Krótka historia ostatniej puszczy Europy

Kategoria: eseje i szkice Opublikowano: poniedziałek, 18, czerwiec 2012 Drukuj E-mail


Janusz A. Korbel

Na temat Puszczy Białowieskiej dużo już napisano. Przyrodnicy spierają się o to, czy można ją nazywać lasem pierwotnym, a może naturalnym? Adam Wajrak napisał kiedyś w Gazecie Wyborczej, że dla niego to jest po prostu jedyny las jaki zna, bo reszta to są plantacje. Miejscowa społeczność nie zgadza się na objęcie całej Puszczy parkiem narodowym, a nawet na powiększenie obecnej powierzchni obejmującej zaledwie 16% polskiej części Puszczy. Przemysłowcy drzewni przeklinają, że na skutek presji ekologów nie wolno wycinać kilkusetletnich dębów i nawet nazywają przyrodników ekoterrorystami. Spróbujmy prześledzić historię Puszczy i sami oceńmy ile w niej pierwotności i czy jest czymś naprawdę wyjątkowym.

Przed ponad 11 tysiącami lat skończyła się epoka lodowcowa i wraz z nią wymarły takie gatunki jak jeleń olbrzymi czy mamut. Wymarł także żubr pierwotny, a jego miejsce zajął w Europie żubr –– dzisiejszy symbol Białowieskiego Parku Narodowego. Na obsychające tereny polodowcowe wkroczył las brzozowo sosnowy. Około 7 tysięcy lat temu klimat ocieplił się na tyle, że pojawiły się ciepłolubne drzewa liściaste. Dęby, lipy, jesiony, wiązy i graby rosły tutaj już przed kilkoma tysiącami lat.
Te same gatunki podziwiamy w puszczy i dzisiaj. Uprawnione więc jest mówienie, że zwiedzając obszar ochrony ścisłej Białowieskiego Parku Narodowego oglądamy las rosnący tutaj (i w znacznej części Europy) przez tysiące lat! Swoistym sanktuarium tego lasu jest właśnie Obszar Ochrony Ścisłej Białowieskiego Parku Narodowego. Tutaj las był chroniony nawet podczas pierwszej wojny światowej (wybitny niemiecki botanik z Gdańska Hugo Conventz wybrał ten obszar, jako najlepiej zachowany w puszczy, pod park natury), dlatego pod zdjęciem ściany lasu, znanego biologa Jerzego Lilpopa z roku 1918 figuruje już podpis: „rezerwat”. W 1921 roku powołano pierwszy polski rezerwat i od tej pory człowiek nie ingeruje tam w procesy przyrodnicze. Możemy jednak oglądać wiele śladów po wcześniejszej działalności człowieka, bo od tysięcy lat człowiek tutaj jednak przebywał.

Chodząc po Obszarze Ochrony Ścisłej BPN (zajmującym jedynie ok. 8% powierzchni polskiej części puszczy) jesteśmy dzisiaj wyjątkowo uprzywilejowani. Nie tylko oglądamy las, jakiego nigdzie już w Europie, a i na świecie nie ma, choć niegdyś porastał tereny, gdzie teraz ciągną się aglomeracje Londynu, Berlina czy Paryża, ale także oglądamy ten las tak piękny i dziki, jakiego nie widział człowiek przez ostatnie setki lat. Wcześniej człowiek nie wchodził do puszczy z nastawieniem takim, jak my dzisiaj. Chociaż od kilkuset lat puszcza była chroniona jako królewszczyzna, a później dobra carskie, to jednak przez setki lat ochrona ta połączona była z jakąś formą użytkowania. W tym samym czasie, już od XVI wieku, intensywnie wycinano okoliczne lasy. Poza tym na peryferiach, a później również w środku puszczy, rozwijało się osadnictwo.
W pobliżu osad las się zmieniał, powiększały się polany, w dolinach rzek wycinano lasy łęgowe, bo potrzebne były pastwiska, coraz liczniejsza sieć dróg przecinała puszczę w różnych kierunkach. Okoliczna ludność potrzebowała łyka lipowego do wielu przedmiotów codziennego użytku, zbierano zioła, koszono łąki, powstawały kolejne drogi i ścieżki, którymi dojeżdżano do uroczysk, barci czyli nadrzewnych uli, powodowano pożary itd.
O ochronie ścisłej czy ochronie procesów przyrodniczych nikt dawniej nie myślał! Nie umniejszając zasługi władców w wielosetletniej ochronie puszczy musimy jednak pamiętać, że kiedy zaczęto ją chronić, to nie dla podziwiania procesów naturalnych czy piękna dziewiczej przyrody, a dla egoistycznej przyjemności polowania.

