z istotą pozbawioną świadomości poza samym faktem życia. Z pewnością swego rodzaju spoiwem jest łańcuch pokarmowy, który pozwala człowiekowi zabijać ryby, choć dla podmiotu lirycznego, mimo nieuchronności losu, morderstwo jest zawsze okrutne. Z kolei mewę jako symbol dwoistej natury człowieka przedstawia wiersz Skrzydła, który nawiązuje do filozofii św. Tomasza z Akwinu, zaś w szczególności do pojęcia „drabiny bytów”. Dualizm istoty ludzkiej ewokuje metafora mewy, która, zmagając się z porywami wiatru, balansuje między niebem a ziemią:
„Oto mewa sztormująca nieruchomo, /  jakby wsunęła skrzydła / pomiędzy niewidzialne warstwy, / jakby w środku wiatru / znalazła / swoje jedyne miejsce, / ten w sztormie otwór / na głuche pozostanie” [16].

Samo morze, jako jeden z żywiołów pasjonujących sopockiego poetę, jest tematem nie tylko wielu wierszy, ale i materią do tworzenia wieloznacznych i metaforycznych tytułów poszczególnych tomików poezji, począwszy od Ciążenia morza (1970), przez Wysokie łowisko (1972), I gdyby wszystkie żagle (1973), Psałterz bałtycki (1974), Wiązanie tratwy (1976), Ostrzeżenie przed lądem (1977), Zanurzenie (1980), Żegluga (1983), Falochrony (1987), Pełne morze (1987), Spokojnie, wodo (1991), Port macierzysty (1995), Morze przybywa z daleka (1997), Ciernie wody (2003), Odpływ. Sztuka ubywania (2005), Biały delfin (2009) aż po Przypływ. Jednanie (2009).

Wraz z pierwszym marynistycznym zbiorkiem rozpoczyna się nowy etap w twórczości Z. Jankowskiego. Morze staje się muzą poety, do tego stopnia, że w każdym z wyliczonych powyżej tomików znajdują się krocie morskich wierszy. Nie sposób ich na kartach tego szkicu ani wymienić, ani tym bardziej zinterpretować. Ograniczę się do przedstawienia jednego, charakterystycznego reprezentanta, który zatytułowany został Zaczynam się uczyć morza. Wbrew pozorom nie jest to stricte marynistyczny utwór, morze posłużyło tu bowiem za metaforę życia, a ściślej – życia wśród ludzi:
„Zaczynam się uczyć morza. / Składa się z kropel w tłumie. / Wszystkie mam pojąć / przez jedną, którą jestem, / przez drugą, którą wybrałem, / trzecią i czwartą, którym dałem życie” [17].
Tak jak kroplą w morzu jest podmiot liryczny, tak i są nimi wszystkie napotkane przez niego osoby, w tym, żona i córki. Dzięki relacjom z najbliższymi nadawca wypowiedzi uczy się współistnienia z innymi ludźmi. Nauka życia wykracza także poza doczesność, w przestrzennej modlitwie zawiera się bowiem pragnienie wieczności, metaforycznie określone „wielką wodą” [18].

Zauważmy, że początkowe rozumienie przyrody, której w debiutanckim zbiorze miniatur lirycznych egzemplifikacją stają się kwiat i zwierzę, z każdym kolejnym tomikiem nabiera nowych wymiarów. Z natury wąsko pojmowanej jako zbiór przedstawicieli flory i fauny przechodzi Z. Jankowski do przyrody postrzeganej jako siedlisko żywiołów. Co więcej, jednemu z nich – morzu nadaje wymiar metafizyczny.

