Nostalgia za nieznanym

Kategoria: eseje i szkice Utworzono: niedziela, 18, wrzesień 2016 Opublikowano: niedziela, 18, wrzesień 2016 Drukuj E-mail


Magdalena Tarasiuk

Nie zawsze jest tak, że tęskni się za Przeszłym, które się znało. Ja tęsknię za starą Warszawą, za „ludźmi przedwojennymi”, za literackim klimatem Małej Ziemiańskiej na ul. Mazowieckiej 12. Bardzo wcześnie zaczęłam czytać historie warszawskie, wspomnienia i opowieści. Miłością do literackiego przedwojnia skażono mnie w domu. Nie pamiętam, jak zakochałam się w rozmowach poetów przy stoliku w Ziemiańskiej, w końcu nie mogłam nawet sobie wyobrazić, będąc dzieckiem, o czym może rozmawiać autor „Lokomotywy” z autorem „Lenia” czy „Samochwały”. I chyba dobrze, że moja wyobraźnia nie sięgała tak daleko.

W VIII klasie szkoły podstawowej wygrałam ogólnopolską olimpiadę polonistyczną, pisząc o Julianie Tuwimie i jego twórczości. Najbardziej zaskoczyła jurorów deklamacja „Balu w operze” – nie mogli mnie zatrzymać, bo od pierwszych wersów poemat rusza z kopyta. Ale gdy dobiegłam do trzeciej zwrotki:

…Brawo ! brawo ! brawo! brawo!

Jazz – zamiecią, dym – kurzawą,

Sześć tysięcy w jedno ciało

Zrosło się i oszalało!

Hucznie, tłusto, płciowo, krwawo,

Brawo! brawo! brawo! brawo!

Płciowo, hucznie, tłusto, biało,

Mało! mało! mało! mało!

– D o ś ć, wystarczy! – przerwali mi stanowczo – Rozumiemy twoją fascynację poezją Juliana Tuwima i gratulujemy! Zajęłam pierwsze miejsce. W końcu popisywałam się nie przed rówieśnikami.

W Małej Ziemiańskiej przy stoliku Tuwima siadywali: Lechoń, Wierzyński. Słonimski, dosiadały się siostry Kossakówny Maria (Pawlikowska-Jasnorzewska) i Magdalena (Samozwaniec). Do Magdaleny zapałałam miłością platoniczną, głęboko humorystyczną z powodu jej genialnego dowcipu.

Mogę śmiało powiedzieć, że zjadłam mleczne zęby na satyrze i parodii literackiej. Na ustach grzechu, czytane na role z moją babką Marianną pozostanie na zawsze w mojej pamięci i sercu jako najlepsza zabawa literacka z najbliższą mi osobą.

Zalotnicę niebieską pochłonęłam w jedną noc i strasznie przeżyłam to, że „moja” Magdalena nie była doceniona tak, jak jej siostra poetka – od tamtej nocy zniechęciłam się do poezji, wybrałam  p r o z ę.

Wracając do Ziemiańskiej: w latach osiemdziesiątych często bywałam na Kredytowej, ulicy krzyżującej się z Mazowiecką, właściwie zjawiałam się codziennie w księgarni, której kierownikiem była moja matka. Zatrzymywałyśmy się tam z małą córką w drodze na poranne spacery w Ogrodzie Saskim. Każdego dnia mijałyśmy duchy kamienic; koni, dorożek, którymi Antoni Słonimski przemieszczał się z Kredytowej do Małej Ziemiańskiej na Mazowiecką.

Niedawno dopadły mnie (literacko) wspomnienia Antoniego Marianowicza o Antonim Słonimskim w Pchlim targu – ciepłe, nostalgiczne, potoczyste z nutką sarkazmu i wielkim poczuciem humoru.

Natomiast książka Warszawa Antoniego Słonimskiego Tomasza M. Lerskiego przywraca pamięci miejsca, które kocham, chociaż ich nigdy nie widziałam, zapachy kawiarni, chociaż ich nigdy nie poczułam; rozmowy, kłótnie stolikowe, w których nigdy nie brałam udziału, dźwięczą w uszach, jakby przez sen. Sen warszawski.

Muzeum Literatury na Rynku Starego Miasta to znakomite miejsce na snucie takich wspomnień, a udział „żywego” świadka historii staje się wielkim darem i nagrodą. Wieczór promujący świetną książkę Tomasza M. Lerskiego o Słonimskim poprzez miejsca i opowieść o mieście, zaszczycił swoją obecnością Józef Hen, autor posłowia. Nie obyło się bez wzruszenia, bez pauz na zebranie i uporządkowanie memuarów.

Józef Hen opowiadał o swoich spotkaniach z głównym bohaterem opowieści Tomasza LerskiegoAntonim Słonimskim, o swoich wizytach w Oborach, spacerach z pisarzami, o Warszawie, z wielką miłością i estymą.

Ten czarodziejski wieczór wspaniale dopełniały fragmenty książki czytane przez Olgierda Łukaszewicza.

I znów wróciłam do przedwojennej Warszawy. Ile można tęsknić za nieznanym, za nie przeżytym. Czy gdybym pamiętała tamto Miasto…

Magdalena Tarasiuk

 

 

Przeczytaj też inne teksty M. Tarasiuk w działach „proza”, „felietony”, „eseje i szkice”, a także w „porcie literackim” recenzje jej książek Tara (2011) autorstwa Wandy Skalskiej oraz I nie mów do mnie Dżordżyk (2014) pióra Jolanty Szwarc