Do niedawna jeszcze dzikość była uznawana za synonim brzydoty i wszelkiego zła. Na przykład w XVII wieku, z polecenia króla, zakazano co prawda wycinać drzewa wokół dworu myśliwskiego w Białowieży, ale tylko po to, żeby bliżej było do zwierząt strzelać: dla zachowania zwierza w bliższych dworu ostępach. W tej chronionej puszczy było więc mnóstwo dróg, słychać było pracę bartników, smolarzy, wypasano zwierzęta, łowiono ryby, koszono łąki i oczywiście polowano. Mimo to, była ona lasem dzikim, z dużymi, trudnodostępnymi obszarami, z budzącymi wówczas odrazę powałami starych drzew.
W białostockiej rezydencji Branickich, zwanej Wersalem Północy przyroda była inna: ogród ozdabiały drzewa i krzewy przycinane w geometrycznym kształcie stożków i kul. Taki ogród wychwalał pana, który potrafił uczynić sobie poddaną przyrodę i ukształtował ją podług swoich gustów.
Oskar Kolberg (1814-1890), wybitny etnograf, folklorysta i podróżnik na widok pierwotnej puszczy, podczas wyprawy w 1831 roku, pisze o uczuciu „smutnej posępności” narzekając, że nigdzie nie słychać siekiery ani nie widać dymu.
Henryk Sienkiewicz, opisując Puszczę Białowieską pod koniec XIX w. mówi z kolei o plugawej wilgoci wśród dziczy i zgnilizny. Jeszcze dzisiaj możemy czasami usłyszeć ze strony przeciwników ochrony procesów dzikiej przyrody argumenty, że piękniejszy jest las uporządkowany, „higieniczny” i „posprzątany” niż „dziki” z powałami martwych drzew, które się jakoby „marnują”. Tę właśnie „dzicz i zgniliznę” możemy podziwiać w Obszarze Ochrony Ścisłej Białowieskiego Parku Narodowego. Co więcej, mamy tutaj nagromadzenie olbrzymich drzew niespotykane na przestrzeni ostatnich być może nawet stu lat.

Chroniona przez władców Puszcza, chociaż na nasze szczęście przetrwała, to nie ominęły jej okresy wojen i chaosu, a kłusownictwo było poważnym problemem (podleśniczy Jan Minocki pisał w 1663 roku do władz skargę na kłusowników, że wielkie szkody w puszczy J.K.Mści Białowieskiej czynią, zwierz różny – żubry, jelenie, łosie biją, którego zwierza niezliczona rzecz, jak wiele pobili), usuwano z niej martwe drzewa, wybijano niedźwiedzie, rysie i wilki, bo konkurowały z myśliwymi, w sosnach kuto barcie, przed królewskim czy carskim polowaniem tygodniami zaganiano zwierzynę do ogromnych zagród, żeby potem ją wystrzelać, a samym łowom towarzyszyły kanonady fajerwerków. Mimo to, dawni myśliwi z ich niedoskonałą bronią i dość okazjonalnymi jednak polowaniami, nie mogą się równać w presji na przyrodę z możliwościami myślistwa współczesnego, nie mówiąc już o wdzieraniu się na tereny puszczańskie wszelkiego rodzaju nowych inwestycji wchodzących w atrakcyjne tereny przyleśne, presji komunikacyjnej, dzielenia Puszczy drogami i liniami kolejowymi, hałasów pochodzących z urządzeń, kanonad jak w noce sylwestrowe, czy rozrastającej się infrastruktury.