Czwartym wątkiem, zainicjowanym w Dotyku popiołu, a kontynuowanym w całej twórczości Z. Jankowskiego są rozważania metapoetyckie. O tym, jak istotna jest to dla pisarza kwestia, świadczy fakt, że pierwszy wiersz debiutanckiego tomiku poświęcony jest właśnie samej poezji. O sobie stanowi literackie credo poety. Co ciekawe, podmiot liryczny wylicza najpierw style uprawiania poezji, do których nie będzie sięgał. Kategorycznie odrzuca imperatyw poezji intelektualnej, manifestującej swą uczoną wyższość, dystansuje się również do prawideł poezji kreacjonistycznej: „Nie należę ani do mędrców brodą wrośniętych w ziemię, ani do poetów, których każdy palec jest gwiaździstą rakietą wyobraźni” [19].
Zauważmy, że obie te poetyki przedstawione w porządku wertykalnym (broda – wrośnięta jest w ziemię, palec – skierowany ku górze), zostają sobie przeciwstawione, konotując oddalenie ich twórców od rzeczywistości, znajdującej się przecież dokładnie pomiędzy dołem a górą. Podmiot liryczny sytuuje siebie i swoją poezję właśnie w strefie „pomiędzy”, wyjaśniając, że jako część tej rzeczywistości, w której przyszło mu być, jest jej utrudzonym skryptorem. Wyłania się tu idea opisywania świata z punktu widzenia jego żywego i odczuwającego uczestnika, który postrzega samego siebie jako drobinę skazaną na istnienie w oceanie egzystencjalnego lęku: „Ja jestem małą, spoconą myszką, nad którą co noc skrzypi stary balkon, małą myszką w środku świata, w panoramie kocich oczu” [20].

Kontynuację takiego sposobu myślenia o liryce, choć nieco zmodyfikowaną, stanowią wiersze z późniejszych tomików. Przykładowo Poetyka otwierająca zbiór Ciążenie morza (1970) stanowi próbę stworzenia definicji poety, który przedstawiony został jako budowniczy przestrzeni:
„Jak garncarz garnki, / stolarz stoły / poeta buduje przestrzenie / Aby stół nie kończył się nagłą krawędzią, / garnek tępym dnem. / Aby w palcach wieczny głód, / w stopach pragnienie skrzydeł / (…) Poeta buduje przestrzenie: / Jesteśmy – mówi –  / równoległą / do nieskończoności” [21].
Poeta jest zatem predestynowany do tworzenia pomostu między światem rzeczywistym a metafizyką. Jego dzieła mają uwznioślać, kierować ludzką myśl ku transcendencji, uświadamiać o duchowej naturze człowieka.

W kolejnych zbiorach Z. Jankowski wygłasza pogląd o niemożności przełożenia prawdy o sobie samym na poezję: „Wiersze powstają z tego,/ co cię łaskawie omija,/ powstają za plecami twojej prawdy” [22]. W utworze Rozmowa z poetą z ostatniego, jak do tej pory, tomu Zaraz przyjdzie (2011) podmiot liryczny tłumaczy młodemu adeptowi sztuki pisania, że każda próba utrwalenia na papierze rzeczywistości jest z góry skazana na porażkę, bo rzeczywistość w całej swej złożoności jest niepochwytna. Istotny jest natomiast proces, jaki się w poecie dokonuje, ważne jest odkrycie swojego wnętrza jako źródła inspiracji i to, jak przekaże to innym: „Liczy się – mówię – do czego/ doszedłeś w sobie,/ czym emanujesz/ twarzą do drugiego,/ teraz, tutaj” [23].

