Puszcza Białowieska – mity i rzeczywistość XXI wieku

Kategoria: eseje i szkice Utworzono: środa, 12, czerwiec 2013 Opublikowano: środa, 12, czerwiec 2013 Drukuj E-mail


Janusz Korbel

Początek maja 2013. Tzw. długi weekend. Turyści jadący do najstarszego lasu Europy widzą przy drodze w Puszczy transparenty z hasłami: „Zdrowy las tak. Zgniły park narodowy nie”, „Las chce żyć, on błaga o litość” (w podtekście autorom hasła chodziło o to, że las chce, żeby go wycinać i robić z niego parkiet lub okleinę). „Ekoteroryści! Sabotaż!” .. W rezerwacie przyrody im. Wł. Szafera, na przyczepie do gnoju ustawiono mównicę, z której przemawiają były minister i obecny komentator Radia Maryja przy boku posła SLD a pod nimi gra Kapela znad Baryczy śpiewając :”Nie oddamy wam Telewizji Trwam, Puszcza Białowieska należy się nam!” Jedyny samochód policyjny nie interweniuje a straży leśnej nie ma, choć hucpa ma za nic zakaz wchodzenia do rezerwatu, hałasowania czy wjeżdżania samochodami. O co w tym wszystkim chodzi?
Chodzi o to, że lokalne stowarzyszenie drzewiarzy i tartaczników jest oburzone na zmniejszenie etatu rębnego Puszczy Białowieskiej i powołując się na dobry przykład prezydenta z Białorusi domaga się usuwania martwych drzew z Puszczy i wielokrotnego zwiększenia wyrębu Puszczy. Nie rozumieją, że bez martwych drzew w rezerwatach nie będzie połowy gatunków, że Puszcza chroniona ma dużo większą wartość niż pozyskane z niej deski. Dla organizatorów protestu i wielu zwykłych ludzi – to sabotaż i ekoterroryzm. Tak narodziła się egzotyczna koalicja lewicy postkomunistycznej z katolicką prawicą a bywa, że i z udziałem księdza prawosławnego, w obronie „prawa” do wycinania Puszczy.
Turyści kompletnie nie rozumieli przekazu. Większość myślała, że to jacyś ekolodzy protestują przeciw wycinaniu Puszczy. Tak wygląda dzisiaj konflikt kulturowy, między przyrodnikami a społecznością, która ma w nosie bioróżnorodność, która wie, że brzoza to był chwast, że dziadek i pradziadek wcinał i było dobrze. Nic się „nie marnowało”. Że dopiero jak przyjechali jacyś obcy – naukowcy, ekolodzy, świat się zawalił i teraz „nic nie można”. Stare drzewa stoją do śmierci, martwe leżą i nie wolno ich usuwać. Oczywiście, ta sytuacja jest na rękę lokalnym leśnikom, którzy nie chcą zmniejszać wycinki i solidaryzują się z pokrzywdzonym ludem, choć sami muszą siedzieć cicho, bo lasy są państwowe a Państwo musi chronić przyrodę, w tym niezwykle rzadkie gatunki związane ze starymi martwymi drzewami, choćby z powodu porozumień unijnych. Przykład białowieski może posłużyć za schemat do zrozumienia wielu konfliktów naszego świata.

Puszcza Białowieska jest przede wszystkim wyjątkowym obszarem cennym przyrodniczo, zawierającym obszar dziedzictwa ludzkości. Jednak spór o Puszczę tylko w niewielkim wymiarze jest sporem o przyrodę. Społeczeństwo nie jest szczególnie zainteresowane procesami przyrodniczymi, a ponadto zamiast edukacji ekologicznej mamy popularne stereotypy na temat przyrody, utrwalane przez środki masowego przekazu, w których o lesie wypowiada się leśnik, o zwierzętach myśliwy a przez ochronę przyrody rozumie się sadzenie drzew i dokarmianie zwierząt. Spory o Puszczę  toczą się więc na wielu, różnych poziomach, posługują się różnymi językami, zbiorami pojęć i dotyczą różnych celów.