Cywilizacja niesie coraz większą presję na dziką przyrodę. Tradycja rozwoju nie jest zawsze chwalebna. Rozwój Europy dokonywał się wszak na drodze podbojów morskich i przyrodniczych, a także mordowania milionów niewinnych ludzi, XVII wiecznej pracy niewolników (którzy zresztą, tak jak zwierzęta, dla ówczesnych Europejczyków nie mieli duszy) i zamieniania dzikiej, „okrutnej” i wstrętnej przyrody w plantacje przynoszące dochód. Jeśli kogoś mogła interesować puszcza, to tylko jako magazyn drewna na maszty. Na szczęście dla Puszczy Białowieskiej, leżącej na zacofanych gospodarczo obrzeżach Europy, to się zwyczajnie nie opłacało. Ani Polska, ani Litwa nie były państwami zaangażowanymi w morskie podboje świata, a ponieważ władcy zawsze się bawili –– tutaj utworzono dobrze strzeżoną arenę królewskich łowów. Innym, znanym, choć znacznie mniejszym i późniejszym łowiskiem był na przykład Zwierzyniec Zamojskich, teren ogrodzony, strzeżony, w którym też zabijano każdego konkurenta myśliwców: wilka lub niedźwiedzia. Jednak dzięki tej myśliwskiej ochronie las przetrwał i dzisiaj mamy tam Roztoczański Park Narodowy.
Dla polowań Zygmunta Augusta, w niezbyt odległej Puszczy Knyszyńskiej, wydzielono 200 hektarowy zwierzyniec w pobliżu Knyszyna. W czasach PRL, na podobnych zasadach wydzielono i ogrodzono wielki kawał lasu na Pogórzu Przemyskim, budując, na wzór królewskich czy carskich dworów myśliwskich, luksusowy ośrodek, nazywany „Państwem Arłamowskim”. Na początku lat 90. po upadku komunizmu, naukowcy również chcieli stworzyć tam park narodowy. Idea upadła jednak z powodu licznych sprzeciwów.

Nasz stosunek do dzikiej przyrody zaczął się zmieniać dopiero wtedy, kiedy zauważyliśmy, że wszystkie puszcze europejskie zostały wycięte, a to, co nazywamy lasem, to zasadzone przez człowieka plantacje. Równocześnie z badań naukowych dowiedzieliśmy się, że ponad połowa wszystkich gatunków żyjących w lesie jest związana z martwym drzewem i pozostawione kłody nie są wcale wyrazem marnotrawstwa, lecz mądrej ochrony procesów naturalnych.
W „zwykłych” lasach tych wszystkich gatunków po prostu nie ma, bo nie ma ich domu –– martwych drzew. Dopiero od niedawna chronimy drapieżniki, doceniając ich wielką rolę w ekosystemie –– wcześniej były bezlitośnie tępione, bo konkurowały z człowiekiem. Dzisiaj przyczyny ochrony przyrody są zupełnie inne niż kiedyś. Ostatnie wyspy dzikiej przyrody na świecie stają się najcenniejszymi sanktuariami, uczącymi nas jak wyglądał „raj” i jak funkcjonował, zanim zaczęliśmy psuć jego harmonię.
Ta rola Puszczy Białowieskiej jest nie do przecenienia i pozwala zrozumieć, dlaczego istnieją tak duże oczekiwania społeczne, by parkiem narodowym objąć ją całą i dlaczego od lat podejmuje się różne próby zmiany zasady zarządzania tym wyjątkowym lasem.

