Camus, ten powojenny egzystencjalista

Kategoria: eseje i szkice Utworzono: wtorek, 10, czerwiec 2014 Opublikowano: wtorek, 10, czerwiec 2014 Drukuj E-mail

Sławomir Majewski

Francuscy mistrzowie żurnalistyki powiadali adeptom szlachetnej sztuki dziennikarskiej „Nie polemizuj z esejem, bo wyjdziesz na idiotę”. A ponieważ w XX wieku niewiasty zasłużenie wywalczyły sobie równe z mężczyznami prawa, dziś owa życzliwa porada brzmieć powinna - nie polemizuj z esejem, bo wyjdziesz na idiotę albo idiotkę.

Jak wszem i wobec wiadomo, już starożytni Innuici za pomocą rzemienia z foczej skóry wpajali swym pociechom wiedzę o tym, że esej to nic, tylko krótka forma literacka, służąca do odautorskiego a więc subiektywnego wyrażania zdania autora.

Zatem jeśli sto osób napisze sto esejów na ten sam temat, prawdopodobnie będziemy mieć sto subiektywnych a co za tym idzie - różnych opinii. Polemizować z każdym? Przyjemność pieniacza.

Wyznając zasadę sine ira et studio, adwersarzom skorym do kopania mnie po nerkach za rzeczy napisane, odpowiadam sine ira et studio nie mieszając rozumu z emocjami, podobnie jak nie mieszam wina z wódką. Tak postąpię i tym razem, mimo iż pani Emilia Pieńkowska*  w wypracowaniu zatytułowanym "Obcy" Alberta Camusa i jego dzisiejsze odczytania (uwagi na marginesie), [portal Latarnia Morska, z 31 maja 2014 r.] z nieporadnością stylistyczno-interpunkcyjno-logiczną wzięła na celownik mnie, jako Sławomira Majewskiego a nie mój tekst pt. Obcy w każdym calu, do którego zachciało się jej ustosunkować ni stąd, ni zowąd. Ni stąd, ni zowąd, bowiem esej ten został opublikowany bodajże w 2009 roku na portalu www.tezeusz.pl , w  roku 2010 w Gazecie Literackiej Migotania a gdzieś jeszcze wcześniej, lecz gdzie i kiedy – nie pomnę. Skąd zatem to nagłe a przy tym niewiarygodnie napastliwe zainteresowanie?

Wyznam, iż nie przepadam za polemikami z rusycystami, nawet po  ukochanym Uniwersytecie Gdańskim, dodatkowo oszlifowanymi na brylant w radzieckich szkołach, którzy zabierają głos na temat literatury francuskiej. Francuskiej a więc przynależnej do filologii i kultury romańskiej. Bo jakże polemizować z kimś, kto jak rusycystka-Pieńkowska głupio acz w temacie stwierdza:

„Albert Camus, wybitny przedstawiciel powojennego egzystencjalizmu w literaturze światowej” **

Camus-egzystencjalista! On, który wielokrotnie publicznie, kategorycznie i do znudzenia odcinał się od egzystencjalizmu, jako kierunku filozoficznego i literackiego prądu, dla Pieńkowskiej nadal jest - wbrew jemu samemu – „egzystencjalistą”, w dodatku egzystencjalizmu „wybitnym przedstawicielem”. Rozumiem że takie bzdety wypisują domorośli specjaliści od tworzenia haseł w Wikipedii ale żeby taka duża pani...?

Zakładam, iż Autorka pomyliła Camusa z Sartrem a nawet – mimo różnic anatomicznych – z Simone Beauvoir. Niewiarygodne acz możebne w dobie trajlowania o gender i rozmaitych konfiguracjach damsko-damskich, męsko-męskich i wszystkich ze wszystkimi. Ale mniejsza kto z kim; przejdźmy do meritum, czyli tego co Pani Pieńkowska wciska w moje usta a właściwie – pod moje pióro. Napisała mianowicie:

„Nie jest tak, (jak chce tego np. pan S. Majewski), że powieść Camusa „Obcy” – to poronione dzieło do wygwizdania, warte wszelkich słów pogardy – w tym słów ze „słownika ulicy” żywcem!”

Gdzie napisałem, że „chcę” czegokolwiek w sprawie Obcego albo że Obcy to „poronione dzieło”? Pomijam błąd w składni cytowanego zdania, ale skąd się Pieńkowskiej wzięły te „do wygwizdania, warte wszelkich słów pogardy” i ten „słownik ulicy”? Nie dość, że buduje zdania, za które w podstawówce dostałbym lufę na szynach, to jeszcze posiłkuje się nieprawdą, imputując mi słowa nienapisane i tendencje nieprawdziwe.

Wszystko w temacie? Nie, nie wszystko. Pani Pieńkowska czyni rzeczy znacznie gorsze od tańcowania w walonkach po mnie i moim tekście. Przyjmując na się odpowiedzialną ze wszech miar rolę recenzentki (każdy ma prawo kręcić sobie sznur), na łamach Latarni Morskiej kompromituje ten zacny i wielce zasłużony dla polskiej kultury portal, sformułowaniami w rodzaju:

„Publikowanie takiego głosu na szeroko pojętym forum jest złą robotą, która dyskredytuje r z e c z y ś w i ę t e. Znowu powraca stare jak Uniwersum pytanie, czy w tym naszym Hyde Parku musimy słuchać w s z y s t k i ch ?! Tylko dlatego, że weszli na pakę?! Taka anty-reklama powszechnie podziwianego arcydzieła bije nie tylko w rynek czytelniczy, dzisiaj tak bardzo skomercjalizowany i pogubiony w tej gonitwie za komiksu oglądalnością/czytelnością – bije też w samego krytyka Kowalskiego!”