Dwie kultury, dwie świadomości

Na poziomie duchowym, filozoficznym czy psychologicznym można powiedzieć, że żyjemy w skłonności do dualizmu mamy też skłonność do projekcji pragnień, lęków, przekonań, przywiązań. Mistyk powie, że to wszystko jest tylko gonitwą egotycznych myśli, filozof będzie raczej szukał związków z nauką i kulturą, psychologa interesują zachowania i związki tych zachowań z otoczeniem, socjologowie tworzą obrazy wynikające z metodologii a przedstawiciele innych nauk będą badali pola swoich zainteresowań. A zwykli ludzie? Urządzają sobie życie najlepiej jak potrafią, czerpiąc ze swojej kultury i informacji jakie do nich docierają to, co im najbardziej odpowiada! Wybitny przyrodnik E.O. Wilson twierdzi, że najgłębszy konflikt dotyczący sytuacji naszego świata jest między kulturą/świadomością przednaukową i naukową.

Komu służą naukowcy

Chociaż odwołujemy się do nauki, to mimo jej oczekiwanego obiektywizmu czekają nas nieuchronne konflikty, bo w ramach nauki też mają miejsce spory i bywa ona (nauka) traktowana instrumentalnie, jako narzędzie manipulacji. Podejrzane są dlatego wyniki badań prowadzonych w ramach instytucji zainteresowanych wykorzystywaniem, a szczególnie eksploatacją obszaru badań. Naukowcy sami nie są wolni od kulturowych stereotypów, przekonań, wiary. Jedynym znanym sposobem weryfikacji nauki stały się dzisiaj – dzięki uniwersalnemu językowi angielskiemu przypisanemu nauce – publikacje w poważnych periodykach naukowych z listy filadelfijskiej, gdzie błędy najprędzej doczekają się krytyki. „Zwykli ludzie” czerpią jednak wiedzę z mediów popularnych.

Media

Przykład niedawnej (2011) publikacji w „Polityce” (pracownika Instytutu Badawczego Leśnictwa, z tytułem dra inżyniera) świadczy, że w dziale „nauka” w tygodniku popularnym można opublikować niemal wszystko, byle tylko autor pracował w instytucji naukowej. Artykuł spotkał się z dość powszechnym potępieniem przez naukowców przyrodników, lecz przedstawione tam tezy, że by las rósł trzeba go wycinać, spełniły oczekiwania środowisk przeciwnych konserwatorskiej ochronie Puszczy Białowieskiej. Wkrótce po jego ukazaniu się i późniejszych sprostowaniach znany polityk przytaczał mi poglądy autora jako poglądy wybitnego profesora! Nic dziwnego, że autor stał się przez pewien czas ulubionym ekspertem zapraszanym przez rozgłośnie lokalne, katolickie radio z Torunia i zagościł na łamach lokalnych gazetek. W mediach lokalnych środowisko naukowe nie jest zresztą kryterium legitymizacji poglądów. Dziennikarz może zapytać o opinię badacza, ale także przechodnia, wójta, polityka albo wróżkę. Chcąc być „neutralnym” publikuje potem ich wypowiedzi obok siebie, bez komentarza, w imię tzw. dialogu i kompromisu. Wielokrotnie następowało mieszanie w ten „dialog” wymiaru boskiego:  Bóg stworzył Ziemię, więc wszystko się nam należy, trzeba tylko mądrego kompromisu i dialogu, by mądrze przyrodą zarządzać.

Porozumienie nie jest łatwe

Kiedy filmowiec francuski spotkał dzikich w Nowej Gwinei nie tłumaczył im ekosystemu tylko pokazał lusterko i zapałki i nauczył nimi się posługiwać. Żaden ekonomista rynku nie nawiązałby dialogu z ludźmi plemienia Penan z Borneo, których zasadą życia jest dzielenie się. Wielu Europejczyków za odkrycia, sprzeczne z przekonaniami panującymi w ówczesnej kulturze płonęło na stosach. Dla wielu mieszkańców regionu Puszczy brzoza to „zawsze” był chwast a w lesie powinien być „porządek”, tzn. drewno nie powinno się marnować zalegając martwe i dając środowisko życia dla różnych „robaków”.  Wspomniany wcześniej  polityk twierdził w Sejmie, sprzeciwiając się zastąpieniu tzw. prawa weta samorządów w sprawie parków narodowych – konsultacjami, że ochrona przyrody prowadzi do wynarodowienia, bo młodzi Białorusini wyjeżdżają za pracą, bo nie potrzeba tylu drwali co dawniej, a na ich miejsce przyjeżdżają Polacy. Przetrwanie narodu zależy według niego od ilości drwali! Dialog nawet w ramach tej samej kultury nie jest łatwy. Na nic zdają się ekspertyzy Biura Analiz Sejmowych, stwierdzające brak związku między narodowością a wycinaniem lasu – bo czytają je tylko nieliczni zainteresowani, a dla mediów nie są tak atrakcyjne jak wzburzeni ludzie protestujący przeciw – ich zdaniem – „pseudoekologom”, co to chcą chronić a nie użytkować.