Zygmunt Gloger (etnograf, archeolog i historyk, żyjący w latach 1845––1910. Część życia spędził w swoim majątku w Jeżewie k. Tykocina)  w niedokończonym dziele „Budownictwo drzewne i wyroby z drzewa w dawnej Polsce” wspomina o pewnym wielkim dębie z Puszczy Białowieskiej, który wycięto około roku 1885 koło wsi osadników mazurskich, zwanej Budami. Wieś ta istnieje do dzisiaj, choć jej obecni mieszkańcy, z których wielu przyjechało tu niedawno z miast szukać w puszczy ciszy i spokoju, dawno już zapomnieli o „budnikach”, czyli ludziach wypalających potaż w Puszczy Białowieskiej przed setkami lat. Pień tego dębu miał 2 metry średnicy i przedstawiał drzewo nawskroś zdrowe, co umożebniło obliczenie słojów których okazało się około 500. Słoje te, jak wogóle wszystkich drzew w puszczy B. były cienkie, ponieważ drzewa rosnące w gęstym lesie, wytężają swój wzrost w górę ku słońcu, grubiejąc nader wolno. Dąb więc białowieski pochodził także z czasów jagiellońskich [...].
Jednak drewno na statki, którymi Europa podbijała świat, z tych oddalonych od mórz i niespławnych rzek puszczańskich, było za drogie, a na lokalne potrzeby starczało okolicznych lasów. Natomiast potaż stosowano do bielenia płótna, wyrobu mydła, barwników, szkła i porcelany. Od bud potażowych pochodzi nazwa budników i nazwa niektórych miejscowości. Potaż (który później zastąpiono sodą) jest to sól alkaliczna otrzymywana dawniej przez ługowanie popiołu drzewnego. Prawdopodobnie potaż grał przez setki lat główną rolę wśród pozyskiwanych dóbr leśnych, a Puszcza Białowieska tylko dlatego stosunkowo mniej ucierpiała od budników niż inne lasy litewskie, że była chroniona jako teren łowów królewskich, a puszczy pilnowali osocznicy zwolnieni z pańszczyzny.

W świetle współczesnych badań możemy powiedzieć, że najlepsza ochrona puszczy przypadła na okres królewski od połowy XVI stulecia do drugiej połowy XVII stulecia. Puszcza nie była co prawda chroniona ściśle i koszono łąki, zezwalano na niewielkie pozyskanie drewna na potrzeby lokalnego budownictwa, ale nie było wówczas pozwolenia na wyrąb komercyjny. Początki bardziej inwazyjnego gospodarowania w puszczy, do czego można zaliczyć wypalanie różnych towarów puszczańskich, zdaniem badacza historii Puszczy Tomasza Samojlika zaczęły się dopiero w drugiej połowie XVII wieku, kiedy to Jan III Sobieski zezwolił w 1675 roku na wypalanie potażu i pozyskiwanie smoły drzewnej. W tym czasie miało też miejsce gospodarcze pozyskiwanie drewna. Zgoda królewska skończyła się jednak już w 1682 roku, dotyczyła więc okresu zaledwie 7 lat. W czasach późniejszego zarządu Antoniego Tyzenhauza (koniec XVIII w.), rozwinęło się natomiast osadnictwo - i to na sporą skalę. Do puszczy sprowadzono budników z Mazowsza oraz Żmudzi, którzy niewątpliwie ją wyniszczali. Osiedli oni w osadach istniejących do dzisiaj. Dodać można ciekawostkę, że z budnikami w sercu puszczy administracja miała spory kłopot i pod koniec XVIII w. dozorca puszczy raportuje, że do samego hultajstwa i włóczęgi przyzwyczajeni nie mają żadnej uprzęży i gospodarstwa i proponuje przenieść ich do folwarku Masiewo, a Teremiski i Pohorelec zapuścić pod las (O. Hedemann).
Wybitny badacz przyrody puszczańskiej prof. Janusz B. Faliński podaje, że w ostatnich trzech stuleciach powierzchnia lasów w Puszczy Białowieskiej zmniejszyła się o 45% czyli ok. 753 km²