Pieńkowska niczym Jezus na godach w Kanie w niepojęty czyli cudowny sposób przemienia mnie, Majewskiego w Kowalskiego a więc – posiada moce. Być może za sprawą osobistych kontaktów z Uniwersum; wszak napisała: „Znowu powraca stare jak Uniwersum pytanie, czy w tym naszym Hyde Parku musimy słuchać w s z y s t k i ch ?!”

Ja i mój tekst to betka. Ale skoro „paka” na której wspinanie się zarzuca mi Pieńkowska, to wedle niej łamy portalu Latarnia Morska, zatem uważa iż „ten nasz Hyde Park” to jego obecna formuła. Mam nadzieję, że Lech M. Jakób, Redaktor Naczelny „LM” a zarazem pisarz i dziennikarz wytrawny, w tej kwestii jest nieco odmiennego zdania niż Pieńkowska.

W zakończeniu swych Uwag na marginesie, pani pedagog łaskawa była zawrzeć adres skierowany, jak tuszę, do mojej nędznej osoby:

„Jeśli bierzesz się za wielką literaturę, za klasykę tej wielkiej literatury zwłaszcza, a nie masz większego rozeznania na przykład, musisz pochylić głowę w pokorze i a priori  m u s i s z  przyjąć albo postawę zachwytu (jeśli lektura powaliła ciebie na kolana) lub podziwu i atencji (jeśli świat cały bije brawa na stojąco – to i ty nie będziesz stał, jak ten baran) czy w ostateczności… rezerwy?? (skoro nic z tego jednak nie zakumałeś). Obrzucanie zgniłymi jajami wielkiego dzieła, wielkiego w każdej warstwie, w tym także w tej psychologicznej - powieści, która po „Zbrodni i karze” Fiodora Dostojewskiego jest kolejnym krokiem w stronę pogłębionej analizy nieograniczonego niczym świata ludzkich zachowań – to wyraz  n i e d o j r z a ł o ś c i  i  z w y c z a j n e g o  b r a k u  t o l e r a n c j i. W demokratycznej Europie 3. Tysiąclecia taki głos jest czymś kuriozalnym. Budzi osłupienie dodatkowo fakt, że ten głos znalazł tubę – i „się nagłośnił”!

Czy Autorka cokolwiek rozumie z własnego bełkotu? I czy dociera do niej, iż stając obok mnie na pace w Hyde Parku (czytaj Latarnia Morska), jako przedstawicielka Uniwersum i rzeczy świętych, publicznie nadmuchała sobie do... tuby? Wątpię.

Zacytuję ponownie: „Jeśli bierzesz się za wielką literaturę, za klasykę tej wielkiej literatury zwłaszcza, a nie masz większego rozeznania na przykład” to się Pieńkowska nie bierz! Błagam o to na schorowanych kolanach na przykład.

Obcego uważałem, uważam i po kres mych dni uważać będę za ciekawą acz mało udaną debiutancką książkę i poza stylem słabą. W przeciwieństwie do Dżumy, która dla mnie jest pod wszelakimi względami skończonym literackim arcydziełem. Można się z moim zdaniem godzić lub nie; wielbić Obcego i wynosić pod niebiosa rzekomo zawartą w nim „filozofię egzystencjalizmu”, uznając na dodatek że od Dżumy lepsza jest tylko Jak hartowała się stal lub Samotny biały żagiel. Można, czemu nie? Właśnie na tym polega wolność myślenia niestadnego, co wyraża każdy, nie napisany na zamówienie esej.

Był w historii polskiej literatury kuriozalny jegomość nazwiskiem Władysław towarzysz Machejek, zrodzony na głębokiej wsi pod małopolską Charsznicą. Towarzysz Machejek pełnił nie tylko funkcję wieloletniego zawodowego posła na Sejm PRL, był także człowiekiem o nieograniczonym wpływie na życie literackie PRL. Od jego mętniackich, pełnych bełkotliwej nowo-mowy wywodów pomieszczanych w partyjnych gazetach i wygłaszanych podczas przemówień a propos książek odbiegających od „jedynie słusznej linii” mateczki PZPR, Stanisław Barańczak ukuł termin „machejkizm”. Definicję machejkizmu każdy bez trudu znajdzie w Internecie i naukowych opracowaniach nt. bredni w życiu literackim PRL. Retoryka Emilii Pieńkowskiej w cytowanym tekście, to  machejkizmu przykład doskonały.

Sławomir Majewski

_________________

*Emilia Pieńkowska – ur. 1952 r. w Elblągu. Absolwentka rusycystyki na Uniwersytecie Gdańskim, szlifująca studiowany język na kursach w Moskwie, Kazaniu i Leningradzie. Wieloletnia nauczycielka w szkołach podstawowych i średnich. Tłumaczyła m.in. prozę Michała Sałtykowa-Szczedrina oraz poezję Włodzimierza Majakowskiego. (za: „noty o autorach” LM)

**Wszystkie fragmenty tekstu Pani Emilii Pieńkowskiej cytuję bez zmian.