Rola państwa

Po to mamy ministerstwa, by w oparciu o dane naukowe realizowały politykę w różnych dziedzinach z korzyścią dla wszystkich obywateli kraju. Nie napiszę nic odkrywczego przypominając, że kraj jest wymiarem przestrzennym organizmu przyrodniczo-kulturowego. Mając na uwadze wspólny interes ludzi właśnie jego dobro (harmonijne funkcjonowanie) powinno być kluczowe, przed indywidualnym interesem rodziny, plemienia, grupy interesu czy samorządu. Ich rolą jest dbanie o znacznie mniejsze obszary, które z kolei powinny być chronione przed zbytnim wtrącaniem się państwa. Tymczasem w obecnej sytuacji gminy mają prawo weta wobec każdego nowego parku narodowego, mogą decydować o własności wspólnej, ponadgminnej – państwa (lasy są państwowe a nie gminne) a państwo nie może realizować swoich konstytucyjnych obowiązków. A przecież państwo ma stać na straży wartości narodowych w interesie wszystkich obywateli, gdyż Polska nie jest federacją gmin.  Nie jest, ale politykom się opłaca przymilać gminom.
W sprawach polityki, a szczególnie polityki ekologicznej dane i informacje powinny się opierać na nauce, a nie ludowej mądrości, tradycji, przekonaniu czy wierze. Choć i te aspekty kultury trzeba umiejętnie uszanować, np. w muzeach czy tradycyjnych formach. Jeżeli realizując większe dobro – ochronę obszarów wartościowych dla ludzkości – narażamy na straty jakieś społeczności to w procesie dialogu należy znaleźć takie rozwiązania, by te straty zrekompensować! Na tym polu trzeba się porozumiewać z lokalnymi społecznościami. Dialog powinien być jednak prowadzony w oparciu o dane a nie mity, stereotypy, kłamstwa, manipulacje i projekcje. Tymczasem w terenie toczy się propagandowa wojna.
 
Różne cele utrwalają różne mity

Uczestnicy dialogu mogą kierować się różnymi celami. Mogą w nim uczestniczyć, żeby pomnożyć lub zachować swoje indywidualne dobro, mogą chcieć pomnożyć dobro swojego „plemienia” (krewni i znajomi królika), mogą bardziej altruistycznie – myśleć o dobru regionu (przecież niekoniecznie tożsamym z dobrem kraju), dobru wspólnym wszystkich ludzi, a mogą i ekologicznie: mając na uwadze dobro ekosystemu, czyli na każdym poziomie. Ekologia i  psychologia przestrzegają, że redukcja siebie tylko do „swojej działki” nie czyni nas szczęśliwymi i prowadzi do dalszych konfliktów.

W sporze puszczańskim powtarza się wiele mitów i nieprawdy. Bez odrzucenia wszystkiego, co nieprawdziwe nie uda się żaden dialog. Oto niektóre przykłady „nieodkłamanych” ciągle w społecznej świadomości poglądów wokół najstarszej Puszczy Europy:

- Manifestacja w roku 2000 kiedy ministra obrzucono jajami, odbywała się pod hasłami „Unijni judasze precz!” (stojący na zdjęciu obok transparentu człowiek dzisiaj dzieli pieniądze unijne), a także pod transparentami z nazwiskami naukowców, którym przypisano, że są: „przyczyną naszej biedy”. Nie znamy badań ukazujących proces biednienia, czy bogacenia się mieszkańców regionu puszczańskiego, z pewnością nie ma to związku z wymienianymi naukowcami prowadzącymi badania w Puszczy.
 