Jeszcze dzisiaj możemy oglądać w puszczy liczne ślady po bartnictwie. Z wosku wyrabiano świece, a miód był spożywany w wielu postaciach, cukier – (i gwałtowny rozwój próchnicy zębów) – pojawił się w Europie dopiero w XVI w. i był bardzo drogi. Nic więc dziwnego, że oba leśne produkty były głównym towarem eksportowym ze wschodniej Europy. Inwentarz z 1792 roku podaje, że w puszczy było ponad 7 tysięcy barci! Tylko niewielka część była z pszczołami (ok. 900), ale i tak możemy sobie wyobrazić, jak duże było użytkowanie puszczy przez bartników. Bartnicy mieli za zadanie jak najwięcej barci rozrobić, pszczołami osadzić i rozpłodzić i zobowiązywali się przekazywać te umiejętności swoim synom i potomkom. Jednak musieli także przestrzegać aby w zwierzu i drzewie żadna nie działa się szkoda. Z tymi szkodami było różnie, w starych tekstach czytamy o pożarach, jakie bartnicy nieraz powodowali. Największy znany pożar miał miejsce w roku 1811 i trwał aż cztery miesiące. Pod koniec XIX w. zakazano w puszczy bartnictwa i ślady, które dzisiaj znajdujemy pochodzą sprzed przynajmniej 130 lat.

Różnorodna działalność gospodarcza człowieka w puszczy pozostawiła do dzisiaj ślady. W tekście z 1796 roku czytamy, że w puszczy działały 82 piece ziemne, w których pędzono dziegieć, smołę i wypalano węgiel drzewny. W okresie sprawowania funkcji podskarbiego litewskiego przez Tyzenhauza (2 połowa XVIII wieku) w puszczy miało miejsce pozyskiwanie drewna. Nie było ono jednak znaczne. Szacuje się, że w roku, gdy spławiono 60 tratew (1779/1780) nie zbliżono się do wielkości 40 tys. m³ z całej puszczy, wliczając w to drzewa wycięte na potrzeby lokalne, a zwykle było to ok. 10 tys. m³. Dla porównania, żeby uzmysłowić o jakich wielkościach mówimy, w latach 2000 – 2008, gdy obowiązywały różne ograniczenia, tylko w polskiej, a więc mniejszej, części puszczy wycinano rocznie około 125 tys. m³. Czym bliżej naszych czasów, tym większej presji podlegała puszcza.
Całe jej połacie wycięto za okupacji rosyjskiej. Katarzyna II rozdała jej wschodnią część swoim faworytom. Rosjanie porozdawali wsie osockie, a z osoczników zrobili chłopów i wycinali całe powierzchnie straży (puszcza podzielona była na obszary – tzw. straże). W 1797 roku car Paweł I rozkazał wybić wszystkie łosie, bo potrzebował ich skóry na spodnie dla żołnierzy!
Po upadku powstania listopadowego, w którym licznie wzięli udział strażnicy puszczy, nie miał już kto stać na jej straży. Co prawda w 1832 roku przyłączono do puszczy, zarekwirowane hrabiemu Tyszkiewiczowi za wspieranie powstania, lasy świsłockie ale zaczęto puszczę rąbać.
W roku 1839 wycięto 2834 dęby w wieku ponad 350-400 lat, a w latach 1845 – 1848 trzynaście tysięcy wielkich sosen. Przystąpiono do nowoczesnej gospodarki leśnej i w latach 1843 – 1846 podzielono puszczę na 666 dwuwiorstowe kwartały, wyznaczając wiek rębny dla sosny 180 lat, a dla pozostałych gatunków 90. Niektórzy autorzy piszą, że był to w ogóle początek leśnictwa. W drugiej połowie XIX w zagęszczono oddziały co wiorstę (wiorsta – 1,0668 km). Ratowało puszczę częściowo to, że w 1888 roku została włączona do apanaży cara (osobistych dóbr). Wkrótce jednak, w 1897 roku, zostaje otwarta linia kolejowa przez puszczę do samej Białowieży, a sześć lat później wojskowa szosa strategiczna, dzieląca puszczę na pół. W końcu XIX wieku I. Wróblewski podawał, że ilość domostw w puszczy wzrosła z 1050 na początku wieku do 2839 pod koniec i że Nie ma w puszczy miejsca, gdzie nie zagląda człowiek.

