"Obcy" Alberta Camusa i jego dzisiejsze odczytania (uwagi na marginesie)

Kategoria: eseje i szkice Utworzono: sobota, 31, maj 2014 Opublikowano: sobota, 31, maj 2014 Drukuj E-mail

Emilia Pieńkowska

Albert Camus, wybitny przedstawiciel powojennego egzystencjalizmu w literaturze światowej, francuski laureat nagrody Nobla, jest klasycznym przykładem Wielkiego Pisarza, na którym wciąż, okazuje się, psy wieszać może każdy, byleby wypowiadał się w duchu „my, Jedyni Nieomylni” i byle był (ten każdy) w gębie jako tako mocny. Jednak… nie bez późniejszych konsekwencji… które warto sobie uzmysławiać, zabierając się dzisiaj za pióro i publikując swoje głębokie „myśli krytyczne negujące” w sieci.

Nie jest tak, (jak chce tego np. pan S. Majewski*), że powieść Camusa „Obcy” – to poronione dzieło do wygwizdania, warte wszelkich słów pogardy – w tym słów ze „słownika ulicy” żywcem! I nie jest też tak (i dalej ten sam pan), że jedno, co je „ratuje”, to talent pisarski Autora. To bardzo dziecinna retoryka, oparta na własnej Kowalskiego impresji odczytania.

Publikowanie takiego głosu na szeroko pojętym forum jest złą robotą, która dyskredytuje  r z e c z y  ś w i ę t e. Znowu powraca stare jak Uniwersum pytanie, czy w tym naszym Hyde Parku musimy słuchać  w s z y s t k i c h ?! Tylko dlatego, że weszli na pakę?!  Taka anty-reklama powszechnie podziwianego arcydzieła bije nie tylko w rynek czytelniczy, dzisiaj tak bardzo skomercjalizowany i pogubiony w tej gonitwie za komiksu oglądalnością/czytelnością – bije też w samego krytyka Kowalskiego!

Zarzut, jakoby główny bohater powieści „Obcy” był – z racji  e m o c j i , nie ujawnianych na przestrzeni całej fabuły, w tym ni podczas pogrzebu staruszki-matki, porzuconej przez syna-jedynaka w przytułku, ni podczas „romansu” z tzw. kobietą życia, ni w scenie rozmowy z „wysokim sądem” czy w „ostatniej spowiedzi” oko w oko z księdzem tuż przed wykonaniem wyroku – zarzut,  że ten bohater jest literacko martwy, bo… publicznie na pokaz nie płacze, bo nie wyznaje nikomu miłości, bo zabija? (w bardzo specyficznej sytuacji zabija – i mechanizm tych kolejnych kroków w stronę morderstwa jest pisarsko rozłożony na czynniki pierwsze, więc widzimy, że jest to nieprzypadkowe zabójstwo, choć to nie krwiożerczy instynkt pcha tego człowieka do tak straszliwego czynu!) - taki zarzut to jedno wielkie… nieporozumienie?

Bo pomyślmy: obcy czyli kto?! Ktoś  s p o z a   n a s ? Wyalienowany? Wyłączony ze społeczności? A zatem… k t o ś   g o r s z y ?? Czy w dzisiejszych czasach lotu na Marsa o kimkolwiek da się jeszcze powiedzieć, że jest… gorszy, i do pieca z nim?! Sam się tak wyalienował? Wyautował? Nie chodzi do kościoła, więc nie jest już „nasz”? Nie czyni tak jak wszyscy, nie jest pod jeden strychulec – a więc ma już wyrok w kieszeni? Już jest skazany, bo… odstaje? Bo… nie jest zakłamany?(choć tak go widział sam Autor!) Bo przeżywa świat inaczej? Może jest… autystyczny?? Może nie chce iść w stadzie, które całą 40.milionową Francją przez lata całe ostatniej wojny całowało buty Hitlerowi?! Może nie identyfikuje się z tymi, co płaczą na pogrzebie, a potem pędem biegną szperać pod matczynym materacem i pod podszewką szukać zaszytych tam bogactw? Może  w i e, że świat miłości jest światem wiecznej zdrady? Może zabił, bo się w tym arabskim słońcu Algierii, całej na klęczkach przed Francuzami (którzy na klęczkach przed Niemcami…) – bo się żywcem wypalił, jak ten ogień, co nigdy wieczny nie jest?

Nic nie usprawiedliwia mordercy! Finał książki wyraźnie pokazuje, że nie ma zgody na przelewanie krwi drugiego człowieka. Nie mówimy zatem o tym, co bezdyskusyjne. Mówimy o bohaterze wykreowanym! Genialnym,  literacko bardzo żywym, o postaci, która tętni życiem!

Każdy tak czyta – jak potrafi. Czy jednak  k a ż d y  powinien nas raczyć swoimi impresjami na temat tego, co z trudem,  p o k o n u j ą c  w e w n ę t r z n y  o p ó r,  przeczytał?? Żeby coś przeczytać – trzeba to zrobić „od deski – do deski”! Czyli czytać również „między wierszami” i widzieć poza czytanymi słowy także ich kontekst społeczno-polityczny i kulturowy, i jaki tam chcecie.

Jeśli bierzesz się za wielką literaturę, za klasykę tej wielkiej literatury zwłaszcza, a nie masz większego rozeznania na przykład, musisz pochylić głowę w pokorze i a priori  m u s i s z  przyjąć albo postawę zachwytu (jeśli lektura powaliła ciebie na kolana) lub podziwu i atencji (jeśli świat cały bije brawa na stojąco – to i ty nie będziesz stał, jak ten baran) czy w ostateczności… rezerwy?? (skoro nic z tego jednak nie zakumałeś).

Obrzucanie zgniłymi jajami wielkiego dzieła, wielkiego w każdej warstwie, w tym także w tej psychologicznej - powieści, która po „Zbrodni i karze” Fiodora Dostojewskiego jest kolejnym krokiem w stronę pogłębionej analizy nieograniczonego niczym świata ludzkich zachowań –  to wyraz n i e d o j r z a ł o ś c i  i  z w y c z a j n e g o  b r a k u  t o l e r a n c j i. W demokratycznej Europie 3. Tysiąclecia taki głos jest czymś kuriozalnym. Budzi osłupienie dodatkowo fakt, że ten głos znalazł tubę – i „się nagłośnił”!

Nawoływanie do bojkotu - bo czymże innym jest totalna negacja „Obcego” - lektury wybitnej?! Porażka.

Emilia Pieńkowska

 

-----------------------------------------------

* Nawiązanie do szkicu "Obcy w każdym calu" Sławomira Majewskiego, opublikowanego w dziale "eseje i szkice" naszego portalu 8.02.2014 r. (przyp. red.)