Okiść, Augur, Ruń, Nauka chodzenia, Migawki

Kategoria: poezja Opublikowano: poniedziałek, 19, czerwiec 2017

 

Bartosz Suwiński

 

OKIŚĆ

Na gałęzi przysiadła pliszka.
Pośród łanów skryte zające i maki.
Łopian na brzegu łąki,
w jego liściach zbłąkany trzmiel
z naderwanym skrzydłem
próbuje wzbić się do lotu.

 

AUGUR

Zając we wschodzących zbożach strzyga uszami.
Kępki chabrów i pojedyncze maki.
Samotny trzmiel nad wydeptaną ścieżką.

Trzy małe sarny wypatrują z gęstych zarośli.
Jeszcze nie wiedzą, co zrobić.

 

RUŃ

Nietoperz chwyta owady,
rzeka sunie w dół.

Żyto stoi nieruchomo jak zacięta wskazówka.
Liście młodej kukurydzy zwarte i suche,
choć wilgoć naciera z każdej strony.

 


NAUKA CHODZENIA

Wróbel z przetrąconym karkiem
przyklejony do ściany.

Z dziobem rozwartym,
ze skrzydłami, które nie chcą drgnąć

ani trochę, chyba już. Idący ulicą chłopczyk
zawija go w papierek po lodzie, palcem głaszcze

po łebku, prosi go, żeby wstał. Stojąca nad nim
kobieta wskazuje palcem kubeł, krzyczy:

„wyrzuć to, ale już”.

 

 

MIGAWKI

*
Jabłka gniją pod drzewem,
pszczoły obsiadły ogonki,
złożyły skrzydła, ucichł syk.

*
Na kupie gnoju siadła mucha,
byk kiwa łbem, konik polny
szura między rajkami.

*
Martwa mysz leży na miedzy
z otwartym okiem,
w którym przeglądają się muchy.

*
Stonka na ziemniakach
dziurawi liście, grudy piasku
roznieciły kurzawę.

*
Zaraz spadnie deszcz,
tlen będzie rozpierał się w powietrzu,
a czas gęsty jak szczecina rozwłóczy ziemię.


*
Woda spłynie w kałuże, przez które
będzie skakać dziecko
i zmoczy gumiaki.

*
Chmura oberwie się poza widzenie,
spadnie czereśnia nadgryziona
przez szpaka.

*
Odlecą ptaki,
skorupki orzechów
wyschną zaraz na słońcu.

*
Jaskółki wylecą ze stodoły,
kamienie z procy będą
ocierać się o ich skrzydła.

Bartosz Suwiński

 

(wiersze ze zbioru „Wyraj”, który wkrótce ukaże się nakładem wydawnictwa FORMA)

 


Przeczytaj też w dziale ‘poezja’wcześniejsze wiersze B. Suwińskiego, w dziale ‘eseje i szkice’ impresję „Pory poezji. Sześć notatek z lektury Miłobędzkiej”, a także w 'porcie literackim' recenzje jego tomików: Bliki (2013), Odpust (2013), Uroczysko (2014) oraz książki eseistycznej Pory poezji. Koncepcja czasu w twórczości poetyckiej Krystyny Miłobędzkiej (2017)

wiersze

Kategoria: poezja Opublikowano: czwartek, 06, kwiecień 2017


Franciszek Lime


*

czasem w oczy świeci

zawsze to samo

i porzucają światło

 


*

dławi głos

rozrywa słowo

mówi by zgubić ciszę

 

 

*

w otwartej przestrzeni

usta błyszczą

jak noże

 

 

*

samotność kartki

na której nie postawili

kropki do słowa

 

 

*

od a do z

same wyrwy

uskoki nie do połknięcia

 

 

*

pisze o rzece

gdzie nocą

kładą się na brzegu który wydziera woda

 

 

*

przychodzi do wersów

jak ksiądz na kolędę

ale poezja nie zapłaci za jego odpust

 

Franciszek Lime

 

 

portal LM, kwiecień 2017

Pytania, Ranny ptak, Pożądanie, W rojowisku, Spotkanie

Kategoria: poezja Opublikowano: czwartek, 19, maj 2016


Grzegorz Walczak


PYTANIA

Czy jest taki punkt we wszechświecie,

który na mnie czeka? Może to Bóg,

może styczna nieskończoności z materią,

może beznadziejne pragnienie

mojej dawno zmarłej matki?