Świadkiem największych zniszczeń Puszczy był prof. Józef Paczoski, pierwszy dyrektor leśnictwa Rezerwat, który w 1930 roku na ten temat zanotował: Gdy w 1893 po raz pierwszy byłem w Puszczy Białowieskiej, nie było tam ani kolei, ani kolejek leśnych, ani tego wszystkiego, co dziś ją tak szpeci. [...] Wobec braku dróg komunikacyjnych, które mogłyby zachęcać do eksploatacji lasu na szerszą skalę (najbliższa stacja kolejowa – Bielsk, była oddalona około 50 wiorst od Puszczy), kilka spławnych rzeczek Puszczy, oczywiście, mogły przepuścić, jak dla takiego olbrzymiego masywu, tylko bardzo niewielką ilość drewna. Wyrąbywało się wskutek tego, przerębowo, tylko tyle ile można było spławić rzeczkami. [...] W takich warunkach komunikacyjnych nie tylko całość, ale i dziewiczość tej całości, była w znacznym stopniu zagwarantowana. [...] Rosjanie przeprowadzili kolej do Białowieży (pierwotnie projektowana była tylko do Hajnówki t.j. do zachodniego brzegu Puszczy) i to się stało początkiem zniszczeń, które poszły w konsekwencji za tym faktem. [...] Gdyby nie było kolei do Białowieży, nie byłoby i tego spustoszenia, które wyrządzili Niemcy. [...] Nieznaczna szerokość pasa wyciętego dla linii kolejowej Białowieża–Hajnówka nie podobała się naszym kolejarzom. [...] Przed paru laty wycięto pasy, rozszerzające bezleśny pas po obydwu stronach toru, i dziś niby poręba legła na przestrzeni 20 kilometrów. [...] Bogu dziękować należy, że przynajmniej projekt wycięcia takichże pasów koło szosy nie został wykonany.

Ogromne cięcia nastały podczas I wojny światowej, kiedy to Niemcy wybudowali 300 km kolejek wąskotorowych i w 2 lata wycięli 4,5 miliona metrów sześciennych drewna. Po wojnie niepodległa, ale biedna i w związku z tym niezbyt zainteresowana ochroną przyrody Polska wydzierżawiła puszczę firmie The European Century Timber Corporation, która do 1929 roku wycięła zrębami zupełnymi kolejne wielkie powierzchnie 30 000 ha puszczy (dzisiaj zarosłe naturalnie odnowionym lasem). Jednak już wówczas był chroniony skrawek puszczy w widłach rzek Hwoźnej i Narewki, w którym utworzono później park narodowy. Po drugiej wojnie światowej, decyzją Stalina puszczę przedzielono granicą, wycinając szeroki pas lasu, a od roku 1980 po stronie ZSRR dodatkowo przegradzając wysokim płotem (tzw. „systiema”), którego nie przejdą ani ludzie, ani większe zwierzęta.

Wielkie zmiany w puszczy spowodowały inwestycje wodne. W części leżącej dzisiaj po stronie białoruskiej, zmeliorowano ogromne bagno Dziki Nikor, zamieniając je w tereny rolnicze. Melioracje doprowadziły do obniżenia poziomu wód gruntowych. Powstał też rządowy ośrodek Viskuli (gdzie nota bene podpisano koniec Związku Radzieckiego) oraz wybudowano dwa duże sztuczne zbiorniki przeznaczone do polowań na ptactwo. Jak wygląda najnowsza gospodarka w puszczy możemy oglądać z satelity dzięki fotografiom w Google Earth. Niestety, las po stronie polskiej przypomina dziurawy ser szwajcarski, a po białoruskiej widać skutki usuwania martwych drzew i melioracji.