Refleksja metapoetycka Z Jankowskiego posiada też wymiar religijny. Twórca wielokrotnie wyraża pragnienie, aby jego wiersze przenikał Bóg: „Tak pisać,/ abyś przeświecał/ przez piszącą rękę” [24]. Natchnienie rozpatrywane jest w kategoriach Bożej interwencji, to dar, na który należy czekać pokornie i cierpliwie, bo tylko niespłoszony zaowocuje przezroczystą poezją:
„Gdy zaczyna się Wiersz, / odłóż pióro, / opuść po cichu / swoją chciwą rękę. // Niech całe ciało / jak zesłanym płomieniem / zajmie się Wierszem, niech mówi / językami. // Aż zostanie po nim / cichy tekst, / czysty jak proch / w palcach Stwórcy” [25].
Ilość poświęconych pisaniu wierszy świadczy o tym, jak ważny i frapujący jest dla poety sam proces tworzenia. Zagłębiając się w kolejne tego typu utwory, można też zaobserwować, że ich autor, świadomie zrezygnowawszy z pozycji wieszcza, pozostał wierny mottu inicjującemu całą swą poetycką drogę: „To mówi jeden z ludzi zwyczajnych miliona” (Mieczysław Jastrun).

Podsumowując, poetyckie uniwersum Z. Jankowskiego, choć tak różnorodne, zawiera wiele wątków mających swój początek w debiucie. Dotyk popiołu okazał się zatem podwaliną, na której przez ponad pół wieku bazował autor. Tematy takie jak: rodzina, Bóg, natura, metapoetyckie rozważania stały się nieustannie wracającymi motywami. Są na tyle mocno utrwalone, że można by je opatrzyć mianem prywatnych toposów.
Agnieszka Kołwzan

 

-------------------------------------------------------------------

[1] Z. Jankowski, Chwilka liryczna [w:] tegoż, Dotyk popiołu. Miniatury liryczne, Katowice 1959, s. 33.
[2] Tamże, s. 34.
[3] Z. Jankowski, Danse vital [w:] tegoż, Zaraz przyjdzie, Sopot 2011, s. 16.
[4] Tegoż, Boże, mój Boże [w:] tegoż, Biały delfin. Nowy wybór wierszy, Warszawa 2009, s. 117.
[5] Tegoż, Dom [w:] tegoż, Żywioł wszelki. Wiersze wybrane i nowe, Gdańsk 1978, s. 224.
[6] Tamże.
[7] Z. Jankowski, Post factum [w:] Dotyk…, dz. cyt., s. 13.
[8] Tamże, s. 26.
[9] Z. Jankowski, Opoka [w:] Żywioł wszelki…, dz. cyt., s. 57.
[10] Tegoż, Syn marnotrawny [w:] Biały delfin…, dz. cyt., s. 120–121.
[11] Tamże, s. 181.
[12] Tamże, s. 182.
[13] Z. Jankowski, Ciało i fale [w:] tegoż, Zaraz przyjdzie…, dz. cyt., s. 24.
[14] Tegoż, Komar [w:] Wejście w las, Katowice 1964, s. 12.
[15] Z. Jankowski, Nad lastą [w:] tegoż, Żywioł wszelki… , dz. cyt.,  s. 69.
[16] Tamże, s. 113.
[17] Z. Jankowski, Zaczynam się uczyć morza [w:] tegoż, Biały delfin…, dz. cyt., s. 105.
[18] Tamże.
[19] Z. Jankowski, O sobie [w:] Dotyk…, dz. cyt., s. 9.
[20] Tamże.
[21] Tegoż, Poetyka [w:] Żywioł wszelki…, dz. cyt., s. 43.
[22] Tamże, s. 59.
[23] Z. Jankowski, Rozmowa z poetą [w:] Zaraz przyjdzie…, dz. cyt., s. 9–10.
[24] Tegoż, ***Tak pisać [w:] Żywioł wszelki…, dz. cyt., s. 142.
[25] Z. Jankowski, Mówię sobie [w:] Biały delfin…, dz. cyt., s. 249.

 

 

Przeczytaj też wcześniejsze artykuły A. Kołwzan o twórczości Z. Jankowskiego w tym dziale niżej, a w „porcie literackim” omówienia i recenzje książek poety: Wolne miejsce (2016), Biała przędza (2014), Morze polskich poetów (2013), Zaraz przyjdzie (2011), Biały delfin (2009), Odpływ. Sztuka ubywania (2005)