- Ulotka anonimowego komitetu protestacyjnego zawierała treści, że turystyka to mały i wątpliwy wzrost dochodów, że nie będzie można stosować środków chemicznych w rolnictwie i jeśli ktoś je używa musi stąd wyjechać (choć na obszarze leśnym Puszczy nie ma terenów rolniczych), że nie można będzie zbierać grzybów, ziół i jagód... Od tamtego czasu nastąpił ogromny wzrost turystyki i ilość inwestycji oraz miejsc pracy związanych z turystyka a zbiór grzybów poza rezerwatami ścisłymi jest dozwolony. W samej Białowieży jest kilkadziesiąt kwater, kilka dużych hoteli, kolejny w budowie i kilkanaście restauracji.

- Powtarza się w kółko, że powiększenia parku oznacza zamknięcie Puszczy dla ludzi. Tymczasem w obszarze Hwoźna BPN można poruszać się bez biletów, zbierać grzyby, a mieszkańcy mają darmowy wstęp do wszystkich obiektów parku. Żaden projekt powiększenia parku nie zakładał zakazu wstępu do Puszczy.

- Powtarza się, że z pozostawionych w rezerwatach martwych drzew wylęgają się szkodniki, które zjedzą Puszczę. Owady żyjące w martwym drewnie nie przenoszą się na drzewa żywe i im nie zagrażają, natomiast z martwym drewnem związane jest ok. 50% gatunków stanowiących o przyrodniczej wartości lasu.

- Powtarzana jest opinia, że w Białowieskim Parku Narodowym „nic już nie ma”, marnują się martwe drzewa i nie jest ciekawy dla turystów. W BPN, na terenie 16% powierzchni Puszczy żyje tyle samo największych (ponad 4 m obwodu) dębów co w pozostałej części Puszczy (84%) oraz największe świerki, lipy, klony i jesiony. Tylko tam przetrwało jeszcze licznie pokolenie następców puszczańskich olbrzymów. Martwy od 40 lat Dąb Jagiełły przyciągnął miliony turystów, którzy kupując bilety do parku setki razy zapłacili jego wartość, gdyby został wycięty i sprzedany jako drewno.

- Przypisuje się – to cytaty – stronie ekologicznej, że „nie wierzą w Boga”, „palą najlepszym drewnem z Puszczy Białowieskiej”, są „opłacani przez zachodni przemysł drzewny” itp. (Autor, któremu też to się przypisuje od lat pali brykietem z odpadów, a inne osoby z organizacji pozarządowych czy z fundacji jak Greenpeace w ogóle nie mieszkają na obszarze puszczańskim). Organizacje utrzymują się z pracy społecznej, darowizn prywatnych osób i realizują projekty w ramach ogólno dostępnych konkursów ofert.

- Powtarza się, że obrońcy przyrody „bardziej kochają żabki od ludzi” stwarzając negatywny, antyludzki obraz „ekologa”, jak z XIX wiecznego schematu „swój – obcy”, gdzie obcy bywał nawet spokrewniony z diabłem. Nie ma wśród środowisk ochroniarskich mizantropów, a działania ochroniarskie podejmowane są zawsze w ostatecznym celu ochrony wspólnego dobra ludzi i przyszłych pokoleń ludzi.

- Powtarza się, że samorządom puszczańskim chce się odebrać prawo decydowania o ich ziemi – tymczasem mowa jest o lasach państwowych, będących własnością skarbu państwa a nie gminy. Co więcej, te lasy gminom nigdy nie były zabrane. Gminy decydują więc obecnie o terenach leżących w ich granicach administracyjnych, lecz nie będących ich własnością. Jedyną realną stratą, gdy las zostaje objęty ochroną parkową, jest utrata połowy podatku leśnego, choć to ma się wkrótce zmienić. Podatek ten stanowi ok. kilka procent budżetu gmin i oferowane dotacje wielokrotnie go przewyższały.