Pisząc o eksploatacji puszczy nie można pominąć roli polowań. Polowano z nagonką, psami i sieciami. W dawnych czasach puszcze były dzielone na ostępy, czyli obszary przeznaczone dla zwierzyny. Polowania wyznaczano więc w odpowiednich ostępach. Nowoczesne polowania z użyciem broni palnej rozpoczął Zygmunt August. Prawdopodobnie od końca XVI wieku polowano przez wiele dni w tzw. kletnach, czyli dużych zagrodach tworzonych w ostępach, do których setki naganiaczy przy pomocy psów i hałasu zaganiało zwierzynę. Te wielkie leśne zagrody otaczano sieciami i zasiekami.
Polowania polegały na tym, że naganiacze przepędzali zwierzynę przed lufami myśliwych, a ci do niej strzelali. Zadaniem okolicznych chłopów było zapędzanie wcześniej zwierzyny do ogrodzonego zwierzyńca. Dla większej atrakcji wypuszczane z klatek niedźwiedzie szczuto psami. Polowania w czasach carskich, a także prezydenckie w okresie międzywojennym niewiele się różniły co do zasady: wyznaczano oddziały, do których zaganiano zwierzynę, a goście strzelali do niej z przygotowanych stanowisk.

Prócz polowań legalnych, w puszczy grasowali też kłusownicy. W okresach wojennych miały miejsce nie tylko grabieże, ale i powszechne kłusownictwo z udziałem miejscowej ludności i wojska, co zresztą doprowadziło do wybicia żubrów. Dzisiaj w Białowieży stoi wyjątkowo dużo, jak na niewielką miejscowość, bo kilkanaście, pomników: marszałka i dyrektorów, utrwalających socjalizm oraz zamordowanych przez hitlerowców i komunistów, ofiar wojen, myśliwych i zasłużonych dla nauki. Brakuje tylko pomnika zwierząt łownych, których tysiące zapłaciło najwyższą cenę, bo cenę życia, którą opłacono ochronę puszczy. Wiemy, że np. podczas polowania cara Mikołaja II w roku 1847 zabito blisko 300 sztuk zwierzyny.
Od pewnego czasu myśliwi planują postawić replikę historycznego żubra w osadzie Zwierzyniec, odlaną z łusek przekazanych na ten cel. Będzie to więc pomnik opłacony dosłownie ceną życia zwierząt.

Czy można mówić, że Puszcza Białowieska przetrwała dzięki polowaniom? W pewnym sensie tak, ale z drugiej strony to tak, jak byśmy powiedzieli, że lasy przetrwały dzięki drwalom, bo żeby było co wycinać dbali o przetrwanie lasu. Na przetrwanie puszczy do naszych czasów złożyło się wiele czynników, dzięki którym tę właśnie puszczę wybrano na chronione łowisko: oddalenie od dużych ośrodków, brak spławnych rzek, otoczenie innymi puszczami, które dostarczały drewna na potrzeby lokalne, ostatnie stada żubrów i oczywiście egoizm władców, którzy chcieli móc na nie polować. Co więcej, ten symboliczny dla puszczy gatunek, w pewnym sensie trwał dzięki swoistej hodowli. Żubry korzystały z faktu koszenia łąk nadrzecznych, znajdując pożywienie w stogach, a od początku XVIII wieku były regularnie dokarmiane (podobnie jak dzieje się to i dzisiaj).