Czy jakiekolwiek najlepsze uczynki moje

mogłyby mnie tam wynieść?

Czy moja nikczemność

mogłaby temu zaszkodzić?

Wiesz, Sokratesie, że pytania

nie prowadzą do odpowiedzi.

Podejrzewam też, że etyka

umiera razem z nami.

Po co więc jest to, co jest?

 

 

 

RANNY PTAK

Kiedy znajdziesz ranionego ptaka,

podnieś go i zanieś do czarodzieja,

który ponownie go uskrzydli.

A jeśli ptak cię nawet podziobie po drodze,

nadal ufaj, że współczuć znaczy współodczuwać.

A kiedy ktoś ci powie, że jesteś naiwny,

bo jesteś jednym z niewielu, a rannych ptaków bezlik,

odeślij go do wszystkich diabłów,

bo tam jego miejsce.

Zresztą niech spyta Papę Franciszka.

 

 

POŻĄDANIE

Położyć się na wodzie czystej,

być kładką między źródłem a ujściem,

przytulić się do pnia dębu,

czuć jego krew pod korą,

przez chwilę być drzewem,

pnącym się po horyzont,

stanąć na czele zgrai wilków

i zawyć z rozkoszy na widok

Księżyca , kiedy pełnia

wypełnia mlekiem wymiona

tych, które zaszły

i trwać, trwać w zgiełku

pożądliwych myśli,

spijać wszystkie soki czerni

z bezkształtnego nieba.

 

 

W ROJOWISKU

Suną pochody trumien

ich rozkołysane potoki

spływają w cmentarze

a te jeziora bez tamy

tłoczą się napierają zewsząd

porywają ze sobą płaskowyże

i lasy i pogórza zielone

płodzą po drodze szumy

i mlaski uległych brzegów

i warstwy czarnoziemu

żyzne kolonie rozrodu

życie się wspina na nich

pnie się wertykalnie ku słońcu

a rozlewiska śmierci

płasko układają jedno na drugim

całe pokolenia

Wykarczowani leżą

przez niemałą chwilę

na tych łysych polanach

moszczą się w swoich grobach

o zmroku który nie różni się

niczym  od świtu

jakby sen ich był wieczny

ale szybko się piętrzą

na sobie unoszą

w nowego życia szatach

w sosnach i dębach

w trawach niekoszonych

znów szturmują niebo

znów zapładniają horyzont

najświeższym oddechem ziemi

 

 

 

SPOTKANIE

Z nieszczęść, z cierpień i z zagubienia rodzi się pragnienie wiary

Jerzy Andrzejewski - „Bramy raju”

 

Szliśmy  krucjatą – my dzieci z gór francuskich –

by wyzwolić, dobry Jezu, Twój grób z rąk niewiernych.

A droga nasza wiodła w nieskończoność

przez pęcherze na stopach,

rany zadawane słońcem,

spiekotę w głodzie,

w malignie, w wierze, w szaleństwa uświęceniu.

Nad nami płynął krzyż, znak męki, co już była nasza.

Przetaczał się trzynasty wiek

i nikt z nas nie wiedział,

gdzie jest ta przeklęta święta Jerozolima.

I krwią spływała skóra nieba

przekłuta ostrzem minaretów.

Lecz jak je można było zmienić na świątyń naszych krzyże?

- Niewinnością dzieci chrześcijańskich,

ich drobnych ciał natchnionym umęczeniem?

A gdy z tysięcy nad morski brzeg

doszła nas tylko garstka, może to wczoraj było,

może przed wiekami, bo czas nam chyba figla spłatał;

zobaczyliśmy obcych o ciemnych włosach, ogorzałej skórze,

tonących z dziećmi w pontonach i łodziach,

słabych, bolesnych, całe ich przerażone mrowie,

co biegnie ku nam, by o życie prosić...

a może je nam odebrać.