- Chętnie głoszone są poglądy, że z powodu ochrony przyrody region się nie rozwija. Jeśli ktoś przez rozwój rozumie wzrost produkcji surowcowej, a konkretnie pozyskiwania drewna to jest to prawda. Jednak ilość nowych inwestycji w Białowieży i regionie, związanych z różnymi formami turystyki przyciąganej marką Puszczy jako miejsca wyjątkowo cennego przyrodniczo a nie lasu gospodarczego wskazuje na coś innego.

- Powtarzane, szczególnie w Białowieży przez samorząd, twierdzenie, że nikt nie utrzymuje się z turystyki nie da się pogodzić z obserwacją inwestycji turystycznych i rozwojem kwater.

- Wielokrotnie nazywa się ekologów „terrorystami”, nazywając terrorem dostarczanie danych naukowych lub nawoływanie do ochrony. Tymczasem cechy terroryzmu (zastraszania, stosowania prawa przemocy) mają takie zachowania przeciwników ochrony, które faktycznie miały miejsce, jak przebicie opon w samochodzie badacza, porysowanie siekierą karoserii, obrzucenie ministra jajami, wybicie okna w domu znanego dziennikarza ekologicznego, straszenie spaleniem Puszczy, paleniem domów lub topieniem w bagnie. Nigdy ze strony ekologicznej nie było działań o charakterze terrorystycznym.

 
Kultura vs natura i kto odpowiada za utrwalanie poglądów

Można by powiedzieć, że spór o Puszczę Białowieską ma wymiar religijny – opiera się o wiarę (mam na myśli „religię” kulturową a nie duchową). Nic nie budzi silniejszych namiętności niż kwestie wiary. Chodzi o wiarę, że to myśmy tę puszczę zasadzili, że dzięki leśnikom, którzy byli tu „zawsze”, ona rośnie, i że bez naszej (ludzkiej) pomocy – zginie, bo zjedzą ją robaki lub zniszczą inne procesy ekologiczne. To także wiara, że dawniej było lepiej, bo nie było ekologów, bo był car, bo nie było komarów, bo byliśmy młodsi. Ta wiara bywa ubierana w lokalną kulturę i mitologię, mieszając wartości wielokulturowości z zabobonem. Żeby byli „swoi” muszą być „obcy”. Jak zauważają antropolodzy: swoi są piękni, a obcy mają czarne podniebienie.
Na koniec tego szkicu można zapytać kto odpowiada za utrwalanie mitów i podtrzymywanie silnych podziałów utrudniających realizację planów ochrony całej Puszczy Białowieskiej? Truizmem by było wskazanie na grupy interesów takich jak leśnicy czy naukowcy. O roli leśników znajomy antropolog białoruski powiedział, że przypominają w regionie Puszczy dzisiaj klasę „panów”, której lud prosty słucha. Obserwacje przepływu informacji w regionie Puszczy wskazują, na niebagatelną rolę dziennikarzy i polityków samorządowych. Ci drudzy myślą krótkofalowo i nie pozwolą sobie na politykę czy tylko poglądy obce lokalnym przekonaniom. Pierwsi natomiast powtarzają schematy utrwalone w głównych polskich mediach, trafnie opisane – dosadnymi słowami, przy okazji „sporu smoleńskiego” – przez znanego dziennikarza telewizyjnego: Myśmy przez ponad dwa lata podtykali mikrofon każdemu idiocie, który się chciał na ten temat wypróżniać. Nie weryfikowaliśmy tych wszystkich wypowiedzi. Tworzyliśmy gigantyczny chaos. Dlaczego to czyniliśmy? Z upadlającej chęci zysku i z głupoty. - Doprowadziliśmy do sytuacji, że mamy nad nami chmurę kompletnie zdezorientowanych ludzi, których myśmy zdezorientowali. [...] Naszym zadaniem jako dziennikarzy jest badać rzeczywistość, bo tylko my się tym zajmujemy. Naszą pracą jest badać to wszystko i przy pomocy obiektywnych metod opisywać i dawać tym ludziom racjonalne wnioski. A nie pozwalać na tworzenie się mgławicy idiotycznych wypowiedzi każdego rodzaju na każdy temat (- Jarosław Gugała w Radio TOKFM).

Janusz Korbel