Przyroda to dynamiczny i podlegający nieustannym zmianom system. Trwają globalne spory o to jak duży jest na nią wpływ człowieka, a jaki czynników naturalnych, chociażby wielokrotne zmiany klimatu, które miały miejsce i tutaj, na obszarze puszczy. Możemy być jednak pewni, że połączenie czynników naturalnych z presją człowieka ogromnie przyspiesza przemiany. Tak było w puszczy z jeleniem, który wyginął na przełomie XVII i XVIII wieku, podczas małej epoki lodowcowej, ale i dzięki presji łowców. Tak było ze zmniejszaniem się ilości ciepłolubnej lipy, gdy oziębił się klimat, a jednocześnie łyko lipowe było bardzo ważnym surowcem w gospodarstwach domowych coraz liczniejszych osad. Tak może się stać z wieloma gatunkami dzisiaj, jeśli nie zapewnimy bezwzględnej ochrony ich domu, uważając, że „wszystko jest dla człowieka” i „ochroniarze” nie mają prawa ograniczać naszej presji na przyrodę.
Ta przestroga jest szczególnie ważna w Puszczy Białowieskiej, która prawdziwym cudem, choć poraniona, przetrwała jako ostatnia z puszcz na naszym kontynencie. Dzisiaj Puszcza Białowieska zajmuje 0,19% powierzchni kraju. Niewielki jej fragment jest parkiem narodowym. Już w 1968 r. prof. Janusz Faliński pisał: Rozpowszechniony pogląd, że utworzenie Białowieskiego Parku Narodowego zwalnia nas z troski o dalsze połacie Puszczy, jest nie do przyjęcia. Nawet gdyby park narodowy był chroniony przez najlepszych strażników i zabezpieczony najdoskonalszymi ustawami, ten obiekt przyrodniczy nie jest w stanie przetrwać dłużej niż otaczająca go Puszcza.

Dzisiaj część linii, którymi Puszczę pocięto w XIX wieku z północy na południe i ze wschodu na zachód jest zarośnięta, ale nadal zachowany jest podział na ponad 700 oddziałów, pokazywanych także na mapach turystycznych. Józef Paczoski, pierwszy dyrektor Leśnictwa Rezerwat, późniejszego parku narodowego, pisząc w latach 20. o zastanych tam śladach działalności człowieka wymienia ślady po wyrębach z przełomu wieków, pozostałości po dużych, ogrodzonych polanach pastewnych i liczne ślady po ogniskach. Szczególnie porusza Paczoskiego widok rozległych składnic przy kolejkach wąskotorowych i dwudziestokilometrowa „rana” biegnąca wzdłuż torów przez puszczę od Hajnówki do Białowieży.

W latach 1990 – 2002 wycięto 1,5 mln m3 tylko w polskiej części puszczy. Ale też pod naciskiem społecznym powiekszono obszar parku narodowego z 7 do 16% powierzchni lasu. Po roku 2002 tzw. etat rębny zakładał wycięcie w ciągu 10 lat 1,457 mln m3. Na szczęście kolejne naciski na polski rząd, w tym także ze środowisk naukowych i społecznych z całego świata i apele znanych osób (m.in. Czesława Miłosza, Ryszarda Kapuścińskiego) doprowadziły do ochrony najstarszych drzew, a zaangażowanie pozarządowych organizacji takich jak Pracownia na rzecz Wszystkich Istot i ostatnio Greenpeace wymusiły w br. zmniejszenie etatu cięć do 1/3. Puszcza jest potężnie poraniona, ze śladami działalności człowieka od wieków. Jednak wciąż jest jednolitym organizmem i zachowuje ogromną zdolność regeneracyjną, a dzięki obszarom nienaruszonym –– charakter pierwotnej prapuszczy.
Na ręce polityków trafił w roku 2010 społeczny projekt zmian w ustawie o ochronie przyrody, dający rządowi możliwość powiększenia parku narodowego nawet bez zgody wszystkich samorządów (obecnie najmniejsza gmina może zablokować ochronę pod postacią parku narodowego lasu, który jest własnością skarbu państwa a nie gminy). Pod tym projektem podpisało się ponad ćwierć miliona obywateli. Projekt jednak ugrzązł w podkomisji sejmowej.
Drzewa i zwierzęta nie mogą zorganizować strajku generalnego.

Janusz A. Korbel


portal LM, czerwiec 2012