 

Grzegorz Walczak

 

portal LM, maj 2016

 

 

Przeczytaj też utwór G. Walczaka „Kair” w dziale 'proza' naszego portalu

Polowanie

Kategoria: poezja Opublikowano: niedziela, 08, maj 2016


Ranko Pavlović


POLOWANIE

Łowiliśmy koniki polne i motyle.

by się dobrze na łące zabawić...

potem polowaliśmy na zające i rogacze,

żeby się najeść i utrzymać przy życiu,

później polowaliśmy na lisy i wilki,

żeby one nie łowiły naszych stworzeń łownych,

w końcu zaczęliśmy polować na samych siebie,

bo kto raz zacznie polowanie, nigdy się nie zatrzyma.

 

Przekład Grzegorz Walczak

 

 

portal LM, maj 2016

 

Do rzeczy, Zakład, Konkon

Kategoria: poezja Opublikowano: poniedziałek, 14, marzec 2016

Lesław Nowara


DO RZECZY

Do rzeczy trzeba się zabierać

rzeczowo, czyli biorąc je dosłownie

do ręki, badając ich ciężar

gatunkowy, gatunek ich ciężaru,

oddzielając istotne od nieistotnych.

 

W rzeczach istotnych

dociera się do samej rzeczy

oddzielając od niej istotę,

a następnie oddzielając ją

od istnienia.

 

Przypomina to trochę oczyszczanie ryby,

którą przed podaniem pozbawia się wnętrzności,

oddziela od głowy i ogona,

wyłuskuje z ości, pozostawiając

czyste mięso.

 

Oto czysta ryba, prosto z wody,

oczyszczona ze zdolności pływania, poruszania skrzelami,

otwierania pyszczka.

 

Tak właśnie osiąga się czystość.

 

W taki sposób,

mówiąc do rzeczy,

osiąga się czystość,

oddzielając dosłownie mówienie

od rzeczy, dosłownie

pozbawiając rzeczy języka.

 

 

ZAKŁAD

Mój pierwszy zakład przegrany w tym miesiącu

To huta Z załogą jak na pancerniku liczącą

Dwa tysiące Prawdziwa armia do niedawna licząca przeciętnie

Po dwa tysiące miesięcznej wypłaty

Teraz na pewno wyjdzie na ulice

 

Wyjdzie wczesnym  wieczorem na spacer do parku

Dojdzie do bulwaru nad rzekę

Gdzie nawet nie dojdzie

Do użycia broni

 

*

Stoimy pod krzyżem do którego przybita została

Tablica z napisem „likwidacja zakładu”

Z przykazaniem „obcym wstęp wzbroniony”

 

Rozglądamy się

 

Ale nie ma jeszcze nikogo

Kto na pewno nie byłby tu obcy

 

*

Nie wiadomo teraz co zrobić

Z taką armią Co zrobić z bronią

Żywcem złożoną

Do grobu

 

Tylko patrzeć aż sama

Rozbroi się

I rozłoży wygodnie na parkowych ławkach

Rozbierając się po kawałku

I wymachując białymi częściami

garderoby

 

Dając znaki że w każdej chwili

Jest gotowa się poddać

 

I przejść na stronę

Poddanych

 

 

KOKON

W kobietach szukam śladów

Jakie mogli pozostawić mężczyźni

W tym celu

Nawet w pociągu

Zajmuję się rozbieraniem

siedzącej naprzeciwko dziewczyny

Która wstydzi się by po prostu uciec

Więc tylko odwraca  się w sobie

Aby wyjść przez okno

Prosto w czekającą na peronie matkę

I zamknąć się w niej jak w mumii

Tam ukrywa się przed odkryciem

Kiedy zdejmuję z niej części garderoby

Oddzielam części ciała

Przymrożone do kości

W podobnym do chłodni podmiejskim pociągu

Odwracam ją na lewą stronę

Wykrawając po kawałku

Skulonego mężczyznę

Którego odczuwała

Jedynie jako

Ciężar w żołądku

Narzekając na bóle brzucha

Mężczyzna owinięty

Wokół własnego żebra

Otoczony teraz

Przez sześćdziesięciu pasażerów

W cieple ich oddechów

Posykuje cicho

Jeszcze zaczerwieniony

Jak owoc

Zupełnie niedojrzały

Wydobyty przedwcześnie

Z kokonu

Dopiero zaczyna się rozwijać

Rozplątywać

Z trudem

Rozprostowując skrzydła

 

Lesław Nowara

 

 

portal LM, marzec 2016



Przeczytaj też w dziale „boja literacka” naszego portalu maksymy L. Nowary sygnowane tytułem „Ludek fatalista”